Przepisy gorsze niż ACTA? "Koniec Internetu, jaki znamy"

Przepisy gorsze niż ACTA? "Koniec Internetu, jaki znamy"

Dodano: 93
Wszyscy dobrze pamiętamy masowe protesty przeciwko ACTA, czyli Umowie handlowej dotyczącej zwalczania obrotu towarami podrabianymi. Przepisy miały działać antyhakersko, jednak obywatele obawiali się wprowadzenia nadmiernej kontroli ze strony rządu, która doprowadziłaby ostatecznie do cenzury Internetu. Tymczasem zbliża się głosowanie Parlamentu Europejskiego nad dyrektywą o prawach autorskich i jednolitym rynku cyfrowym. Pojawiają się głosy, że to "koniec Internetu, jaki znamy". Potrzebne będzie kolejne pospolite ruszenie?

W założeniu Komisji Prawnej Parlamentu Europejskiego, dyrektywa dotycząca prawa autorskiego i jednolitego rynku cyfrowego ma chronić twórców treści (np. portale internetowe), dać im większe prawa oraz przeciwdziałać plagiatom i kradzieży ich oryginalnych materiałów. Ma im też dać poważny zastrzyk finansowy. Oczywiście nie bezpośrednio. Zapłacą za to inni użytkownicy internetu – opisuje Wirtualna Polska.

Aktywiście ostrzegają, że nowe przepisy wprowadzą bardzo odczuwalne ograniczenia. Jakie? Nie będzie można publicznie dzielić się linkami, każde zdjęcie i film będą sprawdzane przed wrzuceniem. Mali wydawcy i twórcy treści znikną, zostaną tylko internetowi giganci. Nie będzie nawet memów – tak ma wyglądać Internet po wejściu w życie unijnej dyrektywy.

Jej założeniom sprzeciwiają się nie tylko działacze pozarządowi, ale także część eurodeputowanych oraz wydawcy. Wszyscy zgodnym głosem twierdzą, że to bardzo poważne zagrożenia dla wolności w Internecie.

Jak wskazuje Wirtualna Polska, najwięcej zastrzeżeń i obaw budzą dwa artykuły dyrektywy: 11 i 13. Ten pierwszy, mówi o zakazie udostępniania skrótów wiadomości i artykułów na portalach społecznościowych (Facebook, Twitter), agregatorach linków (Wykop) czy aplikacjach newsowych (Squid). Z kolei artykuł 13 zakłada, iż właściciele stron internetowych na które użytkownicy mogą wrzucać obrazy, wideo i muzykę, będą musieli automatycznie sprawdzać każdy materiał jeszcze przed jego wrzuceniem. Wszystko po to, by upewnić się, że nie narusza praw autorskich. To pozostawia – zdaniem przeciwników dyrektywy – otwartą furtkę dla cenzurowania treści, nie ze względu na naruszenie praw autorskich – ale poglądy lub linię danej strony internetowej.

Europarlamentarzyści mają głosować ws. dyrektywy 20 lub 21 czerwca.

Źródło: Wirtualna Polska (tech.wp.pl)
 93
Czytaj także