Gorący czas dla energetyki
  • Agnieszka ŁakomaAutor:Agnieszka Łakoma

Gorący czas dla energetyki

Dodano: 
Gorący czas dla energetyki
Gorący czas dla energetyki Źródło: Fotolia / FOT. FOTOLIA
Polska ma kilka miesięcy na przekonanie Brukseli, że z przyczyn oczywistych nawet za 30 lat nasze elektrownie nie zrezygnują z węgla. To może się udać, jeśli udowodnimy, że robimy, co możemy, by nie zatruwać środowiska

Te kilka miesięcy to czas przygotowań i opracowań szczegółów tzw. pakietu zimowego, który łączy politykę klimatyczną z ideą bezpieczeństwa energetycznego. W praktyce zawiera nowe propozycje przepisów, które mają pomóc krajom wspólnoty w osiągnięciu celów polityki klimatycznej. A cele są jasne – mniejsza emisja szczególnie dwutlenku węgla, więcej energii z odnawialnych źródeł (czyli zielonej) i poprawa efektywności energetycznej. Teraz prace nad poszczególnymi zapisami trwają i w Parlamencie Europejskim, i w Radzie Unii Europejskiej, a to, co z nich wyniknie, będzie mieć – zwłaszcza dla krajów węglowych, takich jak Polska – ogromne znaczenie.

Polskie władze i energetycy od początku krytykują „pakiet zimowy”, bo jeśli niektóre z propozycji w nim zawartych wejdą w życie, to będą wyjątkowo niekorzystne. I nie zmienia to tego, że nasz kraj wspiera politykę ochrony klimatu. Energetyka i przemysł emitują znacznie mniej szkodliwych substancji (w tym dwutlenku węgla) i jesteśmy pod względem redukcji emisji w pierwszej piątce w UE, a z roku na rok wytwarzamy więcej energii z wiatru, ze słońca i z biomasy.

Gdy miesiąc temu na Europejskim Kongresie Gospodarczym wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Maroš Šefčovič mówił o gospodarce bez węgla do 2050 r., w kuluarach powiało grozą. A minister energii Krzysztof Tchórzewski niemal natychmiast zapowiedział, że to w polskim przypadku nie jest możliwe i w 2050 r. nadal połowę potrzebnej w kraju energii będą produkować elektrownie węglowe.

To i tak oznacza dla Polski znaczącą zmianę – niemal rewolucyjną, bo obecnie elektrownie na węgiel kamienny i brunatny dostarczają niemal 80 proc. energii.

„Pakiet zimowy” jest dotkliwy ze względu na stan naszej energetyki, więc są powody, by zastanowić się nad przyszłością – mówi Herbert Gabryś, ekspert Krajowej Izby Gospodarczej.

Oprócz propozycji „pakietu zimowego” Komisja Europejska wprowadziła też nowe, ostrzejsze normy emisji zanieczyszczeń przemysłowych. Jak przyznał Henryk Baranowski, szef Polskiej Grupy Energetycznej, czyli największej firmy energetycznej w kraju, dostosowanie tylko własnych elektrowni do najnowszych norm emisji będzie kosztować ok. 1,8 mld zł.

Bruksela też szykuje zmiany w systemie handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla, które muszą kupować elektrownie węglowe. Dlatego zależnie od skali firmy energetyczne w Polsce wydają na ten cel setki milionów złotych Energetyczna (PGE), w ubiegłym roku musiał zapłacić za pozwolenia 1,15 mld zł.

Problem 550 kg

W Polsce budzi kontrowersje wiele propozycji z „pakietu zimowego” także odnoszących się bezpośrednio do rządów państw wspólnoty. Jeśli zostaną przyjęte, to np. każdy kraj będzie musiał przygotować plan w zakresie energii i klimatu i oddać go do akceptacji Brukseli. Zatem nawet jeśli polskie Ministerstwo Energii przygotuje optymalny – z punktu widzenia kraju – dokument, to Komisja Europejska i tak będzie mogła go zmienić lub zaproponować własne rozwiązania.

Najwięcej emocji wśród energetyków wzbudza jednak pomysł, by nowo budowane elektrownie mogły emitować nie więcej niż 550 kg dwutlenku węgla przy produkcji jednej megawatogodziny energii. Dlatego w niedawnym wywiadzie prezes Baranowski mówił, że „polskiej energetyce będzie niezwykle trudno sprostać tym wymaganiom i niestety tzw. pakiet zimowy w obecnej wersji uderza w interesy polskiej energetyki i całej naszej gospodarki”. – A nowoczesne elektrownie węglowe muszą w Polsce powstać, bo w przeciwnym razie w perspektywie najbliższej dekady zabraknie nam energii elektrycznej. Pomysły, jakie proponuje Bruksela, czyli m.in. wymóg ograniczenia poziomu emisyjności CO2 do maksymalnie 550 kg na MWh, pokrzyżują te plany inwestycyjne. I mało tego – jeżeli te nowe normy obejmą za pięć lat także elektrownie już działające, to część z nich trzeba będzie zamknąć. Jest to oczywiście najgorszy z możliwych scenariuszy dla Polski – dodał szef PGE.

Profesor Władysław Mielczarski z Politechniki Łódzkiej wyjaśnia, że problemem będzie finansowanie nowych elektrowni węglowych. – „Pakiet zimowy” narzuca normę 550 kg emisji w ten sposób, że przy jej przekroczeniu inwestorzy nie będą mogli skorzystać z pomocy publicznej. Bruksela więc formalnie nie zakazuje budowy elektrowni węglowych, ale nie chce, by zyskały wsparcie państwa, zatem tym samym finansowanie inwestycji przerzuca całkowicie na firmy. A w tej sytuacji zdobycie tego finansowania będzie niezwykle trudne – dodaje.

Ministerstwo Energii – obawiając się zastopowania inwestycji w elektrownie na węgiel – przygotowuje system pomocowy, ale musi on zyskać akceptację Komisji Europejskiej. Założenie (mechanizm zwany potocznie rynkiem mocy) jest takie, by elektrownie otrzymywały też wynagrodzenie za gotowość do produkcji energii, a nie tylko za samą produkcję. Rozmowy w tej sprawie na linii Warszawa – Bruksela trwają. Elektrownie mogą zyskać dodatkowe pieniądze, a chodzi o ogromne kwoty, liczone na miliardy złotych. Ministerstwo Energii szacuje wydatki z budżetu państwa na ten cel na ponad 10 mld zł do 2027 r. Obciążą one w znacznej części odbiorców.

Tak eksperci, jak energetycy zgadzają się, że szansą na przyszłość w kontekście unijnej polityki klimatycznej są elektrociepłownie, czyli nowoczesna kogeneracja. – Gdyby Bruksela zaakceptowała to, że w kogeneracji, czyli przy jednoczesnej produkcji ciepła i energii elektrycznej, łącznie emisja dwutlenku węgla jest mniejsza niż limit 550 kg, moglibyśmy w Polsce postawić na elektrociepłownie opalane węglem – wyjaśnia Jacek Szymczak z Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie.

Profesor Mielczarski z Politechniki Łódzkiej dodaje, że elektrociepłownie mają tę zaletę, iż gwarantują stabilną produkcję energii, a jednocześnie zaliczane są do ulubionej przez Brukselę energetyki rozproszonej, czyli regionalnej.

„Czyste powietrze”, czyli druga szansa dla ciepłowni

Rząd niedawno przyjął program „Czyste powietrze”, który ma ułatwić walkę ze smogiem w polskich miastach, czyli w praktyce z problemem tzw. niskiej emisji, a jednocześnie wpisuje się w unijną politykę klimatyczną.

Problem smogu to w znacznej mierze problem starych kotłowni i pieców na węgiel, w których często zamiast węgla „paliwem” są śmieci. Dlatego wiele polskich miast proponuje dopłaty do wymiany pieców na bardziej przyjazne środowisku. Czasem zdarza się tak, że chętnych na dopłaty jest więcej niż możliwości finansowych, ale też często właściciele domów zastanawiają się, co po wymianie i czy stać ich będzie na kupno lepszego, czyli droższego węgla. Profesor Mielczarski uważa, że dopóki system jest dobrowolny, dopóty samymi zachętami sytuacji nie uda się poprawić. Jednak szansą w tym przypadku jest przebudowa ciepłowni.

Mamy w kraju tysiące starych ciepłowni węglowych i od lat nic z nimi nie robimy. Wiadomo, że teraz część nadaje się tylko do likwidacji, ale tam, gdzie to możliwe, warto sięgnąć po unijne fundusze i przebudować je jako elektrociepłownie, opalane gazem lub biomasą – dodaje.

Tym bardziej że Polska należy do liderów europejskich, gdy chodzi o sieć ciepłowniczą. – Gdyby udało się z siecią dotrzeć do znacznej części gospodarstw domowych tam, gdzie tylko to możliwe, niska emisja nie byłaby już takim problemem – mówi Jacek Szymczak.

Około 5 mln domów ogrzewanych jest w Polsce węglem. Połowa zanieczyszczeń, które powodują smog, pochodzi właśnie z takich pieców.

Róbmy swoje

Herbert Gabryś uważa, że skoro wiadomo, iż z węgla nie zrezygnujemy, to trzeba tylko znaleźć najlepszy sposób, by móc zbliżyć się do unijnych wymagań. – Pokazujmy Brukseli, co robimy w tym kierunku, że np. stawiamy na nowoczesne elektrownie i elektrociepłownie, ale też wspieramy produkcję z odnawialnych źródeł, choć jest kosztowna – dodaje.

Zdaniem prof. Mielczarskiego Polska nie powinna blokować „pakietu zimowego”, lecz jedynie proponować pewne zmiany. – Nie warto iść pod prąd, bo przy obecnym układzie sił przegramy głosowanie – mówi. – Powinniśmy iść z prądem na tyle, na ile to jest możliwe. Nasza polityka powinna być aktywna i asertywna. Dopóki Komisja Europejska nie wprowadzi kar za niewykonanie jakiegoś wymogu, np. poziomu obniżenia emisji, dopóty nasza energetyka węglowa przetrwa.


Autorka jest ekspertem w Centrum Gospodarczym im. Mikołaja Kopernika.

Przyszłość polskiej energetyki, unijny pakiet klimatyczny i walka ze smogiem to główne tematy Energy News Congress, który odbędzie się 28 i 29 czerwca 2017 r. w Golden Floor Tower w Warszawie. Organizatorami są Centrum Gospodarcze im. Mikołaja Kopernika i tygodnik „Do Rzeczy”.

Zgłoś swój udział: [email protected]

Artykuł został opublikowany w 25/2017 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.
Czytaj także