Rządowy serwis Bezpieczne Dane udostępnił informacje dotyczące cyberataku na MyDr, o którym to opinia publiczna dowiedziała się 12 sierpnia. – Doszło do nadzwyczajnego wycieku danych blisko 19 milionów obywateli Polski – mówił wówczas minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.
Jak sprawdzić, czy nasz PESEL wyciekł?
Do serwisu Bezpieczne Dane można zalogować się m.in. za pomocą aplikacji mObywatel, bankowości elektronicznej, e-Dowodu lub Profilu Zaufanego. Po zalogowaniu należy wejść w zakładkę „Historia wycieków”. Pojawi się tam lista monitorowanych dotychczas wycieków. Następnie trzeba wybrać opcję "Sprawdź swoje wycieki".
Serwis pokaże, w ilu incydentach znalazły się nasze dane, a także ich rodzaj i źródło wycieku. Użytkownik otrzyma również zalecenia dotyczące zabezpieczenia danych przed nieuprawnionym wykorzystaniem. Automatycznie monitorowany jest numer PESEL. Można również włączyć monitorowanie adresu e-mail. Serwis przewiduje monitorowanie numeru telefonu, ale, jak podaje „Rzeczpospolita”, 29 sierpnia ta opcja pozostawała wyłączona.
Wyciek z MyDr. Jakie dane mogły zostać ujawnione?
MyDr dostarcza system do obsługi m.in. elektronicznej dokumentacji medycznej, recept i skierowań. Według przekazanych informacji korzysta z niego około 12 tys. placówek, a za pośrednictwem platformy realizowanych jest około 3 mln wizyt i wystawianych 2,7 mln recept miesięcznie.
Dane pacjentów mogą obejmować m.in. imiona, nazwiska, numery PESEL, numery telefonów, adresy e-mail, informacje o stanie zdrowia, notatki z wizyt lekarskich oraz informacje o receptach. Minister cyfryzacji od początku zalecał zastrzeżenie numeru PESEL. – To jest pierwsza, podstawowa, elementarna higiena cyfrowa. Zastrzeżenie numeru PESEL dzisiaj w mObywatelu trwa pięć sekund – mówił 12 sierpnia Krzysztof Gawkowski.
MyDr: Informacja może trafić do około 18 mln osób
Kilka dni temu szef MyDr Piotr Miluski przeprosił pacjentów i użytkowników za "niepokój, stres i niepewność" związane z incydentem. Poinformował również, że za pośrednictwem placówek medycznych informacja może trafić do około 18 mln osób, których danych firma na tym etapie nie mogła wykluczyć z zakresu incydentu.
MyDr zastrzegło jednak, że nie oznacza to, że dane 18 mln osób zostały skradzione, odczytane lub upublicznione. Chodzi przede wszystkim o dane historyczne z kwietnia 2024 roku lub wcześniejsze, które znajdowały się w środowisku objętym incydentem. Firma utrzymuje, że nie wykryto, aby dane objęte incydentem zostały publicznie udostępnione.
Czytaj też:
Wyciek danych 19 mln osób. Prezes UODO: Poszkodowani mogą żądać odszkodowania Czytaj też:
Wyciek danych. Wicepremier o "kolejnych intensywnych działaniach państwa"
