Pojedynek w Sejmie między kandydatem PiS na stanowisko rzecznika praw obywatelskich a kandydatką koalicji rządzącej w symboliczny sposób pokazuje upadek myślenia o państwie po stronie obu głównych obozów politycznych. Starcie Sylwii Gregorczyk-Abram z Adamem Borowskim było zderzeniem kandydatów, z których żaden nie nadawał się na urząd ustanowiony u schyłku PRL. Spowodowało to także, że zaczęły pojawiać się pytania, czy w ogóle urząd RPO jest w Polsce potrzebny. Spróbujmy na nie odpowiedzieć.
Przede wszystkim przypomnieć trzeba, że co prawda, polski ombudsman jest produktem schyłkowego okresu Polski Ludowej, ale przecież nie jest wynalazkiem oryginalnym. Za początki urzędu rzecznika praw uznaje się powołanie szwedzkiego „ombudsmana dla sprawiedliwości” w roku 1809. Lecz nawet wówczas nie był to urząd całkowicie nowy, bo jeszcze w 1713 r. król Szwecji Karol XII powołał pierwszego ombudsmana, który podczas jego uchodźstwa w Turcji miał pilnować funkcjonowania szwedzkiej administracji (Karol XII znalazł się na uchodźstwie w imperium osmańskim po przegranej bitwie pod Połtawą w 1709 r., w której został pokonany przez Rosjan).
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
