Świat bezgotówkowy

Świat bezgotówkowy
Świat bezgotówkowy / Źródło: fot. shutterstock
Dodano
Polacy uwielbiają płatności bezgotówkowe i transakcje mobilne. Liczba kart płatniczych bije w naszym kraju kolejne rekordy. Klienci mogą zaś łatwo korzystać z płatności zbliżeniowych, kodów BLIK, wirtualnych portfeli, a także przelewów na e-mail, telefon lub na konto na portalu społecznościowym.

Rynek kart płatniczych – umożliwiających dokonywanie płatności bez gotówki – rozwija się w Polsce od ponad ćwierć wieku. Według informacji o kartach płatniczych za IV kwartał 2005 r. Narodowego Banku Polskiego pod koniec 2005 r. Polacy mieli w portfelach 20,4 mln kart płatniczych (w tym 15,6 mln debetowych i 4,2 mln kredytowych), w 2010 r. liczba „plastików” zwiększyła się do 32 mln. Z najnowszych, grudniowych danych wynika zaś, że pod koniec III kwartału 2016 r. mieliśmy nad Wisłą aż 36,29 mln kart płatniczych. To absolutny rekord w historii naszego kraju (rok wcześniej było nieco ponad 34,7 mln kart). W porównaniu z wrześniem 2015 r. liczba kart wzrosła o 1,59 mln sztuk.

Za zakupy możemy już nie tylko zapłacić za pomocą „plastiku”, lecz także przy użyciu wyłącznie smartfona. Płatności mobilne pozwalają też błyskawicznie i łatwo opłacić parkometr, zapłacić za taksówkę, a także kupić bilety kolejowe czy autobusowe.

Łączna wartość transakcji (bezgotówkowych i gotówkowych) zawartych za pomocą kart płatniczych od początku czerwca do końca sierpnia 2016 r. przekroczyła 151 mld zł (w trzecim kwartale 2015 r. przeprowadzono transakcje na łączną kwotę 133,6 mld zł).

Najwięcej debetowych

W świecie „plastikowych pieniędzy” tradycyjnie dominują w Polsce karty debetowe (we wrześniu było ich już 27,9 mln, rok wcześniej – 26,5 mln). Produkt ten – obok rachunku osobistego – od lat jest jednym z podstawowych produktów bankowych. Karta debetowa jest bowiem powiązana bezpośrednio z naszym kontem i umożliwia dokonywanie zakupów czy wypłaty gotówki tylko do wysokości środków na rachunku. Innymi słowy: możemy wydać tylko tyle „plastikowych pieniędzy”, ile realnie mamy ich na swoim
koncie.

Większość banków kartę debetową wydaje do każdego nowego rachunku. Podobnie jak karty debetowe działają karty przedpłacone (tzw.prepaid) – w tym przypadku często nie trzeba mieć nawet konta osobistego w danym banku. Wystarczy podpisać umowę i wpłacić pieniądze na specjalne subkonto, czyli rachunek techniczny. Można to zrobić np. przelewem lub wpłacając gotówkę w bankomacie. Kart przedpłaconych również przybywa (we wrześniu 2016 r. było ich 2,28 mln, w czerwcu – 2,14 mln, a we wrześniu 2015 r. – 2,09 mln).

Kartami debetowymi i przedpłaconymi możemy bezgotówkowo płacić za zakupy (w zależności od rodzaju karty możemy ich użyć również do płatności w Internecie) lub wykorzystywać je do wypłaty pieniędzy w bankomacie. Kartę przedpłaconą można też np. przekazać nastolatkowi zamiast kieszonkowego w gotówce, bez ryzyka, że dziecko wyda wszystkie pieniądze z konta. „Plastikowy pieniądz” nie tylko zwiększa zaś bezpieczeństwo, lecz także umożliwia kontrolę wydatków. Taką kartę można również wręczyć jako prezent. Niektóre instytucje finansowe w Polsce oferują też wirtualne karty przedpłacone (zwane też kartami internetowymi), które nie mają fizycznej, plastikowej formy i służą wyłącznie do przeprowadzania transakcji internetowych i telefonicznych. Rachunki tych kart można zasilić tuż przed transakcją, a po transakcji nadwyżkę przelać na inny rachunek. Dzięki temu nawet jeśli haker poznałby nasz numer karty, to i tak nie mógłby nic ukraść.

Opłata za użytkowanie kart debetowych i przedpłaconych różni się w zależności od banku. W wielu instytucjach można znaleźć ofertę całkowitego zwolnienia z opłat pod warunkiem dokonania odpowiedniej liczby transakcji (np. co najmniej jednej w miesiącu) lub dokonania transakcji o określonej wartości.

Mimo istotnego spadku liczby kart kredytowych (od grudnia 2009 r. do września 2015 r. zmniejszyła się ona o 5 mln sztuk), jest to nadal często używany nad Wisłą instrument płatniczy (według NBP we wrześniu 2016 r. takich kart było 5,861 mln, w czerwcu – 5,836, a we wrześniu 2015 r. – 5,863 mln). Płacąc kartą kredytową za zakupy w sklepach, w Internecie czy drogą telefoniczną, wydajemy pieniądze nie swoje, ale banku. Jest to więc popularna wśród Polaków forma łatwego uzyskania dodatkowego finansowania zakupów. Zwłaszcza że okres bezodsetkowy – wynoszący od 51 do 61 dni – pozwala korzystać z pieniędzy banku zupełnie bezpłatnie. Trzeba jednak pamiętać, że jest to produkt opłacalny tylko dla zdyscyplinowanych klientów, którzy w terminie spłacają całość zadłużenia. Brak kontroli nad wydatkami i terminową spłatą kredytu wiąże się bowiem z wysokimi kosztami.

Spłata w terminie jedynie części zadłużenia – choć całkowicie przez banki dopuszczalna – oznacza bowiem uruchomienie drogiego kredytu. Warto także wiedzieć, że kartą kredytową „za darmo” wydajemy pieniądze banku w przypadku transakcji bezgotówkowych. Wypłata gotówki w bankomacie w tym przypadku najczęściej wiąże się z prowizją, a także z natychmiastowym uruchomieniem kredytu (bez okresu bezodsetkowego). Tradycyjnie najmniej liczną kategorią na polskim rynku są karty obciążeniowe (charge). Według NBP we wrześniu 2016 r. było ich 258 tys., a rok wcześniej – 262 tys. Są one powiązane z rachunkiem osobistym lub firmowym. Ich charakterystyczną cechą jest odroczony termin płatności (podczas okresu bezodsetkowego banki nie naliczają odsetek od transakcji bezgotówkowych). Główna różnica między kartami obciążeniowymi a kredytowymi polega na tym, że posiadacz karty typu charge nie może spłacić w terminie tylko części zadłużenia, ale musi dokonać spłaty całości karcianego długu.

Bezpieczeństwo i rabaty

Bankierzy promują karty, ponieważ część kwoty każdej wykonanej przez nas transakcji trafia z powrotem do banku. Określone typy kart płatniczych dają więc np. rabaty w określonych sklepach czy punktach usługowych (zwykle wynoszą one od 5 do 30 proc.). Część kart związanych jest też z różnego rodzaju programami lojalnościowymi – im więcej płacimy kartą za zakupy, tym więcej zdobywamy punktów, które można potem wymienić na nagrody. Z punktu widzenia klientów karty płatnicze są również bezpieczniejsze niż gotówka. Aby za ich pomocą zapłacić za zakupy, trzeba znać czterocyfrowy kod PIN. Wyjątkiem są tzw. karty zbliżeniowe. Używając ich do przeprowadzania transakcji o wartości do 50 zł, nie trzeba podawać numeru PIN.

Możliwość błyskawicznego dokonania drobnych transakcji jest bardzo wygodna. Z roku na rok płatności zbliżeniowe stają się zatem w Polsce coraz popularniejsze. Z najnowszych danych NBP wynika, że już ponad 28,1 mln kart jest wyposażonych w funkcję zbliżeniową (stanowią one 77,5 proc. wszystkich „plastików” na polskim rynku).

Banki oferują również specjalne naklejki (można je umieścić np. na obudowie telefonu lub dowolnym innym przedmiocie, który często mamy przy sobie), breloki, bransoletki i zegarki, za pomocą których można dokonywać płatności zbliżeniowych. Dzięki temu, zwłaszcza w większych miastach, portfel staje się zbędny.

Trzeba jednak pamiętać, że w przypadku utraty karty zbliżeniowej lub jej odpowiednika w formie gadżetu możemy liczyć się ze stratą do równowartości 50 euro, gdy ktoś nieuprawniony skorzysta z naszej karty. Dlatego też, gdy stwierdzimy utratę karty, należy ją jak najszybciej zastrzec.

Warto zatem samemu zdecydować, czy chcemy mieć w portfelu kartę zbliżeniową (w wielu bankach funkcję zbliżeniową można włączyć lub wyłączyć telefonicznie albo przez Internet).

Smartfon zamiast plastiku

Jeszcze wygodniejsze i łatwe w przeprowadzaniu są transakcje mobilne. Aby móc pozbyć się nie tylko gotówki, lecz także plastikowych kart, i móc płacić telefonem, należy najpierw zainstalować aplikację danego banku i włączyć w smartfonie funkcję NFC (wówczas niczym kartę zbliżeniową do czytnika przykładamy po prostu nasz telefon).

W dziedzinie technologii finansowych, które znacząco zmieniają rynek światowych usług finansowych, Polska nie tylko nie zostaje w tyle za Zachodem, lecz także należy do liderów, którzy wyznaczają nowe trendy.

Dostępne w naszym kraju aplikacje bankowe pozwalają już więc np. płacić poprzez zaprezentowanie sprzedawcy wyświetlonego na ekranie smartfona kodu QR albo poprzez wpisanie w terminalu sześciocyfrowego kodu wygenerowanego przez komputer (tak działa coraz bardziej popularny system płatności mobilnych BLIK). Za pomocą BLIK-a można też płacić za zakupy w Internecie.
Kod BLIK pozwala także wypłacić pieniądze w bankomacie. To niezwykle wygodne, gdy zapomnieliśmy karty płatniczej lub np. gdy idziemy pobiegać i celowo zabieramy ze sobą wyłącznie telefon.

Od listopada 2016 r. posiadacze smartfonów mogą też korzystać w Polsce z usługi Android Pay. Nasz kraj jest drugim państwem w Europie – po Wielkiej Brytanii – w którym firma Google zdecydowała się wprowadzić swój system płatności mobilnych. Na świecie za pomocą Android Pay płacić można jeszcze w Stanach Zjednoczonych, Australii, Singapurze oraz w Hongkongu. Google wybrał Polskę, ponieważ klientom nad Wisłą rezygnację z gotówki ułatwiają terminale POS, których liczba wynosi już ok. 500 tys. (zdecydowana większość z nich jest zaś przystosowana do obsługi kart zbliżeniowych).

Zasada płatności jest tu bardzo podobna jak w przypadku plastikowych kart zbliżeniowych. Do płacenia za zakupy wystarcza sam telefon z funkcją NFC i systemem Android (w wersji 4.4 lub nowszej). Aby móc płacić za pomocą Android Pay, najpierw w specjalnej aplikacji trzeba dodać kartę kredytową lub/i debetową. Obsługiwane są zarówno karty wydane przez VISA, jak i przez MasterCard. Gdy to zrobimy, przy kasie wystarczy już tylko „wybudzić” telefon i zbliżyć go do terminala płatniczego. Jeśli transakcja ma wartość wyższą niż 50 zł, to podobnie jak w przypadku plastikowej karty zbliżeniowej sprzedawca poprosi o wpisanie kodu PIN. Nie ma potrzeby otwierania aplikacji ani wpisywania jakichkolwiek dodatkowych kodów. Zaletą tej usługi jest to, że w wirtualnym portfelu można przechowywać wiele kart z różnych banków (obecnie w Polsce z usługi Android Pay korzystać mogą klienci trzech banków, ale wkrótce to grono ma się powiększyć).

Bezpieczeństwo płacenia smartfonem zwiększa to, że każda transakcja realizowana jest za pomocą numeru wirtualnego konta – sprzedawca nie ma więc dostępu do prawdziwego numeru naszej karty. Poza tym funkcję NFC w telefonie możemy włączyć tuż przed transakcją i wyłączyć zaraz po niej, co dodatkowo zmniejsza ryzyko, że ktoś niepowołany posłuży się naszymi pieniędzmi. Google pracuje także nad możliwością autoryzacji płatności np. za pomocą odcisku palca. Usługę płatności mobilnych opracował również główny konkurent firmy Google. Apple nie współpracuje jednak jeszcze z polskimi bankami. Na razie w Europie usługa Apple Pay jest zatem dostępna dla klientów z Francji, Hiszpanii, Rosji, ze Szwajcarii i z Wielkiej Brytanii. Gigant z Cupertino deklaruje jednak, że chce szybko rozszerzać tę sieć m.in. o kolejne europejskie kraje.

Wirtualne portfele i przelewy na telefon

Płatności w Internecie ułatwiają portfele elektroniczne. Oferują je różne firmy, ale zasada ich działania jest bardzo podobna. Użytkownik tylko raz rejestruje w systemie swoje karty płatnicze. Podczas zakupów w Internecie nie trzeba już sięgać po kartę. Wystarczy z dowolnego urządzenia – komputera, smartfona lub tabletu – zalogować się do wirtualnego portfela i wybrać kartę, z której chcemy skorzystać. Zastosowanie tego rozwiązania może zwiększyć bezpieczeństwo internetowych zakupów, ponieważ podczas autoryzacji transakcji nie trzeba podawać kodów CVV/CVC, lecz jedynie PIN. Taka usługa najczęściej jest bezpłatna. A za korzystanie z tej formy płatności niektóre sklepy co jakiś czas oferują znaczące rabaty (np. 40 proc. na zakup perfum lub do 250 zł na zakup sprzętu elektronicznego).

Serwisów oferujących elektroniczne portmonetki jest oczywiście więcej. Pozwalają one na dodanie karty kredytowej lub debetowej, a także zasilenie konta pieniędzmi z rachunku bankowego. Samą płatność da się zaś wykonać za pomocą zaledwie kilku kliknięć. Za pośrednictwem wielu z nich można m.in. wykonać błyskawiczne przelewy pieniężne. Nie trzeba znać numeru rachunku odbiorcy, wystarczy, że znamy jego adres e-mail. Najczęściej klienci nie ponoszą żadnych opłat za rejestrowanie ani użytkowanie konta.

Rozwój instrumentów mobilnych w handlu daje też możliwość dokonywania szybkich płatności on-line osobom, które nie mają kart płatniczych lub nie chcą ich używać w Internecie. Dzięki przelewom bezpośrednim typu Pay ByLink wystarczy, że wybierając na stronie sklepu lub usługodawcy formę płatności, skorzystamy z usług pośrednika i klikniemy na ikonę naszego banku. Dzięki integracji procesu płatności z systemami różnych banków dane przelewu wypełniane są automatycznie, co niweluje ryzyko pomyłki i sprawia, że tego typu płatność można przeprowadzić w ciągu kilkunastu sekund.

Niezależnie od tego, czy w Internecie płacimy kartami płatniczymi, czy korzystamy z innych instrumentów, warto pamiętać o tym, aby płacąc, korzystać wyłącznie ze swojego komputera, smartfona lub tabletu, o zabezpieczeniu swoich urządzeń programami antywirusowymi, a także o sprawdzeniu wiarygodności sprzedawcy przed złożeniem zamówienia. Przy dokonywaniu płatności kartami lub za pośrednictwem e-przelewów warto też zwracać uwagę na ewentualne prowizje za transakcję. W niektórych przypadkach opłaty manipulacyjne są tak wysokie, że skłaniają do rezygnacji z e-zakupów i udania się z gotówką do stacjonarnego oddziału sklepu. Na szczęście są to jednak rzadkie przypadki.

Przelewy na e-mail i telefon

Mobilne instrumenty płatnicze nie tylko zmieniają handel i usługi, lecz także ułatwiają płatności osobiste. Pieniądze można wysłać już nie tylko przelewem bankowym. Aby w ciągu kilku sekund rozliczyć się za kawę z kolegami w pracy, dać pieniądze przyjaciółce lub odebrać prezent urodzinowy od hojnej matki chrzestnej, można użyć np. wirtualnego portfela.

Przelewy na e-mail lub telefon komórkowy ma w swojej ofercie już kilka działających w Polsce banków. Dzięki temu możemy wysyłać przelewy nawet, jeśli nie znamy numeru konta bankowego np. znajomych, z którymi chcemy podzielić rachunek za kolację w restauracji.
Jeśli odbiorca ma zapisany numer w usłudze BLIK, to pieniądze na jego koncie pojawiają się praktycznie natychmiast. Jeśli nie ma zapisanego numeru telefonu w BLIK-u, to otrzyma od banku SMS z prośbą o podanie numeru konta lub z informacją, skąd może ściągnąć odpowiednią aplikację, po której aktywowaniu środki pojawią się na jego koncie. Jeżeli zdarzy się tak, że odbiorca nie otrzyma kwoty przelewu, to pieniądze wrócą na rachunek nadawcy. W większości banków takie przelewy są realizowane bez żadnych opłat. Ograniczeniem są jednak stosunkowo niskie limity dla tego typu transakcji.

Niektóre banki oferują także możliwość wykonania przelewu na konto znajomego z Facebooka. Skorzystanie z tej usługi wymaga jednak połączenia konta bankowego z profilem na portalu społecznościowym, co może jednak budzić pewne obawy, np. dotyczące bezpieczeństwa.

Specjaliści od technologii finansowych ciągle pracują nad nowymi możliwościami, które mogą sprawić, że w ciągu najbliższych lat niemal pożegnamy się z gotówką.

PROJEKT REALIZOWANY WE WSPÓŁPRACY Z NARODOWYM BANKIEM POLSKIM W RAMACH PROGRAMU EDUKACJI EKONOMICZNEJ

Okładka tygodnika Do Rzeczy: 3/2017
Cały artykuł opublikowany jest w 3/2017 wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
/ kga
100 lat śmiałych decysji PKO Banku Polskiego

Czytaj także

O północy z piątku na sobotę (25 na 26 maja) rozpoczyna się cisza wyborcza
[Ustawa z dnia 5 stycznia 2011 r. – Kodeks wyborczy (Dz. U. z 2017 r. poz. 15)], która potrwa do końca głosowania w niedzielę (26 maja). Zakaz obowiązuje także w internecie, w związku z czym, w trakcie ciszy wyborczej w portalu DoRzeczy.pl wyłączona zostanie możliwość dodawania komentarzy.

Czytaj także