Z najnowszego raportu Komitetu Regionów wynika, że unijny eksport żywności do Stanów Zjednoczonych spadł o 23,5 proc., co oznacza około 7 mld euro straty. To, jak podkreśla "Rzeczpospolita", niemal jedna czwarta sprzedaży na tym rynku.
"Sektor rolno-spożywczy UE przechodzi jeden z najtrudniejszych okresów w swojej najnowszej historii"
Autorzy raportu cytowani przez "Rz" nie mają wątpliwości co do tego, że sytuacja jest wyjątkowo trudna. "Sektor rolno-spożywczy UE przechodzi jeden z najtrudniejszych okresów w swojej najnowszej historii" – podkreślają. Problem jest tym poważniejszy, że USA to drugi najważniejszy rynek dla europejskiej żywności, odpowiadający za około 5,6 proc. eksportu. Całość relacji gospodarczych między UE a Stanami Zjednoczonymi to około 1,6 bln euro rocznie i miliony miejsc pracy po obu stronach Atlantyku.
Spadek eksportu to bezpośredni efekt ceł, które podniosły ceny europejskich produktów. W efekcie amerykańscy importerzy zaczęli sięgać po tańsze alternatywy z innych krajów. "Producenci stoją nie przed abstrakcyjnym spadkiem procentowego eksportu, lecz przed realną perspektywą akumulacji zapasów, załamania marży i wymuszonego wyjścia z rynku" – czytamy w raporcie.
Najmocniej ucierpiały produkty premium – wina, alkohole, oliwa z oliwek, sery czy słodycze. W przypadku mięsa skala załamania jest jeszcze większa – eksport wieprzowiny do USA spadł aż o 98,7 proc. W praktyce oznacza to niemal całkowite zniknięcie tego segmentu z rynku. Straty koncentrują się w kilku krajach – Francji, Włoszech, Hiszpanii, Niemczech i Holandii – które odpowiadają za ponad 75 proc. eksportu żywności do USA. Najbardziej narażone są małe i średnie firmy oraz spółdzielnie, które nie mają zaplecza finansowego, by przetrwać długotrwały spadek sprzedaży.
Stawki nadal obowiązują
Niepewność pogłębia sytuacja prawna w USA. Choć w lutym 2026 r. Sąd Najwyższy zakwestionował możliwość nakładania ceł bez zgody Kongresu, w praktyce niewiele się zmieniło. Jak mówią eksperci "Rzeczpospolitej", stawki nadal obowiązują. – Sam wyrok Sądu Najwyższego nie znosi automatycznie stawek pobieranych przy imporcie – zaznacza Marcin Majewski z PwC. – Firmy wciąż muszą je stosować, a ryzyko kolejnych zmian pozostaje bardzo wysokie – dodaje. Jak podkreśla, coraz częściej nie da się przewidzieć, jakie cło będzie obowiązywać w momencie dostawy towaru.
W tle rośnie skala całego sporu. Ekonomiści szacują, że wartość potencjalnych zwrotów ceł może sięgnąć nawet 170 mld dolarów. Choć większość kosztów ponoszą firmy z USA, skutki odczuwają także przedsiębiorstwa z Unii Europejskiej.
Europa szuka wyjścia z sytuacji. Jednym z kierunków są nowe umowy handlowe, m.in. z krajami Mercosuru, Indiami czy Australią. – Nowe umowy handlowe mogłyby ożywić europejską gospodarkę – ocenia Lisandra Flach z instytutu Ifo. Według jej analiz mogłyby one zwiększyć produkcję przemysłową w UE o 1,1 proc., a PKB o 0,43 proc.
Czytaj też:
"Wieś musi pracować". Nawrocki żąda działań ws. Mercosur i zapowiada nowe prawoCzytaj też:
"Znowu spóźniony". Kosiniak-Kamysz uderza w Nawrockiego
