W poniedziałek Zarząd Polskiego Komitetu Olimpijskiego uznał trwałą "niemożność" Radosława Piesiewicza do wykonywania funkcji prezesa. Jego obowiązki przejął dotychczasowy wiceprezes Marian Kmita, który ma kierować PKOl do końca obecnej kadencji, czyli do kwietnia 2027 r.
Kmita był jedynym kandydatem, ale nie uzyskał jednomyślnego poparcia. Spośród 53 głosujących członków zarządu poparły go 43 osoby, dziewięć zagłosowało przeciwko. Nowy prezes przejmuje organizację znajdującą się w poważnym kryzysie. Jednym z najpilniejszych problemów są finanse. Kmita przyznał, że obecne zadłużenie wynosi 3,5 mln zł, natomiast do zamknięcia roku PKOl potrzebuje łącznie 6,5 mln zł.
"Obawiam się tego, co możemy odkryć przy przeglądaniu dokumentów" – powiedział portalowi sportowefakty.wp.pl.
Kmita chce odbudować relacje z rządem
Jednym z najważniejszych zadań nowego prezesa będzie znalezienie sponsorów i odbudowanie relacji z instytucjami państwowymi. Kmita poinformował, że odbył już pierwszą rozmowę z ministrem sportu Jakubem Rutnickim, a kolejne spotkanie ma nastąpić jeszcze w tym tygodniu.
"Liczę na dialog i zapewniłem już go, że czasy, gdy szef PKOl próbował udowadniać ministrowi, kto jest ważniejszy, są przeszłością. Trzeba znormalizować te relacje i wspólnie pracować przy igrzyskach olimpijskich w Los Angeles" – powiedział.
Kmita odniósł się również do zarzutów, że należał do bliskich współpracowników Piesiewicza. Przypomniał, że w 2023 r. za jego wyborem zagłosowało 139 osób.
"Każdy z nas ma pewien dyskomfort związany z tym wyborem. To jeden z powodów, dlaczego zdecydowałem się na ryzyko związane z przejęciem PKOl-u po Piesiewiczu" – stwierdził.
Zapowiedział również zmiany kadrowe. Jak przyznał, z kilkoma pracownikami będzie chciał się rozstać ze względu na wizerunkowe obciążenie dla organizacji. "Chodzi jednak o pojedyncze przypadki, bo w PKOl pracuje 29 osób, a o większości z nich mam bardzo dobre zdanie. To nie ich wina, że mieli takiego szefa" – zaznaczył.
Kmita poinformował też, że przywraca do pracy jedną z pracownic, która wcześniej rozstała się z PKOl w związku z konfliktem z Piesiewiczem. Jednocześnie zapewnił, że władze komitetu dysponują rozwiązaniami prawnymi na wypadek, gdyby Piesiewicz po opuszczeniu aresztu zakwestionował decyzję zarządu o odsunięciu go od funkcji.
Czytaj też:
Nitras wściekły po wyborze Kmity na szefa PKOl: Komitet pozostanie ciężko chory
