Jaki jest więc ten teatralny Rymkiewicz? Będzie zawiedziony, kto spodziewa się Rymkiewicza w wersji spopularyzowanej i zbanalizowanej, tego od „Wieszania”, tzw. smoleńskiego, którym straszy się postępowych przedszkolaków. Już bliżej mu do autora wierszy o śmierci, tych bezlitosnych, i to nie tylko dlatego, że posługuje się w tekstach przeznaczonych na scenę, autorską, zwięzłą, białą frazą.
Dramaty zaczął pisać w końcówce lat 50. „Porwanie…” opublikował w miesięczniku „Dialog” w roku 1971, choć polskie teatry tekstu tego wówczas wystawić nie zechciały. Prapremierą tekstu był dopiero spektakl rzeczonego Cieplaka w Teatrze Śląskim w Katowicach, w 2017 r. „… wystarczy spojrzeć na Brukselę, stolicę śmiesznych głupców, którzy zarządzają konaniem cywilizacji europejskiej. Tak właśnie należy czytać, wystawiać i rozumieć »Porwanie Europy« – to jest głupia farsa o czymś strasznym, a nawet tragicznym – o śmierci naszej cywilizacji” – zreinterpretował autor wymowę swojej sztuki w wywiadzie przedrukowanym w programie do tamtego spektaklu. A co w istocie napisał? Sztuka jest wyrafinowaną zabawą literacką.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
