Globalne zapasy ropy naftowej kurczą się w szybkim tempie i mogą wkrótce osiągnąć poziom uznawany za krytyczny dla stabilności rynku – wynika z analiz cytowanych przez agencję Reutera.
Eksperci ostrzegają, że przy utrzymującym się wysokim popycie i ograniczonej podaży może to doprowadzić do kolejnej fali wzrostu cen surowca.
150 dolarów za baryłkę ropy? To możliwe
Cena ropy Brent, na podstawie której ustala się wartość ponad 60 proc. globalnego handlu ropą naftową, może wzrosnąć do 150-160 dolarów za baryłkę w stosunku do 90 dolarów obecnie.
Specjaliści zwracają uwagę, że dalsze kurczenie się zapasów może przełożyć się nie tylko na wzrost cen ropy Brent i WTI, ale również na wyższe koszty paliw dla konsumentów oraz wzrost presji inflacyjnej w gospodarkach importujących surowce.
Wpływ na sytuację mają m.in. utrzymujący się popyt na paliwa, ograniczone możliwości zwiększenia wydobycia przez część producentów oraz niepewność geopolityczna związana z napięciami na Bliskim Wschodzie i wojną USA i Izraela z Iranem.
Blokada cieśniny Ormuz winduje ceny paliw
Teheran w odwecie zablokował cieśninę Ormuz, wąskie gardło Zatoki Perskiej, przez które przechodzi ok. 20 proc. światowego handlu ropą naftową i 30 proc. eksportu gazu skroplonego LNG. W konsekwencji cena za baryłkę ropy wzrosła do ponad 100 dolarów, wywołując szok naftowy na światowych rynkach.
Sytuacja na Bliskim Wschodzie ma wpływa na drogie tankowanie benzyny i oleju napędowego, także w Polsce, dlatego rząd zdecydował się wprowadzić ceny urzędowe na stacjach paliw.
Od 8 kwietnia obowiązuje zawieszenie broni między USA a Iranem, choć prezydent Donald Trump systematycznie grozi wznowieniem ataków, jeśli Teheran nie zawrze umowy.
