KrajGdy wódz traci rozsądek

Gdy wódz traci rozsądek

Jarosław Kaczyński, prezes PiS
Jarosław Kaczyński, prezes PiS / Źródło: PAP / Tomasz Gzell
Dodano 829
Od momentu ogłoszenia przez Jarosława Kaczyńskiego „piątki dla zwierząt” uporczywie brzęczy mi pod czaszką tytuł jednej z powieści Druona: „Kiedy król gubi kraj”. Bo „piątka dla zwierząt” to już coś więcej niż błąd, taki, jakimi były „apteka dla aptekarza” czy zakaz handlu w niedzielę, które wyborcy, nawet uznając zmiany za idiotyczne, potrafili partii rządzącej wybaczyć. To nie jest niszowa awantura o prawo do hodowli norek, jeden szczególny dział produkcji rolniczej, który może się miastowym politykom wydawać równie mało istotny, jak tucz gęsi na foie gras, którego przecież swego czasu zakazano i nic się z tego powodu nie zawaliło.

Nie, tym razem to jest potężny kryzys polityczny, wizerunkowy i przede wszystkim strukturalny partii rządzącej. Kryzys, w który Jarosław Kaczyński wepchnął swą partię bez powodu, bez widoków na jakiekolwiek korzyści, wbrew wszelkiej politycznej logice, li tylko dla dogodzenia swej świętofranciszkańskiej sympatii dla „wszystkich stworzeń dużych i małych”. A raczej – w który, jak podejrzewam, wciągnęła partię jedna z rywalizujących o łaski Kaczyńskiego dworskich kamaryl, wykorzystując tę jego powszechnie znaną słabość.

Jak Państwo widzą, podobnie jak piszący na ten sam temat Jan FiedorczukŁukasz Warzecha uważam, że funkcjonujące w PiS teorie o politycznych powodach „piątki” to tworzone tam ad hoc tzw. wtórne racjonalizacje, pozwalające wyprzeć fakt dla wielu niemożliwy do przyjęcia – że „Naczelnik” po prostu nie wie, co robi. Jeśli ktoś uważa, że ta inicjatywa i pokazanie się Prezesa na tik-toku przyciągnie do partii młodzież (to najczęstsza z racjonalizacji) to chyba upadł na głowę. Równie dobrze można by sądzić, że PiS odzyska młody elektorat jeśli prezes zacznie mówić „elo ziomale!”. Mówiąc nawiasem, sam wybór na ogłoszenie „StopFurChallenge” akurat chińskiego komunikatora tik-tok obnaża bezmiar niekompetencji obecnego PiS „w temacie młodzieży”; pomijając kłopoty jakie ma tik-tok w USA i paru innych krajach, jest to aplikacja, której najstarsi użytkownicy mają 12 lat i w wyborach za trzy lata i tak nie wezmą udziału.

Katastrofa ideowa

Ponieważ bardziej interesuje mnie w tej chwili polityczny aspekt sprawy, nie będę wchodzić w szczegóły merytorycznego sporu o produkcję futer i ubój rytualny. Ograniczę się do wskazania trzech horrendów, zawartych w „piątce”.

Horrendum pierwsze, to udzielenie „aktywistom organizacji mających w statucie ochronę zwierząt” prawa do wkroczenia na prywatną posesję „bez zgody właściciela albo wbrew niej” celem dokonania inspekcji, jak traktowane są tam zwierzęta i z prawem ich ewentualnego odebrania właścicielowi. Wprawdzie ustawa każe by działo się to w asyście policji lub straży miejskiej, ale wynika z niej, że owe służby muszą jej na życzenie „aktywistów” dostarczyć. Otwiera to szerokie pole dla wszelkiego rodzaju mafii, również dla samej policji (zamiast ubiegać się o nakaz prokuratorski, będzie mogła pod pozorem troski o żółwia lub kanarka wejść wszędzie i zrobić przeszukanie każdemu). Nie wspominając o powszednim wymuszaniu na rolnikach haraczu przez zakładane w tym celu „prozwierzęce” organizacje, które już teraz jest plagą dla polskiej wsi, tak jak przez wiele lat była nią dla inwestorów konieczność okupywania się „ekologom” za odstąpienie od przysługującego im ustawowo prawa blokowania inwestycji.

Horrendum drugie to zakaz uboju rytualnego. Co najmniej jedna trzecia polskiego eksportu drobiu – a drobiarstwo to jeden z wiodących działów polskiego rolnictwa – wysyłana jest na rynki bliskowschodnie, czego warunkiem jest ubój „halal/koszer”. Niewiele mniejszy jest eksport na te rynki wołowiny. Gdy poprzednio zakazano ustawowo uboju rytualnego (w 2013 – zakaz ten został przez ówczesny Trybunał Konstytucyjny uznany za sprzeczny z Konstytucją) w ciągu roku hodowcy bydła stracili na nim, według obliczeń portalu money.pl miliard złotych. Potencjalne straty drobiarzy można szacować na co najmniej trzy razy tyle. Choć nie brak szacunków wyższych – sami zainteresowanie twierdzą, że utrata rynków bliskowschodnich pomniejszy zyski polskiej gospodarki o 9 mld złotych rocznie.

No i sprawa trzecia – zakaz hodowli zwierząt futerkowych. Zwolennicy „piątki” usiłują do niej ograniczyć całą dyskusję, jak sądzę dlatego, że norki są śliczne i miliusie, a „ekolodzy” naprodukowali mnóstwo duszoszczypatielnych filmików o rzekomych cierpieniach, jakich doznają w klatkach. Dyskusja z fałszami tej propagandy wymagałaby osobnego tekstu, tu ograniczę się do stwierdzenia, że wszystkie – WSZYSTKIE – argumenty używane przez zwolenników likwidacji branży można równie dobrze zastosować wobec każdego innego działu hodowli.

Jeśli więc, jak twierdzi Jarosław Kaczyński, potępienie dla hodowli na futra to kwestia „przyzwoitości” i bycia „dobrym człowiekiem”, to człowiek „przyzwoity” nie może także przejść obojętnie wobec faktu hodowli drobiu, trzody i bydła. To obory i chlewnie są takimi samymi „obozami koncentracyjnymi dla zwierząt” jak hodowle norek, i nie tylko zabijanie zwierząt, ale pozyskiwanie jajek i mleka są zbrodnią. Tak głosi od dawna już skrajna lewica.

Jarosław Kaczyński, w innych sprawach rozsądny, pomijając wszystkie kwestie ekonomiczne i sięgając po michnikowy z ducha argument konieczności „bycia dobrym/przyzwoitym człowiekiem”, nie zauważył fatalnego paradoksu. Skoro przyznaje vege-lewicy rację co do zasady, że hodowla to rzecz moralnie naganna, po prostu zło – sam właśnie według narzucanego przez siebie kryterium staje się człowiekiem złym i nieprzyzwoitym. Bo moralność źle znosi kompromisy. Nie można w kierowaniu się „prawami zwierząt” ustawić poprzeczki „bycia dobrym człowiekiem”, powiedzmy, na wysokości kilku miliardów złotych rocznie, uznając, że tyle Polska może stracić, i do tej poprzeczki stawiać moralność ponad zyski, ale powyżej niej, gdzie koszty „położenia kresu cierpieniom zwierząt” byłyby większe, pozwalać je „dręczyć” dalej. To znaczy, można, ale na kogo się wtedy wychodzi?

Sens „piątki” jest więc taki, że PiS zgadza się z panią Spurek, iż trzeba zlikwidować „zbrodniczą” hodowlę zwierząt, ale likwiduje tylko jeden jej dział, gdyż ocenia go (zresztą niesłusznie) jako marginalny i gospodarczo nieistotny. Natomiast inne, większe zła – chlewnie, obory, mleczarstwo, jaja i tak dalej – na razie cynicznie toleruje, kierując się przyziemnymi korzyściami.

Dalekosiężnym skutkiem przyznania przez Kaczyńskiego lewicy moralnej racji i sprowadzenie się do roli siły relatywizującej tę rację w imię kwestii praktycznych (na tyle słusznych decyzji możemy sobie pozwolić, na inne, choć byłyby równie słuszne – nie) jest wprowadzeniem PiS na równię pochyłą. Skutek ostateczny takiej samodelegitymizacji może być tylko jeden: los, jaki spotkał formacje chadeckie i konserwatywne na Zachodzie.

Katastrofa polityczna

Zanim to nastąpi, poniesie jednak PiS inne, bieżące koszty ogłoszenia „piątki”.

W oczywisty sposób obraca przeciwko siebie elektorat rolniczy. Rolnicy, wbrew temu, co sądzi większość miastowych, nie są głupi, choć często nie mają miastowego wykształcenia. Nie kupują opowieści, że „futrzarze” to jakaś drobna, nieistotna grupa, która nie ma z nimi nic wspólnego. Rozumieją zależności między farmami norek a innymi działami produkcji, takie jak na przykład kwestia utylizacji, której koszty zdejmują z innych rolników hodowcy norek samym swym istnieniem. Doświadczają tak samo jak oni nienawiści i agresji „prozwierzęcych” aktywistów i ekoterrorystów, którym tak demonstracyjnie Komendant, a za nim posłusznie cały PiS, przyznały racje i wyciągnęły do nich rękę.

W ostatnich wyborach 81 proc. rolników poparło Andrzeja Dudę. Ich obecnego rozczarowania i gniewu nie da się opisać. Jeśli ktoś sądzi, że urządzenie i pokazanie w telewizji cepeliowskiego festynu „podziękowania wsi polskiej” te nastroje ułagodzi, to chyba nie tylko upadł na głowę, ale jeszcze dodatkowo popukał się po niej łyżką od opon.

Gniew ogarnia jednak nie tylko elektorat rolniczy, ale także „żelazny”, ideowy elektorat PiS. Tę jego część, która głosowałaby na PiS gdyby nie było „500+”, wzrostu PKB ani sukcesów w ściąganiu VAT, ale nie ze względu na emocjonalną więź z „Jarkiem” i jego tragicznie zmarłym bratem, tylko ze względu na to, co PiS głosi.

Osobiste zaangażowanie Kaczyńskiego w moralną krucjatę przeciw hodowcom gniewa przede wszystkim ludzi poważnie traktujących prawo do życia nienarodzonych dzieci. W tej kwestii prezes PiS zawsze odrzucał kryterium moralne, kierując się politycznym pragmatyzmem; doprowadziło to do utraty jednego z najbardziej ideowych i wartościowych ludzi prawicy, Marka Jurka. Ale można wskazać wiele drobniejszych spraw, np. uznanie upamiętnienia ofiar Rzezi Wołyńskiej za mniej istotne od bieżących stosunków z Ukrainą, czy zwrotu prawowitym właścicielom zrabowanej przez komunistów własności za mniej istotny od spokoju ze strony tych, którzy ją od złodziei przejęli.

W kwestiach istotnych dla ludzi ideowych rządy PiS od dawna są wielkim rozczarowaniem – nie miejsce tu na wyliczanie, w ilu miejscach partia Kaczyńskiego po szumnych zapowiedziach nie zrobiła nic albo poprzestała na pozorach działania. Nawet organizacji tragicznego lotu do Smoleńska nie tknięto – jedyny wyrok (na Tomasza Arabskiego) zapadł z prywatnego oskarżenia, wskutek uporu rodzin ofiar, wykazanego po tym, jak „pisowska” prokuratura zarzuty przeciw niemu umorzyła.

I oto nagle Prezes doznaje moralnego wzmożenia w sprawie, która dla elektoratu katolickiego i konserwatywnego jest, delikatnie mówiąc, fanaberią. Nie wierzę, żeby nikt nie przewidział, że kilkaset tysięcy najbardziej ideowych wyborców PiS przysłowiowy szlag trafi, że dla znacznej ich liczby ta fanaberia będzie przysłowiową kroplą przepełniającą kielich.

Natomiast łatwo wierzę, że nikt nie miał odwagi tego prezesowi powiedzieć. Drobne przypomnienie – choć poprzedni zakaz uboju rytualnego, ten z 2013, uznany potem za niekonstytucyjny, był inicjatywą rządzącej wtedy PO, Kaczyński wbrew wszystkim interesom politycznym PiS inicjatywę te poparł, mało, nakazał dyscyplinę partyjną. Wyłamał się z niej wtedy m.in. Jan Krzysztof Ardanowski. Został za to zawieszony i na długi czas zmarginalizowany w partii, odsunięty od spraw rolnictwa – dopiero Mateusz Morawiecki zdołał jakoś uprosić jego powrót z wygnania. Swoją drogą ciekawe, jak teraz zachowa się minister. Czy Kaczyński przetrąci mu kręgosłup, czy wysoko ocenianego przez rolników ministra wyrzuci jako „złego człowieka”? A czy wyrzucając pomyśli, jaką jesień średniowiecza może teoretycznie zgotować mu na wsi taki wyrzucony Ardanowski, i inni „źli ludzie”, jeśli, dajmy na to, dogadają się z „Konfederacją”?

Straty nie ograniczą się elektoratu rolniczego, prolajferów i rozczarowanych konserwatystów. „Piątka” będzie zniechęcać do PiS także elektorat centrowy, mało zainteresowany polityką. Kompromituje bowiem PiS jako partię.

Katastrofa wizerunkowa

Widać nawet gołym okiem i z daleka, że projektu ustawy rodzącej tak daleko idące skutki nie skonsultowano z nikim ani w żaden sposób, nie poprzedzono żadną analizą skutków proponowanej legislacji. Poza szefem młodzieżówki, Michałem Moskalem, wszyscy zostali totalnie zaskoczeni. Nic o planowanej „piątce” nie wiedziały organizacje rolników, nic nie wiedzieli niezaangażowani w nią politycy, nie zapytano o zdanie żadnego eksperta.

Także nawet najwierniejsi medialni żołnierze PiS nie wiedzieli, co robić, bo z jednej strony, widzą, że pomysł chory, ale z drugiej, to przecież „sam Komendant, sam Komendant nam go dał”. W efekcie poszli w krętactwa, albo skupiając się na niekontrowersyjnych, ale mało istotnych elementach „piątki” – jak zakaz „kolczatek” – albo na atakach na krytyków „piątki” i demaskowaniu ich jako agentów lobby futrzarskiego (które stało się nagle złem większym od skrajnej lewicy, która z kolei nagle okazała się „dobrymi ludźmi”).

Wyrobnikom codziennego szuflowania propagandowej karmy wydaje się, że jeśli ludziom o kontekstach sprawy nie powiedzą, skupiając się na pokazywaniu ślicznych futrzastych zwierzątek w klatkach, to bez podpowiedzi agentów złego „lobby” oni nic nie zauważą. To nie jest prawda, ludzie, wbrew przekonaniu polityków i macherów od opinii publicznej, nie są głupi, choć często nie sposób ich postępowania zrozumieć.

Otóż żaden Lis, Sobieniowski czy inny żołnierz antypisu nie wymyśliłby lepszego niż „piątka” sposobu uwiarygodnienia całej wieloletniej propagandy, że „rządzi jeden człowiek” i że ten „jeden człowiek” kieruje się jakimiś swoimi idee-fixe, nie ma kontaktu z rzeczywistością, nie liczy się z niczym, i otoczony jest zgrają lizusów, gorliwie i bezmyślnie wykonujących każdy jego, nawet najgłupszy, kaprys.

Nieprawda? „Jest prawda ekranu, która mówi”, i obecnie mówi ona właśnie to. Tym bardziej, że Jarosław Kaczyński, jak się zdaje, zaparł się, aby „prawa zwierząt” wprowadzić „na cito”, szybką ścieżką legislacyjną. Niestety, zdarza mu się to coraz częściej – przypomnijmy sobie jak obsesyjnie parł do niemożliwych do przeprowadzenia wyborów korespondencyjnych. Wtedy ocalił PiS Gowin, odważywszy się dać głowę pod topór. Czy teraz też znajdzie się ktoś odważny, by powiedzieć „Naczelnikowi”, że mu, pardon pour le mot, odbiło i ściąga na siebie i swój obóz nieszczęście?

Tak tylko pytam.

/ Źródło: DoRzeczy.pl

Czytaj także

 829
  • stopsehita IP
    W 1938 r. Sejm II RP całkowicie zakazał tej metody zarzynania zwierząt, ale ustawa nie weszła w życie, bo wybuchła wojna.
    Dodaj odpowiedź 2 1
      Odpowiedzi: 0
    • DWIE WIŚNIE IP
      Ustawa faktycznie lekko irytuje, i choć sama futer nie noszę to nie razi mnie , noszenie ich przez osoby drugie...natomiast, sposób hodowania i cel jeden, zabicie po to aby ktoś chodził w "cudzej skórze" jest jakkolwiek drażniące. Z tym załamaniem polskiego rolnictwa wraz z likwidacją przemysłu futrzarskiego też bym nie przesadzała, bo jest to branża marginalna.To , że szczury zaczynają uciekać mnie nie dziwi....polityka ma to do siebie , że wciąga niczym bagno . Przy świetle Kaczyńskiego nie jeden już się ogrzał....i odszedł. Cóż być może czas na zmiany,jednak w moim przekonaniu, tę bitwę wygra po raz kolejny Prezes. Na koniec słowo do pana redaktora.Panie Rafale, bardzo pana szanuję ale w tym artykule pan popłynął. Szczególnie w końcówce dał pan upust swym negatywnym emocjom , nie sadziłam , że ma pan aż taką awersję do Prezesa i tak nisko ocenia pan jego umiejętności jako stratega.Jest to przykre BO!rozczarowuje. W pewnym momencie jak czytałam artykuł , poczułam się jak bym miała Deja vu...czyżbym czytała coś podobnego w NESWEEK lub WYBORCZEJ(retoryka ta sama).... powiem tak , KONIUNKTURALIZM jest równie wciągający jak bagno.
      Dodaj odpowiedź 11 6
        Odpowiedzi: 0
      • am111 IP
        Faktycznie jako dawnego wyborcę PiS, który odkąd pamiętam pragnie także ustawowej obrony życia bezbronnych dzieci i nadzieję swoją na lata złożył w PiS, poraziło mnie to, co się stało ze względu na to jak ta ustawę procedowano i jaką dano jej rangę. Już nigdy na PiS nie zagłosuję, choć po Smoleńsku z Jarosławem Kaczyńskim niezmiernie emocjonalnie byłam związana. Przez ich zdrady konserwatywnego i niepodległościowego elektoratu po 2015 roku nie głosowałam już w ogóle - bo jak nie oni to nikt - ale teraz może wrócę do urny, żeby głosować zawsze przeciw nim jak będzie na kogo.
        A oto jaki w moich oczach pan Jarosław ma stosunek do zwierzątek i kaprysów/karierki swojego chłopaczka Michałka a jakie do bezbronnych dzieci i Polski:
        1. Gdy trzeba ratować dzieci to dyscypliny partyjnej nie może być, bo wolność sumienia ponad wszystko, ale dla zwierzątek te sumienia łamać, cynicznie deptać można, szantażując wyrzuceniem z partii, koalicji a nawet oddaniem władzy i Polski lewakom.
        2. Ustawa ratująca bezbronne dzieci zamrożona w sejmie, uwalona w Trybunale Konstytucyjnym na lata a Anitka Czerwińska dwoi się i troi wydzwaniając do zaangażowanych posłów, żeby jej nikt nie dotykał, bo świat się od tego zawali. Niepełnosprawni i inni potrzebujący też mają sobie poczekać aż zdechną nim PiS się nimi łaskawie zainteresuje. Tymczasem ustawa dla futrzaków zrobiona na kolanie, bez jakichkolwiek konsultacji zostaje przepchnięta w sejmie w ciągu kilku dni i wbrew prawu, po szantażach i łamaniu sumień przegłosowana po nocy.
        3. Od lat wmawiają nam, że ustaw ratujących ludzkie życie nie można dotykać dla dobra Polski, bo czas nie ten, frontów otwartych zbyt wiele i efektem będzie utrata władzy a przecież rządy prawicy pod kierunkiem PiS są ostatnią deską ratunku dla Ojczyzny, żeby w Polsce nie tylko przeprowadzić pozytywne zmiany, dawno konieczne i zaniedbane reformy, ale wręcz Polskę ocalić przed zagładą, zalewem lewackiego barbarzyństwa, bankructwem rodzin i biednych, utratą niepodległości, itp. itd. Każdy więc kto kocha Polskę i jest odpowiedzialny musi zrozumieć, że trzeba z ratowaniem dzieci dla jej dobra poczekać, żeby więcej ludzi nie zginęło po utracie władzy przez PiS. Aż tu nagle wczoraj wieczorem ogłaszają, że jak członkowie ZP nie dadzą sobie złamać sumienia dla zwierzątek, to koalicja upada, sejm będzie rozwiązany i rozpiszą nowe wybory. Oczywistą rzeczą jest, że zwłaszcza w dobie koronowirusa nie wygrają, bo już Duda po tylu prospołecznych programach z lepszym wizerunkiem niż oni miał poważny problem wygrać z ogólnopolskim gówno-syfiarzem. Czyli według własnej wcześniejszej narracji to dla zwierzątek są gotowi pozbyć się władzy na rzecz tych, co ją chcą zniszczyć.
        Okazuje się więc, że dla pan Kaczyńskiego kaprys-miłość do zwierzątek i może do pustego, bezideowego, lewackiego młokosa, którego mu ktoś na Nowogrodzką podrzucił jest po stokroć ważniejsza od życia bezbronnych i chorych dzieci (zero troski nawet o tych narodzonych), od szacunku dla wolności sumienia swoich członków i od Polski.
        SZOK!!!!
        Nawet gdyby ta ustawa była najlepsza, to cała otoczka procedowania pokazująca ich stosunek do tak błahego problemu w zestawieniu z tym co robią w sprawach, które były priorytetem dla ich ideowego, twardego elektoratu (i podobno dla nich) wali człowiekiem o ścianę. To poraża nawet mnie, choć wydawało mi się, że już niczego dobrego się po nich nie spodziewam, nigdy nie dam nabrać i jako osoba bez złudzeń nie złamałam się poczuciem odpowiedzialności, żeby pójść na drugą turę wyborów.
        Nie rozumiem tego ostentacyjnego upodlania ludzi, którzy stali po stronie pana Kaczyńskiego w najgorszym czasie. Dlaczego tak dobitnie chce pokazać wszystkim, na czele z własnym elektoratem, że to ludzie nad którymi ma bezwzględną władzę jak jakiś demon wyższy od Boga albo którzy nie mają żadnych ideałów a sumienia i godność sprane mają jak ostatnie szmaty i własne g... zjedzą, żeby aby koryta nie stracić. Szok!
        Nie umiem zrozumieć za co ich tak nienawidzi i chce ich i Polskę czołgać niczym psychopata w jakimś obozie koncentracyjnym.
        Jeśli to wszystko to nie jest dowód, ze pan Kaczyńki jest jakimś satanistą i z PiS robi satanistyczną sektę to jedyne, najłagodniejsze wytłumaczenie takiej postawy to to, że mózg mu odebrało, bo na starość zakochał się jak nieopierzony młokos i chce wybrance/wybrankowi zaimponować, sprawić przyjemność spełniając kaprysy. Ale jak faktycznie tak jest to rozumiem, że najbardziej prawdopodobnym obiektem westchnień musiałby być Michałek Moskal. A skoro tak, to może jednak warto sięgnąć do najbardziej obrzydliwych opowieści Stonogi i wziąć pod uwagę czy nie ma w nich faktów. A wtedy to biada nam....nie od dziś, ale od dawna.
        Dodaj odpowiedź 5 12
          Odpowiedzi: 2
        • Jurand IP
          Kaczyński to nie jest i nie był to kaliber na Komendanta, raczej surogat, wyrób komendatopodony, widać, że daje posłuch schlebiaczom, ciekawy jestem jaką rolę w tej awanturce odegrał Bielan, bo jego rola w kampanii Dudy jest mocno podejrzana, i nie tylko
          Dodaj odpowiedź 8 6
            Odpowiedzi: 2
          • Gogol IP
            Panie Rafale -to nie wódz traci rozsądek ale Pan. Niech Pan dalej pisze profutrzarskie artykuły do WSENSIE, które wydaje Fundacja wlaściciela fermy norek. ale co tam -pieniadz nieśmierdzi.
            Dodaj odpowiedź 8 24
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także