Ks. Isakowicz-Zaleski: To najważniejsze wydarzenie w dziejach ludzkości

Ks. Isakowicz-Zaleski: To najważniejsze wydarzenie w dziejach ludzkości

Dodano: 67
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski / Źródło: PAP / Adam Warżawa
Kościół łaciński i Kościoły wschodnie w różnym czasie obchodzą Boże Narodzenie. Ale sens jest ten sam, chodzi o upamiętnienie najważniejszego wydarzenia w dziejach ludzkości, przyjścia na świat Zbawiciela – mówi portalowi DoRzeczy.pl ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

Jakie jest znaczenie okresu Bożego Narodzenia dla chrześcijaństwa?

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: W chrześcijaństwie Boże Narodzenie jest, obok Wielkanocy oraz Zesłania Ducha Świętego jednym z trzech najważniejszych świąt. Obchodzone są według różnych kalendarzy i różnej tradycji. Ale sens jest ten sam – chodzi o upamiętnienie najważniejszego wydarzenia w dziejach ludzkości, przyjścia na świat Zbawiciela.

Ale data tego przyjścia wciąż budzi kontrowersje?

Owszem. Trwają spory zarówno co do daty rocznej, jak i symbolicznej daty miesięcznej. Katolicy łacińscy obchodzą święta 25 grudnia, prawosławni, grekokatolicy, 6 stycznia. Ale teologicznie chodzi o jedno – Bóg spełnił swą obietnicę, że panna porodzi syna i da mu na imię Emmanuel, to znaczy Bóg z nami. I ta przepowiednia ze Starego Testamentu się spełniła. Oczywiście bardzo ważne jest przygotowanie do świąt. I nie chodzi o kwestie organizacyjne, ale o przygotowanie duchowe. Dlatego w Kościele katolickim bardzo ważny jest adwent. Czyli czas refleksji, rekolekcji, osobistych przemyśleń nad sensem życia. Później trwa oktawa Bożego Narodzenia, potem święto Objawienia Pańskiego, czyli Trzech Króli.

U księdza czas świąteczny jest dość wyjątkowy?

Rzeczywiście z przyczyn rodzinnych jest to ciekawa sprawa, bo moja rodzina pochodzi z Kresów Wschodnich. I moi przodkowie obchodzili święta na trzy różne sposoby. Ci, którzy należeli do obrządku rzymskokatolickiego wiadomo – 24-go grudnia obchodzili Wigilię, 25 i 26 grudnia dwa dni świąt. Ci, którzy byli grekokatolikami, obchodzili wigilię 6 stycznia. A 19 stycznia bardzo ważne święto – Święto Jordanu, czyli pamiątkę Chrztu Chrystusa. Natomiast moi przodkowie Ormianie, 6 stycznia obchodzili wspomnienie trzech wydarzeń: Bożego Narodzenia, Objawienia Pańskiego, czyli pokłonu mędrców ze Wschodu, przy czym w tradycji ormiańskiej nie było ich trzech, ale dwunastu, oraz chrztu Jezusa. Cały akcent jest tu położony na chrzest. To bardzo stara tradycja, nawiązująca do pierwszych wieków chrześcijaństwa.

No właśnie, bo mało kto dziś sobie jest w stanie wyobrazić, że w pierwotnym Kościele Bożego Narodzenia nie obchodzono w ogóle…

W pierwszych wiekach chrześcijańskich obchodzone były dwa święta. Wielkanoc, będąca świętem ruchomym i Epifania, na pamiątkę narodzin, Chrztu i Objawienia Pańskiego, obchodzona 6 stycznia. Potem pojawiło się święto Zesłania Ducha Świętego. I dopiero w IV i V wieku w Kościele zaczęto obchodzić Boże Narodzenie. Szukano odpowiedniej daty, w jakiej miałoby być obchodzone. Spory co do samej daty narodzin Chrystusa trwają zresztą – jak wspomniałem – do dziś. I właśnie Ormianie, którzy w V wieku razem z Koptami, Etiopczykami i Syryjczykami odłączyli się od Rzymu, uznali, że Kościół Rzymski popadł w herezję.

Dlaczego?

Bo 25 grudnia, święto rzymskiego boga Mitry uznał za datę narodzin Jezusa. Ormianie tej daty w ogóle nie ustalili, stąd 6 stycznia do dziś obchodzą święto upamiętniające trzy wydarzenia. To ciekawe, że w Kościołach przedchalcedońskich, starych, nie ma w ogóle świąt Bożego Narodzenia.

Jak na Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej, gdzie te różnice wyznań czasem, jak u księdza, dotyczyły jednej rodziny, godzono przeżywanie tych świąt, jak przebiegał ten czas?

Wzajemny szacunek do religii był bardzo silny. Było to dorobkiem Rzeczypospolitej Obojga Narodów, w której żyli i współdziałali ze sobą ludzie rozmaitych wyznań. Widać to w pamiętnikach z tamtego okresu. Święta żydowskie były przez wszystkich szanowane, bo uznawano, że skoro część obywateli jest pochodzenia żydowskiego, to należy to uszanować. Dawano zwolnienia z pracy itd. Święta katolickie obrządku rzymskiego nazywane były świętami polskimi – bo większość Polaków była wyznania rzymskokatolickiego. A potem obchodzone były „święta ruskie”, czyli grekokatolickie. I w wielu rodzinach byli wyznawcy obu tych obrządków. A byli przecież też jeszcze Ormianie, Karaimi, Tatarzy, protestanci. Wzajemny szacunek był dorobkiem kultury polskiej.

To wszystko zostało później zniszczone w okresie II wojny światowej. Cerkiew grekokatolicka odegrała niechlubną rolę przy zbrodni wołyńskiej. Jak dziś osiągnąć wzajemne pojednanie między wyznawcami różnych obrządków?

To jak z warunkami dobrej spowiedzi. Rachunek sumienia, mocne postanowienie poprawy, szczera spowiedź, zadośćuczynienie. Cerkiew grekokatolicka nie przepracowała tego. Mówię to z bólem, bo moi dwaj przodkowie byli kapłanami grekokatolickimi, określali się jako Rusini. Najbardziej przykre jest to, że największa niechęć dotknęła katolików – grekokatolików z jednej, i katolików rzymskich z drugiej strony. Bo weszła ideologia nacjonalizmu ukraińskiego. Niestety Stepan Bandera był synem grekokatolickiego duchownego. Byli duchowni, którzy brali czynny udział w mordach na ludności polskiej.

No tak, ale czy można przez pryzmat pojedynczych przykładów oceniać całą wspólnotę?

Problem w tym, że główny zwierzchnik cerkwi grekokatolickiej, bp Andrzej Szeptycki, przy wielu niewątpliwych zasługach, których nie umniejszam, wspierał niestety ideologię ukraińskiego nacjonalizmu. Oddelegował nawet kapelana do SS Galizien. O tym nie chce się dziś pamiętać. Człowiek ten jest dziś kreowany nie tylko jako autorytet, ale jest kandydatem na ołtarze w Kościele katolickim! Prymas Polski, kard. Stefan Wyszyński, gdy żył, dwukrotnie jednoznacznie sprzeciwił się pomysłom beatyfikacji Szeptyckiego. Tymczasem teraz słyszymy, że papież Franciszek ogłasza dokument o heroiczności cnót bp. Szeptyckiego. Jego beatyfikacja byłaby kolejną kością niezgody, generującą konflikty między Polakami a Ukraińcami. A droga do pojednania jest jednak zupełnie inna.

Zupełnie inna, czyli jaka?

Zamiast szukać eufemizmów i mówić „pojednajmy się”, „kochajmy się”, itd., należy jasno powiedzieć – część cerkwi grekokatolickiej zbłądziła. I powinna to naprawić. Trzeba szukać przykładów pozytywnych. Taką piękną postacią, którą przy okazji Bożego Narodzenia warto przypomnieć, jest bp Grzegorz Homyszyn ze Stanisławowa, który jest już ogłoszony błogosławionym Kościoła. Był Ukraińcem, biskupem cerkwi grekokatolickiej. Wzywał on do pojednania polsko-ukraińskiego, sprzeciwiał się Szeptyckiemu. I to na pamięci o takich postaciach można budować wzajemne pojednanie.

Czego życzyłby ksiądz z okazji Bożego Narodzenia i zbliżającego się Nowego Roku?

Przede wszystkim Błogosławieństwa Bożego. Nawet gdy nasze działania wynikają ze szlachetnych pobudek, to jako ludzie, bez Boga, jesteśmy po prostu bardzo słabi. I wsparcie Pana Boga jest nam bardzo pomocne. Myślę też, że dziś, szczególnie w kontekście emigracji, ale nie tylko, największym problemem naszego społeczeństwa jest ludzka samotność. I powinniśmy dbać o to, by po pierwsze wzbudzić w sobie miłość do Boga, a z tej miłości do Boga powinna wypływać miłość bliźniego. Wszystkim czytelnikom składam życzenia Błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia, błogosławieństwa Jezusa Chrystusa, który narodził się wśród nas, i jest razem z nami.

Czytaj też:
Dziś Boże Narodzenie. Jedno z najważniejszych świąt w liturgii chrześcijańskiej
Czytaj też:
Ks. Bartołd: Uczyńmy w naszych sercach szopkę betlejemską

Autor: Przemysław Harczuk
Źródło: DoRzeczy.pl
 67
Czytaj także