Nie ma komu świeczki zapalić
  • Piotr SemkaAutor:Piotr Semka

Nie ma komu świeczki zapalić

Dodano: 
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne Źródło: Pixabay/OpenClipart-Vectors
Cztery dni temu, zupełnie bez echa, minęła okrągła 80. rocznica upiornego wydarzenia związanego z początkiem jednego z najstraszniejszych wydarzeń XX wieku – Wielkiego terroru w Rosji Sowieckiej.

Dokładnie 23 stycznia 1937 roku w Moskwie na rozkaz Józefa Stalina rozpoczął się proces siedemnastu przywódców komunistycznych, oskarżonych o udział w spisku rzekomo zorganizowanym przez Lwa Trockiego. Według oficjalnej nazwy był to: „Proces trockistowsko-zinowjewowskiego centrum terrorystycznego”.

Urzędowy zarzut prokuratorski głosił, że oskarżeni zaplanowali obalenie ustroju komunistycznego i zamordowanie Józefa Stalina. Dziesięć dni potem wydano wyrok – trzynaście wyroków śmierci. Zanim sąd wydał werdykt – w całym ZSRR zorganizowano tysiące pokazowych wieców w zakładach pracy, w kołchozach, na uczelniach i w szkołach, na których specjalnie wyznaczenie „ludzie pracy”, kołchoźnicy i pionierzy żądali od sądu kary śmierci dla „zdrajców ojczyzny”. Tak zaczęła się lawina aresztowań, procesów, zsyłek i ludzkiej krzywdy.

Historycy nie są zgodni od kiedy datować ten obłąkańczy karnawał śmierci, w którym jak się oblicza aresztowano w całym ZSRR 7 mln ludzi z czego 2 miliony zginęło – rozstrzelanych lub zadręczonych w łagrach. Od zgładzenia Sergiusza Kirowa w 1934 roku? Od procesów z sierpnia 1936 roku, gdy zaczął się proces Zinowiewa, Kamieniewa i grupy ich współpracowników?

Ja przyznaję racje tym badaczom, którzy datę rozpoczęcia Wielkiego terroru sytuują w styczniu 1937 roku. To wtedy mechanizm czystek zaczął obejmować cały kraj, tworząc stan psychozy. Ludzie znikali z biur jednostek wojskowych, uczelni i zakładów pracy każdego dnia. Miliony ludzi wariowało ze strachu, nasłuchując w nocy funkcjonariuszy NKWD, których kroki po schodach zwiastowały tragedię. Karnawał śmierci miał potrwać jeszcze do 1939 roku.

To, co szokuje, to jak niewiele ten bezprecedensowy przykład masowej rzezi znalazł swoje miejsce w pamięci zbiorowej świata. Ani ONZ, ani Rada Europy nie inicjuje żadnego roku pamięci ofiar komunizmu choć rok 1937 nakłada się na setna rocznice rewolucji 1917 roku. Jeszcze za moich młodych lat w latach 70. czy 80. czystki stalinowskie żyły w pamięci zrewoltowanych komunistów-rewizjonistów. Dziś o ofiarach tamtej rzezi nie pamięta już prawie nikt.

W Polsce o represjach lat 1937-1939 pamięta się jedynie w kontekście eksterminacji przez Stalina Komunistycznej Partii Polski, co nie specjalnie zmartwiło 80 lat temu władze II RP. Od paru lat odbudowujemy pamięć o masowych represjach wobec Polaków żyjących w ZSRR, które zaczęły się w 1937 roku, ale to wciąż długi proces wprowadzania tej tragedii do polskiej pamięci.

 W Rosji po wskrzeszeniu przez Władimira Putina wielu elementów kultu Związku Sowieckiego – też nie wspomina się zbyt uroczyście ofiar czystek. A reszta świata uznaje Wielki terror za element historii rosyjskiej. Nie ma komu wywodzić z orgii zbrodni drugiej połowy lat 30. i przestrogi dla ludzkości przed zwycięstwem utopii. Tylko ci, którzy wspominać będą w tym roku objawienie fatimskie, modlić się będą za ofiary komunizmu.

I dlatego data 23 stycznia 1937 roku nawet w Polsce przeszła niezauważona. Ot, dzień jak codzień.

Źródło: DoRzeczy.pl
Czytaj także