Sędziowska rebelia
  • Tomasz RowińskiAutor:Tomasz Rowiński

Sędziowska rebelia

Dodano: 
Sąd Najwyższy
Sąd Najwyższy Źródło: PAP / Tomasz Gzell
Sędziowie proponują nam rozdwojenie władzy sądowniczej – na tych, którzy uznają konstytucję, i na tych, którzy uznają decyzje europejskich trybunałów. Jak to się skończy?

Trzydziestu sędziów Sądu Najwyższego opublikowało list, w którym odmawia orzekania razem z sędziami powołanymi do SN przez nową Krajową Radę Sądownictwa. Autorzy listu nie nazywają ich nawet sędziami, a „osobami powołanymi w wadliwej procedurze”. Deklarują jednocześnie, że ich własnej wypowiedzi nie należy traktować jako „odmowy wykonania wymiaru sprawiedliwości”. Co warta jest jednak ta deklaracja, skoro uznali, że sami mogą decydować, na jakich warunkach będą orzekać lub nie? Wydaje się, że mniej więcej tyle, co słynny, pozbawiony znaczenia punkt wielu umów kupna-sprzedaży samochodu: „Kupujący zapoznał się ze stanem technicznym pojazdu”. Czyli właściwie nic. „Zachowania sędziów kwestionujące prerogatywę prezydenta – na szczęście dotyczy to niewielu – prowadzą do rebelii, do sprzecznej z konstytucją sędziokracji. To próba uwolnienia się od kontroli społecznej, a przecież sędziowie to nie żadna »nadzwyczajna kasta«, to służba” – mówiła w sierpniu I prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej”.

Można powiedzieć, że rebelia przeciwko konstytucyjnym uprawnieniom prezydenta Rzeczypospolitej została właśnie wprowadzona w życie. Sędziowie kwestionują rzecz oczywistą – konstytucyjna władza prezydenta „uzdrawia” sytuację, nawet jeśli przy wyborze pojawiły się nieprawidłowości proceduralne. Jeśli bowiem nie ma metody kontroli aktu powołania sędziego, nikt nie może podważyć suwerennej decyzji uprawnionego organu. Tak postępowano do tej pory, i to zanim jeszcze do władzy doszła Zjednoczona Prawica. Gdy Donald Tusk powołał wbrew procedurom Annę Streżyńską na stanowisko prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej, SN w 2008 r. uznał decyzję premiera za skuteczną i niepodważalną.

Cały artykuł dostępny jest w 43/2022 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także