Ukraina nie wygra
  • Łukasz WarzechaAutor:Łukasz Warzecha

Ukraina nie wygra

Dodano: 13
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski Źródło: PAP/EPA / Oleg Petrasyuk
Musimy przestać myśleć życzeniowo i zacząć bazować w polskiej strategii na wariancie, w którym Ukraina faktycznie traci część swoich terytoriów.

Po dwóch latach wojny na Ukrainie jesteśmy jednocześnie w całkiem innym i zarazem tym samym miejscu, co w pierwszych miesiącach jej trwania. Bardzo mocno zmieniły się nastroje, również na samej Ukrainie, w relacji do tych zwłaszcza z drugiej połowy 2022 r. Inaczej oceniane są jej szanse w konflikcie oraz jej wewnętrzna sytuacja. Jednocześnie w Polsce, po zwycięstwie koalicji Donalda Tuska, następuje renesans tępej i prymitywnej proukraińskiej narracji, tak jakby nic kompletnie się nie zmieniło. Pojawia się jeden nowy akcent: elity zaczęły straszyć nas nadciągającą wojną. W warunkach ograniczonego do nich zaufania można mieć wątpliwości, czy te ostrzeżenia nie są po prostu formą spacyfikowania buntu przeciwko zasilaniu skorumpowanego ukraińskiego państwa kolejnymi transzami pieniędzy.

Nawet jednak z języka polskiej debaty o wojnie zniknęło właściwie pojęcie "zwycięstwa Ukrainy", które regularnie było w nim obecne do mniej więcej połowy ubiegłego roku. Gdy realiści apelowali, żeby to "zwycięstwo" zdefiniować, w odpowiedzi pojawiały się dwa jego rozumienia. Pierwsze, umiarkowane, to po prostu obronienie przez Ukrainę jej suwerenności. Drugie, znacznie częściej wtedy przywoływane i hurraoptymistyczne, to odebranie Rosji wszystkich przejętych przez nią terytoriów, z Krymem włącznie.

Dzisiaj o odzyskaniu przez Kijów Krymu może mówić jedynie ktoś całkowicie oderwany od rzeczywistości. Nawet prezydent Andrzej Duda w wywiadzie dla Kanału Zero był w tej sprawie wstrzemięźliwy, stwierdzając: "Nie wiem, czy Ukraina odzyska Krym". Było to oczywiście sformułowanie bardzo dyplomatyczne, bo dla każdego trzeźwego obserwatora jasne jest, że Ukraina w przewidywalnej przyszłości Krymu nie odzyska.

Artykuł został opublikowany w 7/2024 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Czytaj także