Kanał Zero poinformował w tym tygodniu, że oddział ratunkowy w Szpitalu Południowym w Warszawie miał w przyspieszonym trybie przyjmować polityków Koalicji Obywatelskiej. Z ustaleń serwisu wynika, że działacze partii mieli być przyjmowani bez kolejki, natomiast kompleksowych badań dokonywano zaraz po dokonaniu rejestracji przez przedstawicieli rządzącego ugrupowania.
Kwestia "saloniku" jest pokłosiem afery Dawida Kacprzyka. Radny, przez lata związany z KO, stracił pracę w szpitalu po tym, jak nagłośniono jego ogromne zarobki jako lekarza bez specjalizacji. Prokuratura Okręgowa w Warszawie poinformowała z kolei o wszczęciu postępowania sprawdzającego ws. medyka.
Szpital Południowy w Warszawie będzie miał teraz nową radę nadzorczą. Jak podkreślił stołeczny ratusz, decyzja Rafała Trzaskowskiego oznacza "odpolitycznienie" tego gremium.
Arłukowicz: Nie znoszę tej hipokryzji
Do sprawy odniósł się na antenie TVN24 europoseł Koalicji Obywatelskiej Bartosz Arłukowicz.
– Dziesiątki polityków dzwoniły do mnie, żeby powiedzieć, gdzie dyskretnie można zrobić in-vitro – powiedział deputowany do Parlamentu Europejskiego. – Ja zawsze pomagam ludziom, ile mogę. Nie łamię prawa, ale zawsze pomagam ludziom – dodał.
Polityk zwrócił uwagę na postawę dziennikarzy w tej sprawie. – Nie znoszę tej hipokryzji, w tym także – i chcę to powiedzieć bardzo wyraźnie – publicystów. Nie mówię tylko o politykach – mówię także o publicystach, którzy dzisiaj grzmią i ustawiają się w pozycji moralnie wyższej. Panie i panowie, cieszcie się, że w życiu politycznym nie ma „sześćdziesiątki”, bo gdybym zaczął opowiadać, co się dzieje w świecie publiczno-medialno-politycznym… – zaznaczył Arłukowicz. – Ci, co mogą milczeć, niech milczą w tej sprawie, bo ja wiem, kto powinien milczeć – podkreślił.
Czytaj też:
"Jestem wściekły". Polityk KO o "saloniku VIP"Czytaj też:
"Większy problem niż ośmiorniczki". Polityk o "saloniku VIP"
