Prof. Szeremietiew o MiG-ach dla Ukrainy: Zachód lubi cudzymi rękami wyciągać kasztany z ognia

Prof. Szeremietiew o MiG-ach dla Ukrainy: Zachód lubi cudzymi rękami wyciągać kasztany z ognia

Dodano: 
Prof. Romuald Szeremietiew
Prof. Romuald Szeremietiew / Źródło: PAP / Rafał Guz
Polska zachowała się bardzo rozsądnie oświadczając, że decyzja o przekazaniu samolotów MiG-29 na Ukrainę musi być decyzją całego NATO – mówi DoRzeczy.pl prof. Romuald Szeremietiew, były wiceszef MON.

Damian Cygan: Mówi się, że Rosja ma jedne z najlepszych służb specjalnych na świecie. Czy rosyjski wywiad nie przygotował się do wojny z Ukrainą, czy to Putin zlekceważył raporty służb?

Romuald Szeremietiew: Od dawna toczy się dyskusja, czy Stalin wiedział o tym, że Hitler na niego uderzy. Według jednej z wersji, Stalin nie uwierzył w informacje, które dostarczył mu wywiad sowiecki. Uważał, że to niemożliwe i wszystko odrzucał, a ci, którzy z uporem podawali mu te dane, zostali uznani za szkodników. Pamiętajmy, że wywiad czy informacje wywiadowcze same z siebie jeszcze nic nie znaczą. Rozstrzyga kwestia, czy osoba odgrywająca dużą rolę w państwie i otrzymująca te informacje, przyjmie je do wiadomości i wykorzysta.

Putin tego nie zrobił?

Nie przesądzam, czy wywiad rosyjski był w stanie dostrzec te rzeczy, które ujawniły się dopiero teraz, kiedy Rosjanie nie mogą sobie poradzić z Ukraińcami, natomiast Putin od pewnego czasu grając ostro i dużo wygrywając, chyba zlekceważył Ukrainę jako przeciwnika. Wydawało mu się, że wystarczy ruszyć tankami, a oni padną plackiem i wszystko będzie tak, jak on sobie życzy. Dlatego moim zdaniem kwestia jest nie w tym, czy wywiad rosyjski coś rozpracował, czy też nie, tylko w postawie i zachowaniu Putina, który odmawia Ukraińcom prawa do bycia narodem, a państwo ukraińskie nazywa sztucznym tworem. Jeżeli ktoś ma takie podejście, to nic dziwnego, że może popełnić tak ciężkie błędy.

Jak pan ocenia propozycję Polski, żeby samoloty MiG-29 przekazać Amerykanom? Docelowo miałyby one trafić na Ukrainę.

Polska zachowała się bardzo rozsądnie. Rząd podkreślił, że decyzja o ewentualnym przekazaniu samolotów Ukrainie musi być decyzją całego NATO, a nie tylko samej Polski. Założenie jest takie, że skoro Polska ma się pozbyć jakiejś części swojego potencjału lotniczego, to Stany Zjednoczone powinny nam tę lukę wypełnić używanymi samolotami F-16. Rozwiązanie jest sensowne, konkretne i dobre, ale zdaje się, że nie bardzo przypadło do gustu tym, do których zostało skierowane.

No właśnie, w co grają Amerykanie, odrzucając propozycję Polski?

Zachód jak zawsze stara się postępować bardzo ostrożnie w stosunku do agresora i lubi cudzymi rękami wyciągać kasztany z ognia. W przypadku MiG-ów to miałyby być polskie ręce. Bardzo żałuję, że tego typu operacja nie może być przeprowadzona, bo chodzi o to, żeby Ukraińcy mieli realne wsparcie. A na tych samolotach piloci ukraińscy już pokazali, że potrafią walczyć. Gdyby te maszyny znalazły się na Ukrainie, wzmocniłyby siłę ukraińskiego lotnictwa w zwalczaniu rosyjskiego ataku. Szkoda.

Jakie wnioski z wojny rosyjsko-ukraińskiej powinna wyciągnąć Polska, budując swój potencjał obronny? Potwierdza się choćby wielkie znaczenie obrony terytorialnej.

Wnioski z tego, co dzieje się na Ukrainie, wyciągnąłem już dosyć dawno, jeszcze zanim doszło do wojny. Kiedy mówiłem o potrzebie uzbrojenia naszego wojska w armatohaubice 155 mm, zostałem skrytykowany i wyrzucony z MON. Twierdzono, że "działo Szeremietiewa" jest niepotrzebne. Później okazało się, że tego typu artyleria ma podstawowe znaczenie, jeżeli chodzi o współczesne pole walki i wreszcie zaczęto wprowadzać haubice Krab na uzbrojenie WP.

Podobnie było z obroną terytorialną, nad którą pracowałem jeszcze dla AWS-u. Kiedy zostałem sekretarzem stanu w MON, przez parę miesięcy walczyłem z ówczesnym ministrem Januszem Onyszkiewiczem, żeby uruchomić prace nad powołaniem Wojsk Obrony Terytorialnej. To się w końcu udało, system zaczął być wdrażany, ale potem mnie w haniebny sposób wyrzucono z resortu i okazało się, że następni ministrowie uważali obronę terytorialną za niepotrzebną. Była nazywana "wojskiem Szeremietiewa". Potem tego samego doświadczył Antoni Macierewicz.

To, co się dzieje na Ukrainie, dowodzi, że wszystkie opowieści o tym, że mają być wojny nowego wzoru czy nowego typu, że wszystko załatwią rakiety, drony i lotnictwo, to są brednie. Prawda jest taka, że do starcia dochodzi na polu walki i w przypadku wojny Rosji z Ukrainą Ukraińcy dobrze przygotowali się do tego, co ich spotyka, a Rosjanie natknęli się na opór, z którym nie są w stanie sobie poradzić. Dla nas to jest wniosek wprost. Panowie, którzy zasiadają wysoko i decydują o Siłach Zbrojnych RP, powinni sobie wziąć tę lekcję do serca.

Czytaj też:
Brytyjski minister ostrzega: Polska musi się liczyć z konsekwencjami
Czytaj też:
Jakubiak: Niemcy i Francuzi znów zaczynają kombinować

Rozmawiał: Damian Cygan
Źródło: DoRzeczy.pl
 
Czytaj także