W sobotę rano USA i Izrael zaatakowały Iran. Zabito m.in. najwyższego przywódcę Islamskiej Republiki Iranu, ajatollaha Alego Chameneia oraz dowódcę Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej Mohammada Pakpoura. W odpowiedzi Iran wystrzelił pociski i drony na Izrael oraz amerykańskie bazy w krajach arabskich: Kuwejcie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Katarze, Bahrajnie i Jordanii.
Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump oświadczył w niedzielę, że operacja przeciwko Iranowi o kryptonimie "Epicka Furia" może potrwać cztery tygodnie. Potwierdził też śmierć trzech amerykańskich żołnierzy, nie podając jednak żadnych szczegółów. Prawdopodobnie zginęli podczas irańskich ataków na którąś z amerykańskich baz wojskowych w krajach Bliskiego Wschodu i Zatoki Perskiej. Według stacji CNN, chodzi o atak dronowy na bazę w Kuwejcie. Pięciu innych wojskowych zostało poważnie rannych.
Nie żyje czwarty amerykański żołnierz
Dowództwo Centralne USA (CENTCOM) potwierdziło w poniedziałek śmierć czwartego amerykańskiego żołnierza. Jego tożsamość zostanie podana do publicznej wiadomości 24 godziny po powiadomieniu najbliższej rodziny. "Do godz. 7:30 czasu wschodnioamerykańskiego, 2 marca, w akcji zginęło czterech amerykańskich żołnierzy. Czwarty, który został poważnie ranny podczas pierwszych ataków Iranu, ostatecznie zmarł na skutek odniesionych obrażeń" – czytamy w komunikacie, na który powołała się agencja prasowa Reutera.
W wywiadzie dla "The New York Times" prezydent USA Donald Trump przyznał, że dotychczasowe straty ludzkie są i tak mniejsze, niż prognozowano. Zaznaczył jednak, że to nie koniec i liczba ofiar może wzrosnąć. – Niestety, prawdopodobnie będzie ich [ofiar po stronie amerykańskiej – przy. red.] więcej, zanim to się skończy. Tak to już jest – powiedział amerykański przywódca w sobotnim orędziu.
Czytaj też:
Irańska rakieta trafiła w biuro premiera Izraela? "Precyzyjne i nagłe ataki"
