Zapaść demograficzna jest faktem. W 2010 r. zanotowano 403 tys. porodów, a w 2025 zaledwie 238 tys. Jest na tyle źle, że mylne okazują się być nawet ostrożne wyliczenia, ponieważ Główny Urząd Statystyczny prognozował na 2025 r. liczbę urodzeń wyższą o 56 tys. GUS przewiduje, że w 2026 r. urodzi się 210 tys. dzieci – można się zatem spodziewać, że faktycznie będzie mniej.
Spadająca liczba narodzin przekłada się na nakłady NFZ na położnictwo. Już w ciągu samych pierwszych czterech tygodni tego roku z mapy Polski zniknęło 18 oddziałów położniczych. W sumie z 406 porodówek w 2010 r. ich liczba spadła do 266. W styczniu w życie weszły przepisy umożliwiające tworzenie tzw. pokoi narodzin. To specjalne wydzielone pomieszczenia porodowe, w których całodobowy dyżur ma pełnić położna. W zależności od sytuacji położna ma albo przyjąć poród, albo towarzyszyć ciężarnej w drodze do najbliższego szpitala z oddziałem położniczym. De facto drugi scenariusz może być niemożliwy do realizacji – z końcem grudnia zamknięto ostatnią porodówkę w Bieszczadach, w Lesku. Oznacza to, że dojazd może potrwać ponad godzinę. W skrajnych przypadkach to zdecydowanie zbyt długo. Warto też pamiętać o górzystym ukształtowaniu terenu, które szczególnie zimą spowalnia przejazd.
Lesko nie jest w rejonie pierwsze. Wcześniej zniknęły porodówki w Sanoku i Ustrzykach Dolnych. Dziś rejon jest pozbawiony oddziałów dla ciężarnych. Wciąż zapadają decyzje o „zawieszeniu” działalności kolejnych oddziałów. Z punktu widzenia rodzącej nie ma znaczenia, czy porodówka formalnie jest „zamknięta” czy „zawieszona”. Pomocy nie będzie. Podkarpacki konsultant w dziedzinie położnictwa i ginekologii, dr Jarosław Janeczko (powoływany przez wojewodę, czyli terenowego wysłannika władz centralnych), przekonuje, że słabo działająca porodówka nie gwarantuje kobiecie bezpiecznego porodu. – Jeśli w oddziale rodzi się ok. 300 dzieci w roku, to zespół w sytuacji powikłania ciąży nie zawsze będzie w stanie interweniować w sposób w pełni kompetentny. W takich przypadkach oddział staje się miejscem przekazywania pacjentek do ośrodka o wyższej referencyjności, co spowalnia udzielanie im właściwej opieki – stwierdza dr Janeczko, cytowany przez portal rynekzdrowia.pl.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
