Podczas kolacji dla korespondentów Białego Domu mężczyzna otworzył ogień. Ewakuowano parę prezydencką – Donalda Trumpa i Melanię Trump, a także wiceprezydenta J.D. Vance'a. Sprawca został aresztowany.
Do zdarzenia doszło w nocy z soboty na niedzielę czasu polskiego w hotelu Hilton w Waszyngtonie. Jeden z funkcjonariuszy Secret Service został postrzelony z bliskiej odległości, jednak – jak powiedział Trump dziennikarzom – uratowała go kamizelka kuloodporna.
Podejrzany został zidentyfikowany jako 31-letni Cole Tomas Allen z Torrance w Kalifornii. W poniedziałek sąd ma formalnie postawić mu zarzuty.
Bogucki o ataku w Waszyngtonie
Szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki, pytany o te wydarzenia w niedzielę w Polsat News, ocenił, że wszystko, co dotyczy amerykańskiego przywódcy, także ta sytuacja "ma bezpośredni wpływ na sytuację światową".
Podkreślił, że nie chciałby sobie wyobrazić, co by się wydarzyło, gdyby Donaldowi Trumpowi coś się stało. Dodał, że takie wydarzenia są „bardzo niebezpieczne dla stabilności polityki amerykańskiej i polityki państw wolnego świata”.
– Pełna zgoda, że emocje polityczne, które towarzyszą i w Stanach Zjednoczonych, i w Polsce, i w Europie mają bardzo wysoką temperaturę i to jest kwestia naszej odpowiedzialności, odpowiedzialności polityków, ale także odpowiedzialności mediów – wskazał Bogucki.
Przypomniał o nieudanej próbie zamachu na Trumpa podczas wiecu wyborczego w Pensylwanii w lipcu 2024 r. Ocenił, że podczas sobotniego ataku ochrona prezydenta zadziałała prawidłowo.
Strzały na przyjęciu z Trumpem, prezydent USA ewakuowany
Trump zapytany, czy uważa, że był celem napastnika, odparł, że chyba tak i porównał się do Abrahama Lincolna, pierwszego prezydenta USA, który został zamordowany w 1865 r.
Strzały na przyjęciu z Trumpem padły w hotelu, gdzie w 1981 r. przeprowadzono zamach na ówczesnego prezydenta Ronalda Reagana.
Czytaj też:
Strzelał na kolacji z Trumpem. To ich chciał zabić
