Wróblewski: Tarcza antyinflacyjna to czysto polityczne posunięcie

Wróblewski: Tarcza antyinflacyjna to czysto polityczne posunięcie

Dodano: 
Tomasz Wróblewski
Tomasz Wróblewski / Źródło: PAP / Leszek Szymański
– Rząd prowadzi bardzo rozrzutną i nieostrożną politykę finansową, jeżeli chodzi o kwestie socjalne. Mamy w tej chwili najwyższy w Europie wzrost wydatków socjalnych w stosunku do siły nabywczej pieniądza. Tymczasem Polski Ład zakłada ich jeszcze więcej – mówi w rozmowie z portalem DoRzeczy.pl Tomasz Wróblewski, prezes Warsaw Enterprise Institute.

Jak ocenia Pan rozwiązania zawarte w tarczy antyinflacyjnej zapowiedzianej przez rząd?

Tomasz Wróblewski: Pomysł wydaje mi się czysto politycznym posunięciem, ponieważ ekonomicznie jest bardzo groźny. Jeżeli redystrybucja, czyli wpuszczanie większej ilości pieniędzy na rynek, bo do tego to się sprowadza, będzie rekompensowała koszty energii wybranym rodzinom, to znaczy, że więcej pieniędzy z programów socjalnych zostanie wpompowane w gospodarkę, czyli tak naprawdę rząd będzie zwiększał inflację. Jest to dość zaskakujące i może okazać się polityczną próbą odwrócenia uwagi i pokazania, że władza coś robi z tym problemem. Natomiast z punktu widzenia gospodarczego jest to groźne posunięcie i trochę niezrozumiałe.

Co zatem Pańskim zdaniem należałoby zrobić?

Istnieje wiele innych posunięć i decyzji, które rząd mógłby zrobić w tej sytuacji, np. dać wyraźny w sygnał, że zaciska pasa i ogranicza swoje wydatki, czyli wręcz przeciwnie do obecnych planów. Jeżeli chodzi o podnoszenie stopy procentowej, co oczywiście nie jest już w gestii rządu tylko Narodowego Banku Polskiego, tutaj też popełniono błędy. Wiemy to na podstawie analizy sytuacji w innych krajach Europy Środkowej. Nasz bank centralny zrobił to za późno i widzimy tego efekty. Oczywiście jest wiele rzeczy, których rząd nie jest w stanie zrównoważyć, np. rosnące ceny energii i zastoje w dostawach towarów, co również powoduje, że import jest znacznie droższy.

Jeżeli natomiast patrzymy na inflację bazową, to widzimy że są także i czynniki wewnętrzne, czyli np. ogromna podaż pieniądza. Miało to miejsce w związku z pandemią, czego nie dało się akurat przewidzieć i w takiej sytuacji te pieniądze były w dużej mierze konieczne. Nie zaplanowano natomiast tego, co zrobić dalej. Przyjęto założenie, że inflacja nigdy nie nastąpi, bo nie będzie tak wielkiego popytu. Silny popyt wynika częściowo właśnie z nadmiaru pieniądza na rynku, choć oczywiście wpływają na to również rosnące ceny surowców. Na to wszystko nakłada się bardzo hojna polityka socjalna państwa.

Jaki wpływ na obecną sytuację ekonomiczną w Polsce ma polityka klimatyczna i energetyczna UE?

Dyrektywy unijne mogą dotyczyć problemów energetycznych i klimatycznych, które dopiero do nas przyjdą. To oczywiście jest w dużej mierze spowodowane bardzo ambitnym planem Unii Europejskiej, jeżeli chodzi o ceny energii. To nie jest jednak jedyny powód. Rząd prowadzi bardzo rozrzutną i nieostrożną politykę finansową, jeżeli chodzi o kwestie socjalne. Mamy w tej chwili najwyższy w Europie wzrost wydatków socjalnych w stosunku do siły nabywczej pieniądza. Tymczasem Polski Ład zakłada ich jeszcze więcej. Te pieniądze będą przeznaczone wyłącznie na konsumpcję. Pomysł stworzenia tarczy antyinflacyjnej, czyli rozdawania jeszcze większej ilości pieniędzy, jest dolewaniem oliwy do ognia. Mam wrażenie, że rząd podejmuje takie decyzje, ponieważ sytuacja wymsknęła mu się spod kontroli.

Z drugiej strony premier Morawiecki zapowiedział obniżkę cen paliwa. To realny pomysł?

Ekonomiści są bardzo sceptyczni względem takich pomysłów. Inna sprawa to trwała obniżka podatków, co oczywiście jest dobrym posunięciem, bo mniejsza liczba podatków oznacza lepszą sytuację obywateli. Jeżeli jednak to tylko tymczasowe posunięcie, to wówczas powstaje pytanie, kiedy będzie dobry moment, żeby znowu podnieść podatki. To oznacza, że cały problem nieco przesunie się w czasie. Po drugie, tworzy się bardzo sztuczną sytuację, gdzie wydaje nam się, że ceny energii stanieją, a w rzeczywistości pozostają bardzo drogie. Wracając do kwestii inflacji, jeżeli benzyna jest po 6 zł, a za chwilę będzie dzięki pomocy państwa za 5 zł, to ludzie dalej będą wydawali więcej pieniędzy, czyli będą zwiększali tę popytową inflację i powstanie błędne koło. Zwykle rządy nawet w trudnej sytuacji ograniczają możliwość obniżenia podatków, chyba że rzeczywiście to ma być część jakiegoś długoterminowego planu gospodarczego i nie mają zamiaru ich przywracać. Np. Stany Zjednoczone nie zmieniają opodatkowania paliwa czy energii, a jedyne co robią, to wykorzystują przygotowane wcześniej rezerwy strategiczne w celu zrównoważenia cen. To lepsze rozwiązanie, niż manipulowanie podatkami.

Źródło: DoRzeczy.pl
 
Czytaj także