"Agresywne", "skandaliczne”. Prezes spółki skarbu państwa naciska na posłów

"Agresywne", "skandaliczne”. Prezes spółki skarbu państwa naciska na posłów

Dodano: 
Wiceminister cyfryzacji Michał Gramatyka
Wiceminister cyfryzacji Michał Gramatyka Źródło: PAP / Marcin Obara
Posłowie niemal wszystkich partii podpisali się pod projektem ustawy chroniącej dzieci przed nielegalnym hazardem. Inicjatywa nieoczekiwanie spotkała się z nieprzejednaną postawą prezes Totalizatora Sportowego Beaty Stelmach, która zaczęła naciskać na parlamentarzystów, by wycofali swoje poparcie dla inicjatywy. Powód? Strach przed utratą monopolu przez państwową spółkę.

Chodzi o tzw. lootboxy, czyli wirtualne skrzynki występujące w internetowych grach. Gracz kupuje je za realne pieniądze lub wirtualną walutę, nie znając zawartości. W środku może trafić coś bezwartościowego lub bardzo cennego: rzadką "skórkę", czy kartę zawodnika o dużej wartości. To właśnie ze względu na losowość mówi się, że lootboxy to hazard dla dzieci. Jednocześnie "skrzynie z łupami" są nieuregulowane w aktualnie obowiązującej ustawie hazardowej.

I właśnie to miał zmienić projekt poselski, który w grudniu trafił do Sejmu. Jego inicjatorem jest Michał Gramatyka, wiceminister cyfryzacji i poseł Polski 2050. Pod nowelizacją udało mu się zebrać podpisy 62 posłów ze wszystkich stron sporu politycznego: z Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, PSL, PiS i Konfederacji. Głównym założenie projektu jest wprowadzenie do ustawy pojęcia gry o wirtualne dobra.

Na konieczność rozpoczęcia procesu legislacyjnego w tej sprawie zwracano uwagę już rok temu podczas posiedzenia parlamentarnego zespołu ds. zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży kierowanego przez posłankę KO Martę Golbik.

Inicjatywa spotkała się jednak z zaskakującą reakcją szefowej Totalizatora Sportowego. Beata Stelmach skierowała list do parlamentarzystów, w którym ostrzegła, że otworzenie ustawy hazardowej doprowadzi do "rozszczelnienia" monopolu państwowej spółki. Zasugerowała, że projekt może być… efektem lobbingu nielegalnych operatorów kasynowych i oskarżyła posłów o działanie wymierzone w uprzywilejowaną pozycję Totalizatora. "Szczególnie jaskrawe są przypadki, gdy monopol państwa atakowany jest pod płaszczykiem troski o ochronę dzieci i młodzieży przed uzależnieniem od hazardu" – czytamy w liście, który kończy się apelem do posłów o wycofanie poparcia dla inicjatywy.

Presja okazała się częściowo skuteczna – siedmioro posłów złożyło w Kancelarii Sejmu deklaracje o wycofaniu swoich podpisów spod ustawy. W większości byli to posłowie klubu PSL: Ireneusz Raś, Jacek Tomczak, Marek Biernacki, Mirosław Orliński i Teofil Bartoszewski. Warto dodać, że znaczący wpływ na Totalizator Sportowy mają właśnie Ludowcy. W zarządzie spółki zasiada m.in. związany z baronem PSL-u Krzysztofem Hetmanem Artur Kapelko, były prezes klubu piłkarskiego Górnik Łęczna utrzymywanego przez kopalnię Bogdanka.

Oskarżenia nie zrobiły jednak wrażenia na Michale Gramatyce, który w rozmowie z portalem Interplay.pl przyznał, że jest zbulwersowany całą sprawą. Poseł stwierdził też, że "działania zarządu spółki wyglądają jak próba paraliżowania prac legislacyjnych na bardzo wczesnym, koncepcyjnym etapie, motywowaną wyłącznie chęcią obrony własnej pozycji rynkowej, a nie troską o dobro graczy".

Jaszcze bardziej kategorycznie zareagował szef sejmowej komisji cyfryzacji Bartłomiej Pejo z Konfederacji, który w odpowiedzi na list Beaty Stelmach skierował interpelację do MAP, w której określił pismo szefowej Totalizatora jako "niezwykle agresywne", "skandaliczne" i "oczerniające".

Pejo przypomniał, że inicjatywa legislacyjna posłów miała swój początek na połączonymi posiedzeniu Komisji Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii oraz Komisji ds. Dzieci i Młodzieży kierowanej przez posłankę KO Monikę Rosę. Dalej poseł zwrócił się do ministra aktywów o reakcję na pismo Beaty Stelmach. "Zdaniem Pani Prezes Totalizatora Sportowego posłowie na Sejm RP, którzy poparli projekt, odznaczyli się co najmniej niekompetencją, podpisując się pod projektem, którego skutków mają rzekomo nawet nie rozumieć (…). W mojej ocenie skandaliczny jest fakt, że kierownictwo spółki Skarbu Państwa pozwala sobie na formułowanie względem posłów na Sejm tak daleko idących i niczym nieuzasadnionych sformułowań, a także uzurpuje sobie prawo do bycia recenzentem prac legislacyjnych w parlamencie w obszarze, który niesie ze sobą tak wiele zagrożeń dla osób małoletnich" – czytamy w interpelacji.

Parlamentarzysta twierdzi też, że reakcja szefowej Totalizatora jest wprost motywowana interesem ekonomicznym i obawą o monopol spółki. "Wbrew temu, co znalazło się w liście, Totalizator Sportowy (podobnie jak inne podmioty działające na rynku hazardowym) także ma określone interesy ekonomiczne wynikające z określonej rzeczywistości prawnej i zależne od niej (…). Gdy pojawia się możliwość zainicjowania prac w Sejmie, które mogłyby doprowadzić do merytorycznej dyskusji (która jest niemalże normą w pracach komisji cyfryzacji…), która następnie doprowadziłaby do zmian w prawie, Totalizator decyduje się na agresywny atak mający na celu zablokowanie procesu już na samym starcie. Można odnieść wrażenie, że podstawową troską Totalizatora Sportowego w zakresie funkcjonowania hazardu w Polsce jest ‘pilnowanie’, aby posłowie nie zajmowali się tematem hazardu, a prawo pozostało niezmienne, a przede wszystkim nieskuteczne" – czytamy.

W podobnym tonie do Ministra Finansów zwrócił się też poseł Jarosław Sachajko, który reakcję Beaty Stelmach nazwał "wrogą". On z kolei zapytał o dotychczasowe działania rządu podjęte w celu ochrony dzieci, a także o kryteria, dzięki którym można by uznać lootboxy za nielegalny hazard.

Źródło: DoRzeczy.pl
Czytaj także