Zaszczepieni będą zwolnieni z przestrzegania limitu osób podczas spotkań. Szkoda, że szczepionka nie zdąży wejść przed Świętami. Ale jak to się będzie liczyć, jak powiedzmy 5 osób będzie niezaszczepionych a pięć tak? Zaszczepieni mają mieć także ułatwiony dostęp do służby zdrowia, bo nie będzie wymagane od nich wcześniejsze badania testem na koronę. Do tego dojdzie zluzowanie z obowiązku kwarantanny przy wjeździe do kraju. Brak kwarantanny ma dotyczyć również ozdrowieńców, ale to i tak bez znaczenia, bo ci też mają być zaszczepiani. Na wszelki wypadek. Jak przyjdzie na nich kolej. Poczekajmy jeszcze na oświadczenie LOT-u czy tak jak już niektóre linie przymierzy się do zakazu wejścia na pokład niezaszczepionych.
W ogóle to z tymi ozdrowieńcami to dobijemy niedługo do miliona, czyli takich, o których wiemy, że mieli pozytywne testy a teraz mają negatywne. Czyli statystycznie rzecz biorąc po Polsce chodzą takich ozdrowieńców miliony, bo przecież wszystkich nie pobadaliśmy i skoro uznajemy ich za godnych braku kwarantanny to trzeba by zbadać całą populację i się okaże, że parę milionów Polaków może sobie już swobodnie hulać i może nawet niekoniecznie brać szczepionkę.
No to zobaczmy czy taki podział na kasty jest sensowny? Pfizer obiecuje, że skuteczność szczepionki wynosi 90%. Przyjmując to za dobrą monetę wychodzi, że co najmniej 10% chętnych i zaszczepionych nie uzyska odporności. „Za karę” nie załapią się na listę uprzywilejowanych. To samo niewinni alergicy, kobiety w ciąży czy dzieciaki. I inni wykluczeni w trakcie wywiadu przed zaszczepieniem.
Po drugie kwestia ostatnio pojawiającej się mutacji z Londynu. Oprócz zapewnień Ugura Sahina z firmy Biontech, wspólnika Pfizera w produkcji szczepionki, w świecie naukowców nie ma pewności czy obecna wersja szczepionki zadziała na nowe wersje koronawirusa, a tych jest setki, jeśli nie tysiące. Sahin trochę się zakiwał, bo z jednej strony zapewnił, że jego szczepionka została już sprawdzona na 20 mutacjach i na angielską zadziała, ale jednocześnie obiecał, że nowy wariant zbada w dwa tygodnie. Jak się okaże, że szczepionka nie działa, to obiecał, że w 6 tygodni opracują wersję działająca na nową mutację. Czyli jak jest naprawdę?
Czeka nas więc raczej pogoń za wersjami jak w przypadku szczepień na grypę, gdzie, jeśli się trafi ze skutecznością to na którąś z poprzednich wersji grypy, i się człek załapuje do 50% ludzi, którym szczepionka pomogła. A więc co to będzie, kiedy nawet chętni do zaszczepienia nie załapią się do grupy uprzywilejowanych? Latami? Wersjami?
To jednak założenia teoretyczne. Bo w tym tempie mamy się zaszczepić wszyscy za jakieś dwa lata co najmniej. Co w międzyczasie? Czekający w kolejce do szczepień będą w „gorszej” grupie? A za jakie winy ta kara? Ale ta kolejka się mocno skraca. Od 15 grudnia miała być kampania z celebrytami namawiającymi do szczepienia. Minął tydzień i jakoś słabo idzie, bo wyszło z badań, że ludzie bardziej boją się szczepionki niż kowida, zaś większość medyków odmawia zaszczepienia się.
Nawet zdjęcia profilowe prywatnych ludzi, do tej pory upszczone błyskawicami, zmieniły tła na „Zaszczepię się w pierwszym możliwym terminie” co i tak jak widać nie pomogło. Będziemy mieli akcję spektakularnych zaszczepieni w wykonaniu osób publicznych, choć takie akacje niespecjalnie wychodzą PR-owo, odkąd zaszczepiona publicznie angielska pielęgniarka przed kamerami zemdlała minuty po samym akcie. Słabo to wyszło. Od dziś takie rzeczy będą w tv, ale na pewno nie na żywo.
Oficjele obiecali „łagodny przymus” dla opornych, z karnym płaceniem za leczenie włącznie, bo zdaje się, że strategia prof. Pinkasa (wytwórzmy emocjonalne zapotrzebowanie na szczepionkę) nie bardzo wyszła. Przymusu nie będzie, ale wydaje mi się, że skala różnic w przywilejach grup zaszczepionych i nie zaszczepionych będzie rosnąć. Należy pamiętać, że brak nagrody może być dotkliwą karą, zwłaszcza gdy nagrodą jest powrót do normalności.
Nowej normalności.
Jerzy Karwelis
Więcej wpisów na blogu "Dziennik zarazy".
