Nie widzieli się przez ostatnie 10 lat i mimo dzielących ich 12 tys. km nagrali dwa covidowe albumy.
Pod wieloma względami ci dwaj muzycy doskonale się dopasowali. W ich artystycznej wypowiedzi słychać wahanie i niedopowiedzenie. W porównaniu z ubiegłorocznym albumem „Caught by the Heart” ten nowy jest bardziej emocjonalny i osobisty, a melodie są bardziej wyraziste. Gitara Manzanery szemrze w tle, tworząc przestrzenne pejzaże, a śpiew Finna nie przekracza granic intymnej rozmowy. Utwory są stylistycznie zróżnicowane i płynnie przechodzą od rocka progresywnego, przez wyrafinowany pop i jazz-rock, do latynoskich rytmów i mrocznych orkiestrowych nastrojów. Głos Tima Finna, znany u nas przede wszystkim z zespołu Crowded House, wyraźnie przypomina wokal Davida Bowiego z jego ostatniego okresu twórczości.
Tytułowa historia o chilijskich duchach rozgrywa się w rytmie walca. Przez pierwszą minutę fortepian i skrzypce budują pastelową narrację, po czym Tim śpiewa: „Marzenia będą trwać tak długo, jak długo będzie istnieć ludzka miłość, nadzieja jest życiem, nadzieja jest żywa…”.
TIM FINN & PHIL MANZANERA „THE GHOST OF SANTIAGO” EXPRESSION
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.