O sprawie pisze coraz więcej internautów. Paweł Sokala z portalu 1Star wskazuje, że PAC-3MSE to "pociski pieruńsko drogie, których mamy mało i których dostawy po wojnie w Zatoce zaliczają obsuwy czasowe".
Jego zdaniem możliwe jest także, że Polska odstąpiła również Ukraińcom miejsce w kolejce po sloty produkcyjne tych pocisków.
"Wczoraj MON i MSZ na konferencji prasowej deklarowali, że mają wiedzę o dyskutowanych na Kremlu scenariuszach ataku na Polskę. To wystarczający powód, by poinformować Ukraińców o zmianie priorytetów rządu RP" – dodaje.
Sprawę komentuje wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak, który wskazuje, że – jeżeli te doniesienia się potwierdzą – to będzie to oznaczało, że kluczowa broń na wyposażeniu polskiej armii została oddana obcemu państwu bez wiedzy samych parlamentarzystów.
"Wychodzi, że w marcu, w tajemnicy przed Sejmem, rząd oddał Ukrainie drogie i trudne do kupienia pociski przechwytujące do systemów Patriot. Były one zakupione przez Polskę od USA w celu budowy wielowarstwowego systemu obrony przeciwlotniczej, o którym od lat słyszycie w mediach, a który do dziś nie jest ukończony. To jedyne pociski, którymi dysponowała/dysponuje Polska, zdolne zwalczać rosyjskie rakiety Iskander, zagrażające Polsce i rozmieszczone w obwodzie królewieckim" – podkreśla poseł Konfederacji.
Błaszczak: Gigantyczny skandal
Sprawę komentuje również był szef MON Mariusz Błaszczak z PiS. Jego zdaniem mamy do czynienia potencjalnie z "gigantycznym skandalem".
"Jeżeli rząd rzeczywiście zdecydował się przekazać je za granicę w sytuacji, gdy sam ostrzega przed możliwymi rosyjskimi prowokacjami i zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski, brzmi to jak działanie całkowicie sprzeczne z podstawowym obowiązkiem władz czyli zapewnieniem bezpieczeństwa własnym obywatelom" – napisał.
Czytaj też:
Antypolskie nastroje wybuchły na Ukrainie. "Nigdy czegoś podobnego nie widziałem" Czytaj też:
O włos od skandalu w Gdańsku. Zełenski szykował radykalne rozwiązanie
