Nie o termin wyborów idzie

Nie o termin wyborów idzie

Dodano: 285
Politycy PiS w Sejmie
Politycy PiS w Sejmie / Źródło: PAP / Radek Pietruszka
Jan Parys || Czas powiedzieć opinii publicznej, że obecny spór o datę wyborów w Polsce jest dużo ważniejszy niż się wydaje.

Przede wszystkim w tym sporze nie idzie o sam termin czy sposób glosowania. Idzie o obalenie rządu w trakcie pandemii i podczas kryzysu ekonomicznego. Nie mamy zatem do czynienia z dążeniem do roszad personalnych lecz z próbą destabilizacji państwa polskiego. Obecne podziały wewnątrz ugrupowań opozycyjnych są tak silne, że wykluczają powołanie nowego rządu. Niechęć do Jarosława Kaczyńskiego to zbyt mało by zbudować inną większości rządową. Polska wkroczy zatem w okres paraliżu państwa w czasie kiedy obywatele i gospodarka bardzo potrzebują sprawnej władzy.

Polska nie leży na pustyni

Jak wiadomo Polska nie leży na pustyni lecz w określonym położeniu w Europie. Szkoda, że na co dzień politycy opozycyjni o tym zapominają. Nie wszystkie państwa w Europie są nam przychylne. W niektórych stolicach odkąd PiS wygrał wybory jesienią 2015 roku marzą o przywróceniu do władzy w Warszawie tych sił politycznych, które były posłuszne wobec Berlina i Moskwy. W ostatnich latach obserwowaliśmy, że pewne państwa jawnie wspierają opozycje w Polsce. Pewne państwa organizowały nagonkę na Polskę na arenie międzynarodowej używając do tego kłamstw, wielkich pieniędzy i agentury. Na temat rządu PiS w Polsce opublikowano w międzynarodowej prasie tysiące kłamliwych artykułów. Przegrane wybory parlamentarne przez opozycje jesienią 2019 roku i nędzne notowania kandydatów opozycji w trakcie kampanii prezydenckiej 2020, skłaniają ośrodki zagraniczne do podjęcia kolejnej próby zmiany władzy w Polsce przez destabilizacje naszego państwa.

W przeciwieństwie do wielu komentatorów obecnej sytuacji nie uważam za konieczne wnikanie w psychikę Jarosława Gowina. Myślę, że nie jest racjonalnym i samodzielnym politykiem. Jest narzędziem. W tym wypadku nie jest jedynie narzędziem opozycji lecz staje się obrońcą obcych interesów, którym obecna silna Polska od ponad 4 lat bardzo przeszkadza.

Destabilizacja państwa

Destabilizacja Polski w 2020 roku nie tylko zmieni władze w Warszawie, naszą politykę społeczną i gospodarczą. Nowy układ polityczny będzie złożony z ludzi ekipy Tuska. Oni chcą wrócić do władzy, by wróciła dawna polityka. Znów złodzieje VAT będą mieli w Polsce eldorado a społeczeństwo będzie ograbiane z efektów swej pracy. Polska przestanie prowadzić politykę bilateralnego sojuszu z USA i zacznie opierać swe bezpieczeństwo o plany Unii Europejskiej. Trójmorze zostanie projektem fasadowym. Bez wsparcia z Polski i bez silnego Trójmorza pozycja USA w Europie zostanie ograniczona. Nasze bezpieczeństwo zacznie zależeć od polityków z Niemiec i z Francji, którzy preferują interesy i relacje z Rosja. Nasz kraj znajdzie się w sytuacji prowincji, którą dyrygują komisarze z Brukseli i naczelnicy z Berlina. Bo jak mówiła euro-posłanka Platformy Obywatelskiej Julia Pitera „Polska nie należy do Polaków”.

Reasumując: debata o trybie wyborów w Polsce w tej chwili, to spor o nowy układ sił w Europie, na którym Polska może tylko stracić. Nie wierze by tych konsekwencji nie dostrzegali posłowie i senatorowie. Myślę, że mamy w tej chwili do czynienia z ingerencją sił zewnętrznych w nasze życie polityczne. Opór jaki stawia PiS wobec nacisków Brukseli, obecność wojsk USA w Polsce, zaopatrywanie Polski w gaz i ropę spoza Rosji, to dostateczna motywacja do wspierania przez zagranicę przewrotu politycznego w Warszawie.

Akcji rozbijania rządu nie traktuję jako przejawu wybujałego ego posła Gowina. Posłowie „Porozumienia” (świadomie lub nie) są dziś czyimś narzędziem. Nie walczą o własny interes, nie idzie im także o dobro Polski. Swym działaniem mogą doprowadzić do zmiany układu sił nie tyle w Polsce lecz w Europie. Słabe wpływy USA w Europie to słabsza Unia Europejska. Polityka zagraniczna z czasów Tuska to nie jest dla Polaków dobre rozwiązanie. To była polityka zależności naszego państwa od obcych interesów. Najkrócej mówiąc, rezultatem polityki bezpieczeństwa z tamtych czasów, była katastrofa pod Smoleńskiem. Czy chcemy by te czasy wróciły?

Nad tym pytaniem będą za chwilę głosować posłowie i senatorowie.

Artykuł wyraża poglądy autora i nie musi być tożsamy ze stanowiskiem redakcji.

Czytaj też:
RMF: Grupa polityków Porozumienia gotowa przejść do PiS
Czytaj też:
Rozłam w partii Gowina? Członkowie władz Porozumienia za wyborami w maju

Źródło: DoRzeczy.pl
 285
Czytaj także