"Pakt Ribbentrop-Mołotow był prawnie i moralnie słuszną decyzją"
  • Maciej PieczyńskiAutor:Maciej Pieczyński

"Pakt Ribbentrop-Mołotow był prawnie i moralnie słuszną decyzją"

Dodano: 283
Pakt Ribbentrop-Mołotow
Pakt Ribbentrop-Mołotow Źródło: Wikimedia Commons
JAK NAS PISZĄ NA WSCHODZIE „Polacy to dobry naród, ale od zawsze nie radzą sobie w relacjach z Niemcami i Rosjanami” – twierdzi Igor Szyszkin. Wiceszef instytucji, wspierającej interesy Rosji poza jej granicami, w rozmowie z portalem szowinistycznej gazety „Zawtra” chwali Stalina za pakt z Hitlerem.

Igor Szyszkin to historyk, politolog, wiceprzewodniczący Instytutu Krajów Wspólnoty Niepodległych Państw. Instytut, choć formalnie jest organizacją pozarządową, pełni rolę ideologicznego thnik-tanku, formułującego politykę Rosji wobec państw „bliskiej zagranicy”. Niejednokrotnie ostro krytykował Polskę i jej politykę historyczną. Tym razem, w rozmowie przeprowadzonej z równie antypolsko nastawionym szowinistą Andriejem Fiefiełowem, wziął w obronę pakt Ribbentrop-Mołotow. „23 sierpnia stał się dniem, w którym wewnętrzni i zewnętrzni wrogowie Rosji zlatują się na kolejny szabat czarownic” – mówi Szyszkin. Polskę i państwa bałtyckie nazywa „żałosnymi limitrofami” (limitrof – państwo pograniczne, położone pomiędzy imperiami, często wykorzystywane przez jedno z nich jako kordon sanitarny przeciwko drugiemu – red.), które panicznie boją się powtórki z historii i ciągle tylko „krzyczą” na cały świat, ostrzegając przed nowym porozumieniem Berlin-Moskwa. Szyszkin apeluje: „Trzeba powiedzieć wprost: przestańcie oczerniać pakt Ribbentrop-Mołotow! To porozumienie było absolutnie słuszne z prawnego i moralnego punktu widzenia! Już od trzydziestu lat wylewają na nie wiadra pomyj, a przy tym nie znaleźli ani jednej normy prawa międzynarodowego, którą by ten „zbrodniczy” dokument naruszył”. Na uwagę Fiefiełowa, że takim naruszeniem mógł być tajny protokół, Szyszkin odpowiada w tym samym, sarkastycznym stylu: „tym protokołem to już dzieci straszą!”. Politolog nie widzi w dokumencie nic bezprawnego. Wymienia tajne protokoły, dołączane do innych paktów. Bo przecież „poufność to norma w dyplomacji”. A że ten konkretny tajny protokół przewidywał rozbiór Europy Środkowo-Wschodniej? Szyszkin tę tezę obraca w żart: „A czy pan może oddać mi połowę Centralnego Banku Rosji?” – pyta retorycznie Fiefiełowa. Na tej samej zasadzie, dowodzi Szyszkin, ani Hitler niczego nie mógł oddać Stalinowi, ani Stalin Hitlerowi. Politolog skrzętnie pomija drobny szczegół – dyktator, rządzący wielkim mocarstwem, może jednak chyba więcej niż dziennikarz czy szef instytucji pozarządowej…

Tak czy inaczej, tajny protokół – według pokrętnej logiki Szyszkina – nie był naruszeniem prawa międzynarodowego, ponieważ wyznaczał jedynie strefy wpływów, a to „nie jest przecież zabronione”. Nic to, że odpowiednio 8 i 25 dni później słowo, zapisane w tym „czysto teoretycznie” nakreślonym protokole ciałem się stało. Szyszkin nazywa II RP i państwa bałtyckie „małymi państewkami”, które przywykły „pasożytować” na konfliktach wielkich mocarstw. „Dla nich pakt był czymś strasznym” – mówi. Dlaczego? Dlatego, że oznaczał ich zagładę? Nie, wręcz przeciwnie. Dlatego mianowicie, że oznaczał pokój pomiędzy Niemcami i Związkiem Sowieckim. A na pokoju „małe pasożytnicze państewko” nie zarobi tak, jak na wojnie… Szyszkin broni Hitlera i Stalina twierdząc, że obaj mieli pełne prawo zapewnić siebie nawzajem, że nie będą ingerować w swoje interesy. Na uwagę Fiefiełowa, że pakt, dzielący strefy wpływów na terenie Polski mógł być złamaniem postanowień paktu Warszawa-Moskwa, politolog odpowiada: „ZSRS zawarł z Polską pakt o nieagresji, a nie o wzajemnej pomocy”. Nie dodaje przy tym, że Moskwa nie tylko nie pomogła, ale i w końcu dokonała agresji. Bo przecież Kresy Wschodnie to – podobnie jak terytoria państw bałtyckich – ziemie, bezprawnie odebrane niegdyś Imperium Rosyjskiemu, a przez Stalina jedynie „przywrócone macierzy”. Poza tym, ZSRS, niezależnie od „sprawiedliwości historycznej”, po prostu potrzebował tych ziem, żeby zyskać głębię strategiczną na wypadek wojny z Niemcami (z którymi przecież rzekomo wojny miało nie być zgodnie z paktem Ribbentrop-Mołotow… ale kto by się przejmował takimi szczegółami?!).

Najczarniejszym charakterem w narracji Szyszkina nie jest jednak Polska (tym „żałosnym limitrofem” nie warto się zajmować…), lecz Wielka Brytania. Agresywne, zachodnie mocarstwo, które za wszelką cenę dążyło do wojny. Najpierw popchnęło Polskę do konfliktu, udzielając jej gwarancji pomocy militarnej. Następnie zaś, wypełniając porozumienie z Warszawą, wypowiedziało Niemcom wojnę. Przywykliśmy do krytyki pod adresem Londynu za to, że była to „dziwna wojna”, a nasi sojusznicy tak naprawdę nie kiwnęli palcem w naszej obronie. Tymczasem rosyjski politolog zarzuca Wielkiej Brytanii, że… rozpętała II wojnę światową. Szyszkin argumentuje, że między a 3 września mieliśmy do czynienia z lokalnym konfliktem pomiędzy dwoma państwami, zaś kiedy 3 września Londyn wypowiedział wojnę Berlinowi, konflikt stał się ogólnoeuropejskim (a następnie ogólnoświatowym). To ma być rzekomo dowód na agresywną, dążącą do wojny politykę Wielkiej Brytanii.

Wreszcie, Szyszkin znajduje też „pozytywne” słowo o Polakach. Nazywa nas „dobrym narodem”, który jednak nigdy nie potrafił sobie radzić w relacjach z Niemcami i Rosją. W domyśle – nie potrafił się pogodzić z rolą „małego państewka”, które powinno znać swoje miejsce w szeregu, na mapie wpływów dwóch wielkich mocarstw.

Czytaj też:
"Liberałowie boją się zamieszek z powodu antygejowskich wypowiedzi Kościoła"
Czytaj też:
"Jak Polska śmie otwierać swoją wstrętną gębę i mówić o rosyjskiej agresji?!"

Źródło: DoRzeczy
 283
Czytaj także