Mija rok od śmierci papieża Franciszka. Dla Kościoła w Polsce jego pontyfikat pozostanie związany zwłaszcza z lipcem 2016 r., kiedy doszło do jedynej wizyty Franciszka w naszym kraju.
Publikujemy wspomnienie kard. Konrada Krajewskiego o papieżu Franciszku.
"Ojciec Święty chyba nie wie, co robi"
Taki moment, który często wspominam, to był, kiedy w niedzielę, w Niedzielę Zesłanie Ducha Świętego, kiedy po celebracji, Papież przekazał mi kopertę. Zauważyłem, że tam są w środku jakieś pieniądze, więc odłożyłem je na biurko, jak przyszedłem do domu. Pieniądze, które przekazywał były na biednych, i z pewnością od kogoś je dostał. Nie zaglądałem tam, ale był tam też list.
Przygotowałem się, żeby czym prędzej rowerem pojechać do jednej z noclegowni, bo kiedy Plac Świętego Piotra jest wypełniony, są setki tysięcy ludzi, samochodem nigdzie nie można dojechać, rowerem można przemknąć szybko. I kiedy się przygotowałem do tego, nagle na Anioł Pański, miałem włączony telewizor, już wychodziłem, usłyszałem wiadomość, że są nowi kardynałowie, ale nie wracałem do pokoju, gdzie jest telewizor, tylko słyszałem z daleka i na drugim miejscu słyszę, że jego jałmużnik został kardynałem. Myślałem, że to jest jakaś pomyłka, że to nie na tym kanale jest.
Ubrałem się bardzo szybko w czarną koszulę, bo byłem przebrany tak trochę na sportowo, żeby pojechać i pobiegłem na San Damazo. To jest tam, gdzie Papież po Anioł Pański schodzi z windy, czeka na niego samochód i odwozi Go do domu. Ojciec Święty pokazał się w windzie, taki uśmiechnięty, a ja powiedziałem, że Ojciec Święty chyba nie wie, co robi. Wtedy sekretarz odszedł, bo widział, że jakaś taka sytuacja zaczyna być napięta, a Ojciec Święty spojrzał na mnie i mówi, że ja wiem, co robię, bo się modliłem. Byłem przed Najświętszym Sakramentem i to jest moja decyzja. Mówi, idź do domu.
Kardynał Krajewski: Przeprosiłem papieża
Przyszedłem do domu, trochę ochłonąłem i potem, już teraz nie pamiętam, czy to było wieczorem, czy też rano poszedłem od razu, a chyba wieczorem poszedłem od razu do Ojca Świętego przeprosić go za taką reakcję. A On mi napisał w liście, przyjmij moją decyzję z pokorą. Wracam do tego często, że tak zareagowałem. Przeprosiłem Papieża.
Papież wcale nie był ani obruszony, ani nie skarcił mnie za ton, w jakim to wyraziłem. Wróciłem do domu i wtedy właśnie przeczytałem list, gdzie było napisane, proszę Cię, przyjmij tę decyzję pokornie. To było takie wydarzenie, do którego często wracam.
Mój charakter, troszkę impulsywny, okazał się wtedy ponad miarę. Zamiast przeczytać spokojnie list, który otrzymałem, to zajmowałem się innymi rzeczami. Wracam do niego, bo pokora jest bramą do nieba.
I to była chyba taka największa lekcja Ojca Świętego. A potem mi powiedział: pamiętaj, jak ktoś do Ciebie będzie mówił "eminencjo", to najlepiej mów "Panie, zmiłuj się nade mną". A jak jeszcze będzie mówił "eminencjo", to niech 10 euro daje na biednych. Powinieneś być Ojcem!
Czytaj też:
Wspomnienia osobistego pielęgniarza papieża Franciszka. "Płakał z radości"
