Polityk Konfederacji skomentował zamieszanie wokół nieprawidłowości w oświadczeniach majątkowych parlamentarzystów Razem w kąśliwym wpisie w mediach społecznościowych.
Berkowicz: Wyobrażacie sobie, jak zarządzaliby budżetem państwa?
"Ws. zarzutów wobec Razem to ich liderzy w sumie powinni być zadowoleni. Wszak ideałem lewicy jest świat więzienny: wszyscy więźniowie są równi, jest »darmowe« jedzenie i »darmowa« służba zdrowia, tylko strażnicy mają broń, a związki partnerskie kwitną" – napisał na Twitterze.
"Przeznaczanie majątku partyjnego na cele inne niż statutowe, przekazanie nieprawdziwych informacji PKW, przekazanie środków jednej partii na konta innej - poważne zarzuty stawiane są partii Razem. Wyobrażacie sobie, jak zarządzaliby budżetem państwa?" – dodał w kolejnym wpisie.
Kłopoty posłów Lewicy
Sprawa ujrzała światło dzienne w połowie 2020 roku, kiedy na stronach internetowych Sejmu pojawiły się oświadczenia majątkowe posłów.
Dziennikarz Rafał Otoka-Frąckiewicz zauważył, że czworo polityków partii Razem (zasiadających w zarządzie ugrupowania) otrzymało ok. 150-180 tys. zł. z budżetu ugrupowania od początku kadencji.
Posłanka Paulina Matysiak dostała od partii Razem 201 801 zł. Gdy pod koniec października 2019 składała oświadczenie jako nowa posłanka, zadeklarowała dochód otrzymany od ugrupowania jako 21 243 zł.
Poseł Maciej Konieczny na koniec 2019 roku zadeklarował partyjne zarobki w wysokości 199 581 zł., a w dokumencie z początku listopada było to tylko 49 939 zł.
Z kolei Adrian Zandberg w całym 2019 r. dostał ze swojej partii 199 191 zł., a w listopadzie tego samego roku deklarował, że z tytułu zasiadania w jej zarządzie zarobił nieco ponad 49 252 zł.
Również posłanka Marcelina Zawisza otrzymała w 2019 roku 200 752 zł.; zaledwie dwa miesiące wcześniej wpisana przez nią kwota wynosiła 49 641 zł.
Politycy Razem złamali ustawę?
Oświadczenia majątkowe lewicowych polityków wzbudziły kontrowersje z dwóch powodów. Po pierwsze, ówczesny lider partii Adrian Zandberg często podkreślał, że w jego ugrupowaniu zarabia się średnią krajową. Po drugie, nagrodzeni politycy twierdzili, że nie wzbogacili się na środkach otrzymanych z partii, ponieważ przekazali je na kampanię Lewicy", czyli SLD, z którego list startowali. To z kolei wzbudziło podejrzenia o możliwość nielegalnego finansowania jednej partii przez drugą.
Właśnie w związku z tym drugim faktem stołeczna prokuratura wszczęła śledztwo wobec polityków Razem. Według śledczych mogło dojść do złamania dwóch przepisów z ustawy o partiach politycznych.
Chodzi o zakaz przeznaczania majątku partii na cele inne niż statutowe i charytatywne. Drugi to zakaz przekazywania nieprawdziwych informacji do Państwowej Komisji Wyborczej. W pierwszym przypadku przewidziano karę grzywny do 100 tys. złotych. W drugim - grzywnę, karę ograniczenia wolności, a nawet dwa lata więzienia.
Razem twierdzi, że nie doszło do złamania prawa, a posłowie nie wzbogacili się w związku z otrzymaniem nagród.
– Do sprawy odnosiliśmy się wielokrotnie i nie mam na ten temat nic do dodania – powiedziała "Rzeczpospolitej" rzecznik partii Dorota Olko.
Czytaj też:
"Wszyscy powinni się radować". Poseł Lewicy o śmierci arcybiskupaCzytaj też:
"SLD została potraktowana jak zużyta szmata". Miller mocno o Czarzastym
Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.
Zapraszamy do wypróbowania w promocji.
