W minioną środę uwagę mieszkańców Sopotu zwróciła akcja policji przeprowadzona przy ulicy Polnej.
Akcja służb w Sopocie. Nieoficjalnie: Chodzi o zaginięcie Iwony Wieczorek
Funkcjonariusze pojawili się tam w białych ochronnych kombinezonach. Pomiędzy znajdującymi się tam budynkami rozstawiono granatowy policyjny namiot. Wskazuje to na prowadzone tam czynności procesowe.
Jak podkreśla Onet, prokuratorzy w oficjalnych wypowiedziach informowali, że chodzi o "niewyjaśnione zabójstwo sprzed kilkunastu lat. "W rozmowach mniej oficjalnych, śledczy nie zaprzeczają, że chodzi o sprawę Wieczorek" – czytamy.
"To było dziwne, że w pierwszych tygodniach po zaginięciu Iwony nic policjantów na ten teren nie zaprowadziło"
O to, czego policjanci mogli szukać w tej części Sopotu i w ogóle w jaki sposób rejon ten jest związany ze sprawą Iwony Wieczorek portal zapytał Mikołaja Podolskiego, współautora książki "Zaginiona Iwona Wieczorek. Koniec kłamstw". Dziennikarz zwrócił uwagę, że w 2010 roku, kiedy zaginęła Wieczorek ta część miasta wyglądała zupełnie inaczej. Wówczas, jak podkreślił, zaczynał się tam dziki teren. Nie było ani hoteli, ani parku, ani pobliskich bloków.
– To było dziwne, że w pierwszych tygodniach po zaginięciu Iwony nic policjantów na ten teren nie zaprowadziło. Już wtedy mówiło się o tych paru budynkach, że to są slumsy. Ja nie do końca podzielałem tę opinię, ale tam rzeczywiście mieszkało parę niebezpiecznych osób – powiedział Podolski. Wyjaśnił, że chodzi o dwóch młodych mężczyzn, którzy trzymali się bardzo mocno z paczką Iwony Wieczorek. Z przyjaciółmi Iwony, wskazał, którzy bawili się na tym słynnym ognisku.
Przypomnijmy, że ognisko to impreza w Parku Reagana w Gdańsku, na której bawili się znajomi Wieczorek w noc jej zaginięcia. Nie istnieją jednak żadne dowody na to, że dziewczyna dotarła na tę imprezę. Wspomnianych mężczyzn, jak podkreślił dziennikarz, nie również nie było na ognisku. – Ale wiem, że przynajmniej jeden z nich wielokrotnie imprezował z Iwoną do późnych godzin. To był jej taki dobry kolega – dodał.
Według Podolskiego, "nigdy żadne tropy do tego kolegi Iwony nie prowadziły, nigdy policja go nie podejrzewała".
Rozmówca Onetu zwrócił ponadto uwagę, że w nieopodal miejsca, w którym służby prowadziły czynności znajduje się lokal gastronomiczny, który przez pewien czas był w kręgu zainteresowań śledczych prowadzących sprawę Wieczorek. – Ale nie ze względu na samych pracowników, a ze względu na ich znajomego, który pracował w Dream Clubie. Ten ich znajomy miał kilka lat temu przeszukanie związane ze sprawą Wieczorek – wyjaśnił.
Tajemnicze zaginięcie
Zaginięcie Iwony Wieczorek to jedna z najbardziej tajemniczych spraw ostatnich lat. Doszło do niego nad ranem 17 lipca 2010 roku. Dziewczyna bawiła się ze znajomymi w sopockim klubie, ale po wyjściu z niego miała się z nimi pokłócić i odłączyć od przyjaciół. Kamera miejskiego monitoringu ostatni raz zarejestrowała ją przy wejściu numer 63 na plażę w gdańskim Jelitkowie. Z tego miejsca do domu miała ok. 2 km, ale aby tam dotrzeć, musiała przejść przez tereny leśno-parkowe. Tu ślad po dziewczynie się urywa.
Czytaj też:
Sprawa Iwony Wieczorek. Policja opublikowała ważne zdjęcieCzytaj też:
Policja zatrzymała dwie osoby ws. Iwony Wieczorek. Będzie przełom w śledztwie?Czytaj też:
Sprawa zaginięcia Iwony Wieczorek. Na policję zgłosił się kluczowy świadek
Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.
Zapraszamy do wypróbowania w promocji.
