Korpoświat jest więzieniem

Korpoświat jest więzieniem

Dodano: 
scena
scena Źródło: Pexels / Monica Silvestre
Ostatnio w teatralnym światku pojawiło się zagadnienie nadmiarowej obecności „Hamleta”.

Ciekawszą sprawą jest jednak coś innego: oczekiwanie stojące za tym tytułem, z ikoniczną rolą młodego, zbuntowanego człowieka, że teatr po raz kolejny dogoni rzeczywistość i opowie rodzicom z klasy średniej o pejzażach wewnętrznych ich dzieci. Najnowszy „Hamlet” objawił się w warszawskim Teatrze Powszechnym, przechodzącym lekki (dla niewprawnego oka niezauważalny ani ideowy, ani estetyczny) rebranding pod nową dyrektorką Mają Kleczewską. Wystawił go Kamil Białaszek, który stał się dla dyrektorów i kuratorów festiwali odkryciem po jednym spektaklu, rapowym, obrazoburczym „Panu Tadeuszu” (teatr – jak widać – dziś nikogo nie obchodzi, bo nikt się nie obraził, a spektakl spokojnie sobie wisi na VOD Teatru Telewizji). Chcąc nie chcąc, młody talent – symbolicznie urodzony w roku 2000 – został zmuszony do konfrontowania się z oczekiwaniem starszyzny trzymającej władzę w teatrze – na generacyjny portret „zetek”. I z takim właśnie reżyserskim wytrychem przystąpił do Szekspira, który – jak wiadomo – jest jak gąbka (typowe krytyczne bla, bla, bla uprawiane przy tych okazjach), wszystko zniesie, wszystkich przetrzyma – a jego głównymi zaletami z perspektywy ludzi teatru jest to, że po pierwsze, już nie żyje, a po drugie, jego nazwisko dobrze wygląda na afiszu i zapewne przyciągnie publiczność.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.
Autor: Grzegorz Kondrasiuk
Czytaj także