W sierpniu Forum Konsumentów ujawniło analizę pokazującą, że przepisy chroniące przed nielegalną reklamą alkoholu w praktyce nie działają. Choć prawo wprost zakazuje łączenia piwa z atrakcyjnością seksualną, relaksem, wypoczynkiem czy sukcesem zawodowym – niemal wszystkie duże kampanie marketingowe w Polsce te przepisy łamały. Raport przywołał w tym kontekście wiele przykładów. Skutki? W 2024 roku do prokuratury trafiły 32 zawiadomienia o nielegalnej promocji alkoholu. Ani jedno nie zakończyło się skazaniem – większość umorzono, a część spraw wciąż się toczy.
Raport postulował pełny zakaz reklamy alkoholu, w tym piwa i napojów 0,0 proc., a także doprecyzowanie przepisów dotyczących loterii czy promocji przy sprzedaży. Dokument został przedstawiony m.in. w Ministerstwie Zdrowia podczas spotkania z ówczesnym wiceministrem Wojciechem Koniecznym.
Reakcja branży browarniczej była błyskawiczna. Koncerny piwowarskie, których kampanie opisano w raporcie, zaczęły grozić organizacji procesami, a następnie złożono nawet akt oskarżenia przeciwko prezesowi Forum Konsumentów – dr. Tomaszowi Sińczakowi. Fundacja nie zamierza jednak ustąpić. Jak podkreśla jej zarząd, celem działań jest ochrona zdrowia publicznego i walka o to, by prawo w Polsce nie było fikcją.
Sińczak: To starcie Dawida z Goliatem
Panie doktorze, co skłoniło pana do rozpoczęcia walki z nielegalną reklamą alkoholu? Czy spodziewał się pan takiej reakcji ze strony koncernów?
Dr Tomasz Sińczak: W założeniach dla przygotowanego przez Forum Konsumentów raportu w ogóle nie było zamiaru rozpoczynania walki z kimkolwiek. Chcieliśmy zwrócić uwagę i nie byliśmy w tym ani jedyni, ani tym bardziej pierwsi, na coraz silniejsze zjawisko normalizacji alkoholu i manipulacji konsumentami w naszym codziennym życiu. To zjawisko jest bardzo mocno od lat nakręcane przez reklamy piwa, które jako jedyne może się reklamować. Pomijam już fakt, że przerwy reklamowe w telewizji to istne ‘seriale piwne’, a kilkuminutowy blok reklamowy po godzinie 20. w przeważającej części to reklamy piwa. To, co coraz bardziej było dla mnie uderzające, to treści przekazywane w tych reklamach oraz ich pozycjonowanie – ewidentnie ich odbiorcami są głównie młodzi ludzie. Po objęciu funkcji prezesa Forum Konsumentów oczywistym stało się dla mnie, że Fundacja powinna zająć się w pierwszej kolejności tym tematem. Po analizie ustawy o wychowaniu w trzeźwości oraz jej zapisów regulujących możliwość reklamowania się piwa stwierdziliśmy, że olbrzymia większość tych regulacji jest nagminnie przez producentów piwa łamana. I naprawdę nie trzeba być tu ekspertem, żeby zauważyć, jak bardzo reklamy piwa kojarzone są ze sportem, sukcesem zawodowym, atrakcyjnością, w tym seksualną; czyli z tym wszystkim, z czym te reklamy nie powinny się kojarzyć. Raport powstał z dużą dbałością analityczną, w oparciu o rzetelną ocenę omawianych w nim materiałów reklamowych. To, co w nim przedstawiliśmy to rzeczywistość reklamowa branży piwnej. Naszym celem jako fundacji jest naświetlanie takich rzeczy i zwrócenie uwagi rządu, instytucji, które nadzorują te kwestie, aby przyjrzały się temu bliżej i podjęły stosowne działania.
Model pracy wokół raportów wykorzystywany jest przez fundacje i think tanki jako element wpływu na opinię publiczną. Zebrałem materiały i napisałem raport. Reakcja niektórych koncernów wydaje mi się nie tylko nieadekwatna do faktu opublikowania przez nieduży think tank publikacji analitycznej, ale też ze względu na próby zastraszania mnie i fundacji jako oderwane od rzeczywistości. Wydawało mi się, że w XXI wieku w polskim biznesie dominują inne formy prowadzenia działalności, a nie próby zastraszania NGO. To raczej białoruskie standardy.
Które z odkrytych naruszeń prawa uznaje pan za najbardziej rażące?
Jest ich kilka. Tak na przykład reklama jednej marki pokazuje młodego mężczyznę podróżującego autostopem na plażę, flirtującego z kobietą przy dźwiękach utworu „Sexbomb” – wprost łącząc konsumpcję alkoholu z seksualnością, podróżą i relaksem. Z kolei w innej kampanii główny bohater zakłada pijalnię piwa nad jeziorem, a świąteczny spot pewnej pary celebrytów przedstawia piwo jako stały element bożonarodzeniowej uroczystości. Do dziś kwestia piwnego relaksu podczas Bożego Narodzenia, szokuje mnie i zastanawia, kto zgodził się na produkcję tych spotów, a później ich emisję.
Spotkał się pan z wiceministrem zdrowia w sprawie raportu. Jakie konkretne deklaracje usłyszał pan od resortu?
Jestem pod ogromnym wrażeniem wiedzy i zaangażowania Wojciecha Koniecznego, który podczas wizyty zwrócił nam uwagę na to, że skala patologii związanej z dostępnością alkoholu w naszym kraju, jest nawet większa, niż pierwotnie sobie wyobrażałem. Bardzo mnie cieszy, że pan wiceminister zainteresował się raportem i deklaruje dalszą chęć walki z przesadnie nadmierną promocją alkoholu w Polsce.
Czy po publikacji raportu browary próbowały kontaktować się z panem w sposób nieformalny?
Nie próbowały. Szybkie przedsądowe pisma wskazywały na konieczność zakończenia dystrybucji raportu w związku z rzekomym naruszeniem dóbr osobistych koncernów. Pod rygorem jakichś bliżej nieokreślonych „poważnych sankcji prawnych”. Wyraziłem otwartość na sensowny kompromis, proponując zanonimizowanie nazw brandów piwnych, które wraz ze swoimi kampaniami reklamowymi pojawiły się w raporcie. Żadna z firm jednak nie była tym zainteresowana, tłumacząc się faktem dużej rozpoznawalności marek ich produktów nawet w wypadku zastosowania skrótów nazw. Notabene, to pokazuje jak bardzo oddziałuje na nas reklama i jak bardzo znaki, skojarzenia osadzają się w naszej świadomości.
Kiedy po raz pierwszy otrzymał pan informację o pozwach sądowych?
Kilka dni po publikacji raportu. Najpierw czułem się zaskoczony i przyznaję, poczułem także strach, a później byłem zniesmaczony całą sytuacją. Duże podmioty z furią atakujące małe NGO dlatego, że opublikowany przez think tank raport obnaża ich sposoby działania, by nie powiedzieć wprost – swoiste cwaniactwo. To przypomina realia lat 90. W polskiej Konstytucji wolność słowa jest gwarantowana przez art. 54. ust. 1, który stanowi: „Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji”. Ten przepis chroni prawo do swobodnego wyrażania opinii, przekonań oraz dostępu do informacji. Zaciekawiły mnie zarzuty o to, że naukowo nie publikuję w dyscyplinie prawa. Prawnicy strony przeciwnej podkreślają, że nie mam kompetencji, jako przedstawiciel nauk historycznych i nauk o zarządzaniu i jakości, do wypowiadania się w sprawach związanych z alkoholem i szerzej ze społecznymi skutkami picia. W jednym z wezwań jest zawarta informacja, że publikowałem sprawozdanie, z ciekawej zresztą, konferencji o świecie islamu, z czego wysnuto też dość zaskakujący wniosek, że moja niechęć do alkoholu ma związek z fascynacją islamem. Dobrze, że prawnicy browarów nie wiedzieli, że z Wojciechem Koniecznym spotkaliśmy się w sali „mauretańskiej”. To dopiero byłby dowód na związki ze światem islamu! To z jednej strony budzi uśmiech, ale również niepokój, bo to oznacza, że w pogoni za zyskiem można wykorzystywać ksenofobiczne stereotypy.
Ile pozwów otrzymał pan łącznie?
Obecnie wpłynął prywatny akt oskarżenia ze strony jednej firmy, która zażądała 100 000 złotych odszkodowania plus pokrycie kosztów sądowych oraz kosztów publikacji przeprosin na pierwszej stronie "Gazety Wyborczej". Ponadto otrzymaliśmy dwa przedsądowe wezwania w trybie cywilnym, gdzie również pojawiły się żądania o charakterze finansowym oraz domagano się usunięcia raportu z przestrzeni publicznej.
Jak ta presja prawna wpływa na pana pracę i życie prywatne? Czy rozważał pan zaniechanie działań?
Z pewnością wpłynęła na obniżenie się mojego standardu życia, ponieważ martwi mnie ton i charakter oskarżeń oraz irracjonalne żądania skazania działacza organizacji NGO za pracę analityczną. Nie rozważam natomiast zaniechania działań, ponieważ Fundacja wykonuje wspaniałą pracę dla dobra konsumentów, co jako prezesowi daje mi ogromne poczucie sensu i sprawia niezwykłą radość.
Co pan czuje, gdy mała organizacja pozarządowa musi walczyć z armią korporacyjnych prawników?
To oczywiste starcie Dawida z Goliatem. Jednak wciąż uważam, że potrzebne. Wierzę w siłę społeczeństwa obywatelskiego, które może oddziaływać na otaczającą nas rzeczywistość. W naszą misję, jako społeczników, wpisane jest ścieranie się z grupami, reprezentującymi różne interesy. To ścieranie się czasami jest dyskusją na argumenty, a czasami, jak w tym przypadku próbą zastraszenia. Nie możemy się jednak poddawać bez walki. Każde małe zwycięstwo to lepszy świat dla kolejnych pokoleń. A nasze dzieci naprawdę nie powinny wychowywać się w świecie, w którym romantyzuje się alkohol lub traktuje się go zbyt pobłażliwie.
Dlaczego ta walka jest ważna dla przeciętnego Polaka? Co tracimy jako społeczeństwo, jeśli browary będą dalej tak postępować w kwestii reklamy alkoholu?
Miliardy złotych. Koszty leczenia szeroko pojętych skutków alkoholizmu przekraczają znacznie wpływy do budżetu państwa z akcyzy. Ponadto problemy wynikające ze społecznych kosztów pijaństwa są znacznie większe, niż często jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Dysfunkcyjny model rodziny związanej z alkoholem to też trauma dla dzieci, które w niej funkcjonują i o tym trzeba pamiętać cały czas. Naprawdę nie potrzebujemy reklam, które promują spożycie alkoholu.
Jakie konkretne szkody społeczne powoduje reklama piwa, szczególnie wśród młodzieży?
Łączenie spożywania alkoholu ze sposobem spędzania wolnego czasu, zabawą, a nawet atrakcyjnością seksualną to prawdziwa tykająca bomba. Za chwile wyrośnie pokolenie, które w wolnym czasie od codziennej pogoni za pieniądzem będzie skupiać się na piciu.
Czy widzi pan jakieś pozytywne sygnały ze strony władz, że sytuacja może się zmienić?
Nie znamy szczegółów zmian legislacji, ale myślę, że furia koncernów wskazuje raczej na fakt, że prace rządu nie idą po ich myśli.
Jakie są państwa najbliższe plany? Czy przygotowują państwo kolejne raporty?
Oczywiście. Nieprzerwanie pracujemy na rzecz konsumentów. Chcemy teraz skupić się na ochronie osób starszych, które w sieci często padają ofiarami oszustw. Staramy się też wskazywać na pewne rozwiązania podatkowe, które obecnie nie wpisują się w prokonsumenckie postawy.
Czy pozwy browarów mogą doprowadzić do bankructwa Forum Konsumentów? Jak długo będą państwo w stanie walczyć?
Wszystko zależy od postawy ludzi dobrej woli. Znaczna część środowiska społeczników jest po naszej stronie. Podobnie znaczna część klasy politycznej, która niemal w całości od lewa do prawa jest skoncentrowana na walce z alkoholizacją społeczeństwa. Po reakcji koncernów widać, że uderzyliśmy w ich bardzo czuły punkt. Dlatego te roszczenia mają na celu zniszczyć Fundację jako niezależny głos, który narusza dotychczasowy, przez lata mający się dobrze porządek świata.
Co powinni zrobić politycy, prokuratorzy i sędziowie, żeby prawo nie było „martwą literą"?
Włączyć kwestie reklamy alkoholu do kompetencji jednej z instytucji wykonawczych państwa, np. w formie departamentu lub wydziału, lub powołać do tego stosowany organ. Szybka weryfikacja przestrzeni medialnej, szybkie kary. To z pewnością lepsze rozwiązanie.
Jaki ma pan przekaz dla innych organizacji pozarządowych, które mogą obawiać się konfrontacji z wielkimi korporacjami?
Sektor NGO w Polsce to jedno na największych osiągnięć wolnej Polski. Bez nas i bez naszej codziennej pracy obywatele byli mniej świadomi wielu spraw, mniej wyedukowani bardziej podatni na manipulacje. Nie zwalniajcie tempa.
Gdyby miał pan zwrócić się bezpośrednio do prezesów koncernów piwowarskich, co by pan im powiedział?
Prowadzenie działalności gospodarczej jest prawem każdego obywatela. Nikt nie chce go niszczyć, ale to, w jaki sposób zarabiamy, nie może niszczyć życia innym. Pamiętajmy o tym.
Czy żałuje pan, że wszedł w tę walkę?
Nie traktuje tego w kategorii walki, konfliktu. Jestem człowiekiem dialogu. Uważam, że każdy powinien mieć prawo do własnych poglądów i swobodnego ich publikowania, jeśli nie narusza one konstytucyjnych norm. To ważne, dla każdego świadomego obywatela i, tym samym, każdego świadomego konsumenta. Wciąż robię swoje jako społecznik, badacz i wykładowca. Niczego nie żałuję i na chwilę obecną niczego nie będę zmieniać.
Forum Konsumentów przypomina, że w Polsce obowiązuje generalny zakaz reklamy alkoholu – z wyjątkiem piwa. To właśnie ta furtka sprawia, że piwo jest pierwszym alkoholem, po który sięgają młodzi ludzie. „Brak egzekwowania przepisów prowadzi do utrwalania kultury picia i wzrostu liczby uzależnionych” – czytamy w raporcie.
Fundacja domaga się pełnego zakazu reklamy, wzmocnienia kontroli w internecie i przy punktach sprzedaży oraz większej determinacji organów ścigania. Czy uda się przeforsować zmiany? O tym zdecydują nie tylko politycy i sędziowie, ale i opinia publiczna.
Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.
Zapraszamy do wypróbowania w promocji.
