FelietonyO czym pisać nie należy

O czym pisać nie należy

Dodano

Czytając krytyki książki Dariusza Gawina „Wielki zwrot”, odsądzające go od czci i wiary za to, że swoją monografię ograniczył do dwudziestolecia 1956–1976, zamiast – w oparciu o to, co stało się później – napisać, że wszystko, co robili komunistyczni dysydenci, było prostą walką o władzę, uznałem, że należałoby sporządzić listę zjawisk i epok, o których bez opisania ich najdalszych konsekwencji pisać nie wolno.

Należałyby do nich pozycje na temat polskiego udziału w wojnach napoleońskich. Bo czy można pisać o wojskowym zaangażowaniu gen. Józefa Zajączka u boku Napoleona, o jego odwadze, ranach i bitewnych sukcesach, nie odnosząc tego do późniejszej, wiernopoddańczej służby u cara Aleksandra? Czy nie narzuca się wręcz hipoteza, że w ryzyko wojenne Zajączka wkalkulowane było sprzedanie go jako zyskownego kapitału innemu panu?

A taki płk Jan Kozietulski? Czy nie po to szarżował pod Somosierrą, aby potem móc zaczepić się w armii pod wodzą wielkiego księcia Konstantego?

Dotyczy to także wielu innych. Generał Józef Chłopicki odznaczył się w wojnach napoleońskich, ale jego późniejsza kariera każe zastanawiać się, czy nie był to element przemyślnej strategii. Jej kolejnym przejawem była, wydawało się, dumna odmowa przyjęcia przeprosin ze strony księcia Konstantego. Czy jednak zachowanie Chłopickiego w pierwszych dniach powstania listopadowego, zachowanie, które prawdopodobnie odebrało nam szansę zwycięstwa, nie każe patrzeć na wcześniejsze zachowania Chłopickiego z innej perspektywy?

Podobny niepokój wzbudzać muszą monografie ośrodków opozycyjnych z czasów PRL bez uwzględnienia tego, co potem robili ich uczestnicy. Czy można napisać monografię Ruchu bez wskazania, że służyła ona jako trampolina jego liderom: Andrzejowi Czumie i Stefanowi Niesiołowskiemu do zrobienia kariery w PO?

A czy można opisać historię działania „pampersów” w TVP bez pokazania tego, co się stało potem z ich ojcem założycielem i współpracującym z nim ich intelektualnym guru?

Książka Gawina pokazuje intelektualną historię decydujących 20 lat środowiska rewizjonistów, ludzi, którzy rozpoczęli odchodzenie od marksizmu w połowie lat 50. Sprowadzanie jej do prostej walki o władzę przypomina marksistowski czy psychoanalityczny redukcjonizm.

Nie przeczę, że postępowanie dawnych rewizjonistów w III RP prowokuje, aby całą ich drogę życiową zredukować do frakcyjnej walki o władzę. Ich postawa, szamotanie się między ciągłym powoływaniem na dawne zasługi a jednocześnie negowaniem ich w praktyce, zachęca do potraktowania opozycyjnego zaangażowania jako wielkiej manipulacji. Adam Michnik nie tylko swoim zachowaniem, ale nawet wyglądem przypomina dawnych członków Biura Politycznego. Jednak od tego mamy rozum, aby dostrzegać złożoność zjawisk, w których indywidualne wybory wynikają z rozlicznych determinant. Istotne są klimat intelektualny środowiska i epoki, presja przyjętego systemu wartości.

Ciekawa byłaby książka o drodze dawnych komunistów do III RP napisana z perspektywy ich ostatniego wcielenia. Dla jej autora praca Gawina okazałaby się nie do przecenienia.

 0

Czytaj także