Tegoroczna 70. rocznica odnowienia Ślubów Narodu Polskiego na Jasnej Górze uczczona zostanie dziękczynną Mszą w Klasztorze Paulinów na Jasnej Górze z udziałem czołówki polskiego Episkopatu. Zakonnicy wysłali też zaproszenie na to święto dla prezydenta Karola Nawrockiego.
Jednak znaczenie tamtej duchowej rewolucji sprzed siedmiu dekad wciąż pozostaje zbyt mało uświadamiane w polskiej świadomości zbiorowej. Jest to element szerszego zjawiska. Pamięć o etapach polskiego oporu wobec komunizmu po wojnie była długo kształtowana jedynie przez wybuchy społecznego niezadowolenia, które wydostawały się na ulicę.
Szczególnie ta część opozycji w PRL, która wywodziła się z obozu postmarksistowskiego, całkowicie nie zauważała katolickiej linii oporu duchowego przeciw powojennemu zniewoleniu. Dobrą ilustracją tego zjawiska była opowieść jednego z działaczy Solidarności w Poznaniu, który relacjonował mi kiedyś dyskusje z 1981 r. wokół kształtu pomnika zrywu czerwca 1956 r. Doradcy Solidarności reprezentowali wówczas dwa różne środowiska: tzw. grupę korowską, która poglądami orientowała się na środowisko Adama Michnika i Jacka Kuronia w Warszawie, oraz część, która była pod wpływem środowisk narodowych, m.in. Ruchu Młodej Polski.
Gdy zaczęto zastanawiać się nad kształtem pomnika, ustalono, że postawione zostaną dwa krzyże, a na nich będą widnieć kolejne lata: na pierwszym 1956, a na drugim 1968, 1970, 1976, 1980. Ktoś z konserwatywnych doradców zapytał, co z rokiem 1966. Wtedy przedstawiciele lewicy Solidarności byli szczerze zdumieni. A co takiego się wtedy zdarzyło? – padło pytanie. W odpowiedzi usłyszeli, że uroczystości milenijne pod przewodem prymasa Stefana Wyszyńskiego były taką samą datą protestu jak np. wypadki marcowe 1968 r. Druga strona dalej nie rozumiała, o co chodzi. "Ale to były przecież wyłącznie uroczystości religijne!" – odpowiedziano ze szczerym zdziwieniem.
