Orzeł: Kulisy decyzji politycznych muszą pozostać niejawne

Orzeł: Kulisy decyzji politycznych muszą pozostać niejawne

Dodano: 
Dr Józef Orzeł
Dr Józef Orzeł / Źródło: PAP / Andrzej Rybczyński
– Nieszczere są pretensje polityków i mediów opozycyjnych o to, że przedstawiciele rządu piszą o rzeczach służbowych z prywatnej skrzynki. To oddzielenie spraw służbowych i prywatnych ładnie brzmi, gdyby nie to, że uprawianie polityki nie całe jest i może być jawne i publiczne – mówi w rozmowie z portalem DoRzeczy.pl Józef Orzeł, przewodniczący Rady do Spraw Cyfryzacji.

W mocny sposób skomentował Pan na Twitterze sprawę cyberataku na skrzynkę mailową szefa KPRM Michała Dworczyka. Na co Pańskim zdaniem należy zwrócić szczególną uwagę w tej sytuacji?

Dr Józef Orzeł: Niektórym analitykom, dziennikarzom czy politykom nie przechodzi to przez gardło, ale rzecz jest niesłychanie prosta. To, że skrzynki pocztowe polityków są niezabezpieczone, jest poza wszelką dyskusją. Tak w normalnym państwie być nie może. Zwróciłbym jednak uwagę na coś innego.

To znaczy?

Niemerytoryczne i nieszczere są pretensje polityków oraz mediów opozycyjnych o to, że przedstawiciele rządu piszą o rzeczach służbowych z prywatnej skrzynki. To oddzielenie spraw służbowych i prywatnych ładnie brzmi, gdyby nie to, że uprawianie polityki nie całe jest i może być jawne i publiczne. Podejmowanie decyzji to ścieranie się opinii i interesów. Urzędnicy państwowi (w tym służby), którzy mają dostęp do służbowych skrzynek polityków, nie o wszystkim powinni wiedzieć. Proces legislacyjny musi być jawny (nie tylko dla administracji, ale również dla opinii publicznej), ale kulisy jego przygotowywania powinny być zarezerwowane tylko dla decydujących graczy. Być może cały ten proces wymaga innej architektury służbowego obiegu dokumentów.

Napisał Pan, że doszło do próby obalenia polskiego rządu przez Kreml. Jak Pan to uzasadnia?

To bardzo proste. Początkowe ujawnianie treści ze skrzynki ministra Dworczyka na Telegramie były takie, aby strona polska uznała, że nic ważnego nie wypłynęło i nie ma czym się przejmować. Wtedy opublikowano poważniejsze informacje wymierzone w premiera i rząd. To wszystko podchwyciła opozycja, która ma do tego prawo i powody. Nie sądzę, aby za tymi atakami stała Białoruś czy biznesowo zorientowane rosyjskie grupy hakerów. Myślę, że Kreml próbuje wykorzystać spór polityczny w Polsce, aby postawić w izolacji polski obóz władzy - wobec wschodnich sąsiadów, wewnętrznej opozycji i partnerów z UE. Nasz kraj ma zostać samotny jako ten, który nie potrafi zadbać o własne bezpieczeństwo.

Część komentatorów zwraca uwagę, że nie dysponujemy dowodami na tyle, aby twierdzić, że za atakami stoi Rosja.

Dowodów nie ma i nie będzie. Tylko służby państw takich jak USA potrafią je pokazać, łącznie z nazwiskami hakerów. My nie mamy takich możliwości i nie sądzę, aby Amerykanie chcieli podzielić się z nami swoją wiedzą. Napinanie relacji z Rosją nie leży w ich interesie. Moskwa może czuć się pod tym względem bezpiecznie. Z drugiej jednak strony doświadczenie mówi, że takie istotne akty przeciw innemu państwu nie są w Rosji podejmowane bez wiedzy Kremla.

Źródło: DoRzeczy.pl
+
 0
Czytaj także