KrajZamek na piwnym fundamencie

Zamek na piwnym fundamencie

Promocja
Zamek należący dziś do Browaru Namysłów
Zamek należący dziś do Browaru Namysłów / Źródło: FOT. BARTEK SADOWSKI
Dodano
Dokładnie wiedzieli, czego chcą i że mogą to osiągnąć wyłącznie dzięki piwu. Kiedy inne zamki rozrastały się z powodu wojen lub ambicji swoich panów, właściciele warowni w Namysłowie postawili na złoty napój, wygrywając w ten sposób los na historycznej loterii.

Namysłów leży ok. 60 km od Wrocławia i niemalże tyle samo od Opola. Gdyby spojrzeć namiasto z lotu ptaka, jego najstarsza część wygląda jak okręt, na którego dziobie stoi potężny zamek, masztem zaś jest wieża ratusza. Od wieków niemal każdy mieszkaniec produkował tu piwo, choć miało ono zupełnie inny smak niż to, które znamy dzisiaj. Wystarczyprzypomnieć, że Ludwik IX, francuski władca z XII w., piwo pijał w ramach pokuty, równocześnie w tym samym czasie uważano je w niektórych krajach za afrodyzjak. Nie wiemy, jak oceniliby jedzisiejsi koneserzy, wiemy natomiast, że było napojem codziennym, bezpieczniejszym od pełnej zarazków wody i miałoniewiele alkoholu. Było za to bardzo kaloryczne i wspomagało zdrowie. Za piwem szły także pieniądze, dlatego z czasem na namysłowskim rynku pojawili się trzej potężni liderzy: browaryksiążęcy, franciszkański i zamkowy. Od samego początku na prowadzenie wyszedł ten ostatni.

Jak chce tradycja, już w 1348 r. zamkowe piwo mieli pić tu KazimierzWielki i Karol IV Luksemburski. Kroniki wspominają, że każdy tutejszy gość był witany przede wszystkim piwem, a dopiero potem winem, chlebem, owsem oraz mięsem. Władcy doświadczali tej gościnności w dwójnasób. Stuknięcie szklanicami przypieczętowało nie tylko pokój między dwoma królami, lecz także ich dozgonną przyjaźń. Po raz pierwszy dała o sobie wtedy znać pokojowa moc złocistego napoju.

TOAST ZA CESARZA 

Namysłów zakochał się w Karolu Luksemburskim nie tylko dlatego, że za sprawą jego ojca śląskie piwa trafiły do Czech. Po przejęciu Śląska król i przyszły cesarz ufortyfikował miastoi w miejscu wcześniejszego drewnianego zamku wzniósł kamienny. Zgodnie z ówczesnym zwyczajem kamień węgielny położył w porze dokładnie wyznaczonej przez astrologów, zaczynając – jak twierdzą kronikarze – złotą erę Namysłowa.

Ambicje Karola szły jednak znacznie dalej. Nie podporządkowało mu się jeszcze pobliskie księstwo świdnicko-jaworskie, ważne ze względów politycznych. Władca załatwił więc tę sprawę zgodnie z ówczesnymi standardami. Ożenił się z Anną, księżniczką świdnicką. Była jego trzecią i przedostatnią żoną. W 1355 r. Luksemburczyk włożył na skronie koronę cesarską, czyniąc w ten sposób Annę, jako jedyną Piastównę w naszej historii, cesarzową. Przy okazji jednak stracił klejnoty koronne, które w wianie przywiozła mu poprzednia, francuska żona. Żeby zostać cesarzem, potrzebował środków, klejnoty małżonki zastawił więc na Śląsku, kilkadziesiąt kilometrów od ulubionego Namysłowa. Zostały odnalezione dopiero w 1986 r. i dziś znane są jako Skarb Tysiąclecia.

Mimo problemów finansowych Luksemburczyk wracał do Namysłowa jeszcze przynajmniej cztery razy. Nieszczędził pieniędzy na budowę murów miejskich, zawsze witany był z przepychem i pełną szklanicą. Namysłów uhonorował Karola, nazywając na jego cześć cesarską groblę za zamkiem. Ufortyfikowanie miasta wiązało się przecież nie tylko z bezpieczeństwem mieszkańców, lecz także z nadaniem mu odpowiedniej rangi i prestiżu. Wystarczyło jednak zaledwie kilka lat pokoju, żeby namysłowianie sami wymyślili sobie wewnętrzne wojny, tym razem o piwo.

BITWY NA KUFLE

Zamkowy browar, mimo że był najpotężniejszym graczem w piwnym interesie, musiał trzymać cały czas rękę na pulsie. Piwo było podstawą tutejszej ekonomii. Pod koniec XVII w. w Namysłowie obowiązywał wyszynk wyłącznie miejskich produktów. Rajcy ustalili, że „warzyć piwo mogą tylko ludzie honorowi”, następnie – że „można warzyć tyle piwa, ile nie będzie szkodą dla miasta”. Podobne obostrzenia obowiązywały pobliskie osady, co nie każdemu się podobało. Zarzewiem problemu było również to, że produkcją piwa mogli zajmować się tylko mieszczanie. Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, że chodzi o pieniądze.

W annałach zachowały się informacje o szlachcicach o nazwisku Kotlińscyz pobliskiego Świerczowa, którzy nie bacząc na regulacje prawne, zaczęli produkcję chmielowych napojów. Doprowadzili w ten sposób do konfliktu, który o mało nie skończył się otwartą wojną z Namysłowem. Po wielu niesnaskach, a nawet po poważnym ostrzeżeniu, żeby nie naruszali przywilejów Namysłowa, Kotlińscy wygrali spór. Oni, szlachcice, mogli wzorem mieszczan warzyć piwo. W ich ślad poszli inni, jeszcze w 1701 r. wyższe stany starały się odkupić zamkowybrowar, tak żeby ograniczyć miejskie przywileje. Trzy lata później problem rozwiązał się sam. Zamek, wraz z okolicznymi wsiami, kupili Krzyżacy i z pełnąsurowością załatwili sprawy od ręki. Pierwszą rzeczą, którą zrobili nowi gospodarze, było wydanie bezwzględnego nakazu, że konsumenci z okolicy mają kupować produkty wyłącznie z browaru zamkowego. Jako że rycerze pełnili w okolicy również władzę sądowniczą, nikt nie odważył się sprzeciwić. Na rękę poszedł im też cesarz. Chociażpobierali w jego imieniu podatki, to on zwolnił ich na cztery lata z płaceniapodatków dla niego. To doprowadziło krzyżacki interes do pełnego rozkwitu.Zamek na piwnych fundamentach nie miał już żadnej konkurencji.

Z NAMYSŁOWA W HIMALAJE 

Nie znamy receptur namysłowskiego piwa z tamtych czasów, niemniej jednak musiało być popularne, skoro historycy narzekali, że należy pomyśleć o wprowadzeniu prawa, które zwiększyłoby liczbę „niepijanych” mieszkańców. Zresztą i na samym zamku Krzyżacy nie stronili od degustacji. Chociaż badania archeologiczne w warowni wykazały, że w warstwach z kilku epok jest mnóstwo fragmentów szkła i ceramiki, to dopiero badania archiwalne w Wiedniu, gdzie znajduje się dokumentacja zakonu, pozwoliły odnaleźć pokale, z których pijali wówczas komturowie. Zaradni bracia dbali o komfort. Pięknie wykonane naczynia z karkonoskich hut zostały również starannie wygrawerowane. Picie z takich szklanic było czystą przyjemnością.

– Na zamku zawsze pracowało kilku urzędników, którzy podpisywali liczne sprawozdania finansowe. Główne dochody zamku pochodziły z produkcji piwa. Co roku zszyte w specjalną księgę sprawozdanie finansowe było wysyłane do wielkiego mistrza – mówi dr Dariusz Woźnicki z Instytutu Kultury Rycerskiej, który bada historię zamku. – Niestety, w 1810 r. zakony na terenie Prus zostały rozwiązane i dawny browar Krzyżaków zaczął działać pełną parą dopiero po kilkudziesięciu latach. Wtedy kupiła go bawarska rodzina Haselbachów.

Albrecht Haselbach, przedstawiciel trzeciego pokolenia piwowarów w Namysłowie, postanowił połączyć piwne tradycje ze sztuką. Przedsiębiorstwo odziedziczył w 1937 r. i od razu zaczął szukać krzyżackich śladów. Marzył mu się „rycerski zamek”, pełen pamiątek, tradycji, wyposażony w zabytkowe meble. Browarnik, mimo że był człowiekiem o artystycznej duszy, do interesów podchodził w sposób, na którym mogliby wzorować się późniejsi specjaliści od marketingu. Eksperymentował, wymyślał nowe receptury, uzyskał wiele patentów, m.in. na piwo sportowe,o obniżonej zawartości alkoholu. W 1930 r. razem z ojcem podjął decyzję o sponsorowaniu Międzynarodowej Wyprawy Himalajskiej na Kanczendzongę, reklamując w ten sposób swoje śląskie przedsiębiorstwo. Mieli wyjątkowe szczęście. Górska ekspedycja była pierwszym tego typu przedsięwzięciem uwiecznionym na taśmie filmowej. Haselbachowie zaczęli przechodzić do historii.

– Nie można mówić o Namysłowie bez zamku, którego funkcjonowanie już od XIV w. było związane z produkcją piwa. Chociaż znamy inne piwa zamkowe, to w Namysłowie chmielowa produkcjatrwała niemal bez przerwy. Nawet w czasie II wojny światowej browar odegrał strategiczną rolę, bo ogrzewając pomieszczenia zamkowe, ocalił od wilgoci i zniszczenia zamagazynowane tam czasowo dzieła sztuki z zachodnich rubieży Niemiec. Jego wizerunek znalazł się również na notgeldzie, który był pieniądzem zastępczym w Namysłowie zaraz po I wojnie światowej – mówi dr Woźnicki. Namysłów to zamek, a zamek to piwo. W tym przypadku piwne fundamenty okazały się wyjątkowo stabilne.

Joanna Lamparska
Autorka jest podróżniczką, pisarką i autorką  książek o tajemnicach historii


/ Źródło: DoRzeczy
/ zma

Czytaj także