FelietonyCo mógł zrobić Putin

Co mógł zrobić Putin

Dodano

Nie wiedziałem, że Jacek Protasiewicz jest tak ważny dla Władimira Putina. Atakować Krym po to, aby przykryć wpadkę szefa europejskiej kampanii wyborczej PO, to jednak nie byle co. Skoro jednak sprawa autora klipu „Oni pójdą głosować, a ty?” odesłana została w historyczny niebyt, zajmijmy się, na jego własne życzenie, Putinem.

Wyobraźmy sobie debatę w głównych mediach polskich na temat tego, czy Rosja zajmie Krym, zanim do tego doszło. Oczywiście usłyszelibyśmy, że to niemożliwe. Po pierwsze: Rosja jeszcze przez co najmniej 30 lat dysponować będzie bazami Floty Czarnomorskiej na półwyspie i bez żadnej interwencji może go kontrolować, a ludność tam mieszkająca to w większości Rosjanie niezwiązani z państwem ukraińskim. Posiadający sporą autonomię Krym i tak był przez nich rządzony. Po co więc ostentacyjnie ogłaszać oderwanie go od Ukrainy? Po co Rada Najwyższa ma dawać prezydentowi prerogatywy do użycia wojska na terenie Ukrainy, kiedy może on go użyć i bez tego, czego dowodem była Gruzja? Po co w ogóle używać wojska, jeśli Rosja ma solidne instrumenty gospodarczego, zwłaszcza energetycznego, nacisku na Kijów? Wszystkie te argumenty są sensowne i racjonalne.

Poza tym usłyszelibyśmy, że w XXI w. takie rzeczy są niemożliwe, że przecież Zachód by się na to nie zgodził, że związki gospodarcze Rosji ze światem uniemożliwiają tego typu zachowania, że w ogóle to nie wiek XIX i tym podobne.

A jednak się stało. Słyszymy więc, że Putin jest nieracjonalny, że może „zwariował” i – byłoby to śmieszne, gdyby nie było ponure – przegrał już całą swoją polityczną rozgrywkę.

Jak przegrał, skoro wygrał? Udowodnił, że może oderwać fragment innego, dużego kraju, pomimo że jego integralność gwarantowały Stany Zjednoczone i Wielka Brytania. Zastraszył potencjalnych buntowników w kraju i na zewnątrz, to znaczy w Gruzji czy Mołdawii, pokazując im, że potrafi przywoływać niesfornych do porządku i nikt mu w tym nie przeszkodzi. Obywatele Rosji mogą mieć pewność, że ich batiuszka nie pozwoli sobie w kaszę dmuchać, a więc nie warto się mu przeciwstawiać, zwłaszcza że dzięki niemu to ich boją się największe potęgi świata, które nie kiwną palcem w sprawie najbardziej nawet ostentacyjngo łamania międzynarodowego prawa.

Dzisiaj dowiadujemy się z czołowych mediów naszego kraju, że Putin to nieodpowiedzialny dyktator nieliczący się z życiem ludzkim i jakimikolwiek normami. I nagle przypominamy sobie, że z tych samych ust jeszcze niedawno słyszeliśmy, iż trzeba mieć zaufanie do niego w sprawie badania smoleńskiej tragedii. W odniesieniu do tego za w pełni miarodajne uznawać mamy rezultaty badań dostarczanych przez jego funkcjonariuszy, przepraszam: reprezentantów właściwych urzędów czy wymiaru sprawiedliwości.

Dopuszczenie hipotezy, że wina leży po stronie Rosji, miało być przejawem karygodnej rusofobii, a wyobrażenie o zamachu z jej strony: groteskową teorią spiskową. Jaki sens miałby mieć zamach – głosili domorośli znawcy duszy Putina i jego otoczenia
– jeśli ani prezydent Kaczyński, ani PiS, który w przypadku tragedii miał być jeszcze bardziej zdekapitowany niż w rzeczywistości (do końca z prezydentem miał lecieć jego brat), nie byli dla prezydenta Rosji groźni?

A w czym dla Kremla groźny jest Krym?

foto: kremlin.ru

 0

Czytaj także