Prof. Chwedoruk: Protest nauczycieli może zaszkodzić wszystkim

Prof. Chwedoruk: Protest nauczycieli może zaszkodzić wszystkim

Dodano: 67
fot. zdjęcie ilustracyjne
fot. zdjęcie ilustracyjne / Źródło: PAP / fot. Wojciech Pacewicz
Na strajku nauczycieli stracić mogą trzy strony. Rządowa – bo strajk, szczególnie przed wyborami, rządowi nie służy. Liberalna opozycja, bo strajk w okresie egzaminów najbardziej uderzy w dzieci z aspiracjami, z rodzin nastawionych w większości bardziej liberalnie. W dłuższej perspektywie stracić mogą też nauczyciele – mówi portalowi DoRzeczy.pl prof. Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

Solidarność postawiła rządowi ultimatum. Zarząd związku stwierdził, że rząd Prawa i Sprawiedliwości nie zrealizował ani jednego ważnego z punktu widzenia związkowców postulatu. Jak do 28 marca PiS nie zadowoli Solidarności, związek wyprowadzi ludzi na ulice. Na ile taki spór szkodzi rządowi?

Prof. Rafał Chwedoruk: Na pewno nie pomaga. Ale też w trudnej, bardzo trudnej sytuacji jest Solidarność. Bo z jednej strony ma swoje postulaty i nauczycieli, którzy protestują, związek nie może tego protestu zlekceważyć. Z drugiej strony jest świadomość, że każdy inny rząd byłby bardziej liberalny od obecnego i o realizację postulatów związkowych byłoby coraz trudniej.

Ale wczorajsza deklaracja zarządu Solidarności dotyczy nie tylko kwestii oświatowych, ale całego szeregu spraw – od kwoty wolnej od podatku, po ustawę o Straży Ochrony Kolei…

Dzieje się tak z prostej przyczyny – Solidarność nie jest wśród nauczycieli najsilniejsza. Związek Nauczycielstwa Polskiego jest mocno niezależny od OPZZ, na pewno dużo bardziej niż oświatowa Solidarność. I na pewno znaczenie ZNP jest od oświatowej Solidarności większe. Dlatego, gdy dochodzi do protestu nauczycieli Solidarność bardzo chętnie posiłkuje się też innymi branżami.

W roku 1993 Solidarność protestowała przeciwko decyzjom ‘’solidarnościowego” rządu Hanny Suchockiej. To posłowie Solidarności głosowali za odwołaniem tamtego rządu. Gabinet upadł, co utorowało drogę do władzy postkomunistom z Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Czy teraz protesty Solidarności przeciwko obecnej władzy mogą utorować drogę formacjom liberalnym?


Dziś sytuacja jest jednak trochę inna. Po pierwsze – rząd Hanny Suchockiej wywodził się historycznie z Solidarności, ale był gabinetem bardzo liberalnym. Więc trudno mówić, by związkowcy obalali prozwiązkowy rząd. Dziś rząd bardziej liberalny, niż rząd PiS-u będzie mniej akceptowalny dla związku zawodowego. Po drugie – oczywiście dziś Solidarność nie ma własnej reprezentacji w Sejmie. Ćwierć wieku temu była liczącą się siłą polityczną.

No właśnie, może teraz nadszedł ten czas, gdy po latach przerwy związek chce wrócić do polityki?


Bardzo mało prawdopodobne. Wprawdzie ostatnia dekada nie była dla związków zawodowych najgorsza, ale Solidarność ma wciąż traumę po tym, co działo się przed ponad dwudziestoma laty. Chodzi zarówno o tzw. związkowy parasol dla reform, czyli firmowanie liberalnych zmian gospodarczych. A przede wszystkim do dziś czkawką odbija się udział w Akcji Wyborczej Solidarność i firmowanie reform rządu Jerzego Buzka, z których żadna nie była pozytywnym rozwiązaniem dla elektoratu związkowego. Jest jeszcze jedna rzecz.

Jaka?

Obecny lider Solidarności, Piotr Duda został wybrany przewodniczącym jako przeciwwaga dla „nazbyt PiS-owskiego” Janusza Śniadka. Duda miał łagodzić przekaz, być twarzą bardziej „pluralistycznego” związku. I mimo to, związek wszedł w ostry spór z poprzednim rządem. Nie przesunie się raczej na pozycje antyrządowe, ponieważ jego liderzy mają świadomość, że zmiana rządu mogłaby być z punktu widzenia Solidarności nieopłacalna. Natomiast jako związek Solidarność musi podejmować protesty, takie jak w sprawie choćby nauczycieli.

Jeśli chodzi o nauczycieli, to rząd zapowiada podwyżkę 500 złotych, nauczyciele chcą tysiąca. Złagodzenia sporu nie widać. Protest podczas egzaminów jest coraz bardziej realny. Co będzie oznaczał dla polskiej polityki?

Jak już kiedyś rozmawialiśmy – nauczyciele mają gorszą prasę wśród naturalnego elektoratu Koalicji Europejskiej, liberalnie nastawionych przedstawicieli klasy średniej w większych miastach. Ci ludzie często mają dzieci. Protest w czasie egzaminów jeszcze by go pogłębił.

Dlaczego?

Strajk uderzy we wszystkie dzieci, ale szczególnie te z aspiracjami, czyli dzieci klasy średniej. Ludzie ci stracą na proteście. Podobnie zresztą, ale w dłuższej perspektywie stracić mogą sami nauczyciele. Bo można sobie wyobrazić sytuację, w której bardziej liberalny od obecnego rząd wprowadzi nawet znaczące, ale jednorazowe podwyżki, ale docelowo zlikwiduje kartę nauczyciela, dziś będącą jedyną – obok pasji – rzeczą, trzymającą ludzi w zawodzie nauczycielskim.

Na proteście może stracić rząd?

Stracić mogą różne grupy. Rząd – bo wielki protest nie jest mu na rękę. Liberalna opozycja – bo strajk uderzy bezpośrednio jej elektorat. A na koniec może to uderzyć w samych nauczycieli.

Czytaj też:
"Solidarność" stawia rządowi ultimatum. Grozi, że wyjdzie na ulice
Czytaj też:
"Przywódcy ZNP to politycy opozycji. Broniarz bywa w siedzibie PO i konsultuje swoje decyzje"

Źródło: DoRzeczy.pl
 67
Czytaj także