Staropolskim obyczajem

Staropolskim obyczajem

Dodano: 
Frans Geffels „Uczta w Jaworowie Jana III Sobieskiego”
Frans Geffels „Uczta w Jaworowie Jana III Sobieskiego” Źródło: Wikipedia
Świat dawnej Rzeczypospolitej przeminął. Jednak pozostawił zasady, które mogą być wzorcem dla dzisiejszych Polaków.

Chociaż I Rzeczpospolitą rozdzierano, grabiono i dobijano, to ciągle żyje w nas resztka ducha dawnej szlachty. Aż do rozbiorów nie było innego stylu życia niż kultura panów braci, a dla chłopów i mieszczan innego wzoru postępowania. Chcemy czy nie – mamy herb czy go nie mamy albo nazwisko zakończone na „-ski”, „-cki” – i tak wielu Polaków jest dziedzicami dawnych Sarmatów.

Nasi przodkowie przestrzegali ściśle określonych zasad postępowania, swoistego savoir-vivre’u, po którym bezbłędnie rozpoznawano szlachetnie urodzonego. Nieznajomość ogłady, retoryki, zachowania przy stole, zasad odpowiedniego mówienia do niewiast, służby i poddanych demaskowała nuworyszy, fałszywych szlachciców. „Storc zalecał się anno 1631 pannie Morawickiej w krakowskiej ziemi. Słał jej wieńce na półmisku, drugim przykrywszy. Z tego i z inszych postępków poznano, że chłop, i odmówiono mu” – pisze Walerian Nekanda-Trepka w „Liber Chamorum” demaskującym staropolskie łże-elity. „Błękicki, od Torunia ze wsi chłopski syn, idyjota, nie umie czytać ani pisać”. Przeciwnie niż dzisiaj ci, którzy w XVII w. wchodzili na salony, musieli pilnie się starać, aby dorównać poziomem elicie, a nie zmuszać ją, aby zniżyła się do ich poziomu.

Sarmacki podręcznik manier nigdy nie został spisany. Opierały się one na zasadach przekazywanych z ojca na syna, wpajanych przez Kościół, naukę w szkołach, służbę na dworach magnatów i podróże. Reguły były płynne, zależały od okoliczności, a ich naruszenie piętnowano. Dla dzisiejszego człowieka przypominały labirynt, w którym trudno byłoby się odnaleźć. A jednak szlachta poruszała się po nim ze swoistym wdziękiem.

Cały artykuł dostępny jest w 15/2017 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Autor: Jacek Komuda
Czytaj także