"Mamy w Polsce patologiczny mechanizm". Zandberg: Ordynarni koryciarze

"Mamy w Polsce patologiczny mechanizm". Zandberg: Ordynarni koryciarze

Dodano: 
Adrian Zandberg (Razem)
Adrian Zandberg (Razem) Źródło: PAP / Paweł Supernak
Adrian Zandberg, odnosząc się do afery w Szpitalu Południowym, ocenił, że "do rad nadzorczych są wysyłani ordynarni koryciarze, lokalny aparat polityczny, po to, żeby dostawać po kilkadziesiąt tysięcy złotych za nic".

Adrian Zandberg, współprzewodniczący Partii Razem w TVN24 był pytany o aferę w Szpitalu Południowym w Warszawie.

– Dla mnie to jest historia o tym, że mamy źle zarządzane to, co jest publiczne i to, co jest wspólne – powiedział.

Dodał, że obchodzi go w tej historii "co tu się wydarzyło, że ktoś doi publiczną kasę i nikt tego nie widzi albo wszyscy odwracają od tego wzrok".

Rady nadzorcze szpitali

Na uwagę prowadzącego, że konsekwencje złego zarządzania zostały wyciągnięte, bo "nie ma zarządu szpitala, nie ma rady nadzorczej szpitala", Adrian Zandberg odpowiedział: "Zostały? A kto był w tej radzie nadzorczej szpitala?".

– Mówmy konkretami – była wiceprezydentka Warszawy. Jakie konsekwencje zostały wyciągnięte, jeżeli ona nadal jest wiceprezydentką Warszawy? – zapytał.

Pytany o to, czy oczekiwałby jej dymisji w związku z całą tą historią, odpowiedział: "Dla mnie to jest oczywista oczywistość. Bo po co są te rady nadzorcze? Porozmawiajmy o tym".

– Więc mamy spółki, które należą do samorządów i te spółki to na przykład jest szpital. I mamy niestety w Polsce patologiczny mechanizm, który polega na tym, że się wyznacza w takich spółkach tak zwane rady nadzorcze i te rady nadzorcze teoretycznie powinny patrzeć wszystkim na ręce i sprawdzać, czy nikt nie kradnie, czy nie ma malwersacji, czy złe rzeczy się nie dzieją, ale jak to wygląda w Polsce? Otóż wygląda to w ten sposób, że do tych rad nadzorczych są wysyłani ordynarni koryciarze, lokalny aparat polityczny, po to, żeby dostawać po kilkadziesiąt tysięcy złotych za nic – tłumaczył.

Zdaniem Adriana Zandberga "jak ten nadzór wygląda, to właśnie zobaczyliśmy w Szpitalu Południowym".

– Ja przepraszam bardzo, ale jak słyszę te opowieści, to mi się na śmiech zbiera. Niech mi pan powie, bardzo potrzebujemy takiego nadzoru, żeby pan Struzik i jego nienażarta wataha nadzorowali majątek publiczny w Warszawie? Ja panu powiem, dlaczego to ma miejsce w ten sposób. Otóż po prostu jest układ. Ten układ polega na tym, że politycy z Mazowsza, z sejmiku mazowieckiego i z okolic są wysyłani, żeby "nadzorować" spółki w Warszawie, a politycy z Warszawy związani z Koalicją Obywatelską "nadzorują" spółki poza Warszawą – wyjaśnił.

Dawid Kacprzyk – lekarz milioner z KO

Dawid Kacprzyk w trakcie specjalizacji lekarskiej zarobił w ubiegłym roku 1,6 mln zł. Był radnym KO warszawskiej dzielnicy Ursus. Na prowadzonym przez niego oddziale politycy Koalicji Obywatelskiej mieli być przyjmowani bez kolejki. W szpitalu miał istnieć "salonik VIP" dla polityków KO. Dawid Kacprzyk to były już koordynator SOR w Szpitalu Południowym w Warszawie i były radny KO warszawskiej dzielnicy Ursus. Ze szpitala został zwolniony po ujawnieniu afery. Także wtedy odszedł z KO i złożył mandat radnego.

W sprawie Szpitala Południowego prowadzone są dwa śledztwa prokuratury. Pierwsze dotyczy oszustwa na kwotę ponad pół miliona zł. Drugie śledztwo toczy się w sprawie nadużycia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego. Chodzi m.in. o naruszenia zasad triażu przy klasyfikacji pacjentów SOR.

Czytaj też:
Koniec przesłuchania Jędrzejewskiego. Ujawniono szczegóły
Czytaj też:
Jędrzejewski w prokuraturze. Wiadomo, co się dzieje na przesłuchaniu

Źródło: DoRzeczy.pl / TVN24
Czytaj także