Koncepcja zjednoczonej Europy jako scentralizowanego supermocarstwa, które ma zastąpić państwa narodowe Starego Kontynentu, często jest interpretowana jako lewicowa utopia. Nie przypadkiem krytycy tego projektu już dziś porównują Unię Europejską do Związku Sowieckiego. I w tym przypadku nie chodzi im tylko o centralistyczne zapędy instytucji unijnych, lecz także o forsowaną przez nie określoną agendę ideologiczną. Mimo że pod wieloma względami różni się ona od komunistycznej doktryny państwa sowieckiego, to jednak jej lewicowy charakter nie pozostawia złudzeń.
To właśnie unijna biurokracja jest doskonałym przykładem wdrożenia strategii przyjętej przez ludzi Pokolenia ’68, a więc aktywistów zachodniej nowej lewicy. Doszli oni do wniosku, że swoje polityczne cele – takie jak równość i inkluzywność – osiągną nie przez akty rewolucyjne, lecz przeprowadzając długi „marsz przez instytucje”. I tak się też stało. W UE kluczowymi ideologicznymi punktami odniesieniami stały się m.in.: feminizm, teoria gender, multikulti, ekologizm.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
