Projekt unijny jest martwy jak solony śledź, maskuje już tylko kolejną inkarnację niemieckiego, bismarckowskiego imperializmu. Czy nieskrywane odbieranie Polsce niepodległości obudzi wreszcie reakcję Polaków?
T.S.Eliot pisał, że świat kończy się nie hukiem, ale skomleniem. Dziś można te słowa odnieść do polskiej niepodległości. Kto sądzi, że utracić ją możemy tylko wskutek zbrojnej agresji, w huku armat, bomb i przy zgrzycie gąsienic najeźdźczych czołgów, mógł nawet nie zauważyć komunikatu, że to, co dotąd tylko sugerowano, zapowiadano i owijano w bawełnę, zostało wreszcie postawione ze stuprocentową jasnością. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej stwierdził, że przyjęcie członkostwa w Unii Europejskiej oznaczało zrzeczenie się przez Polskę suwerenności i poddanie się we wszystkich dziedzinach zarządzeniom instytucji wspólnotowych.
Dokładnie taki właśnie jest sens orzeczenia TSUE, jakoby polski Trybunał Konstytucyjny „przekroczył uprawnienia” wyrokiem, że na terenie Rzeczypospolitej Polskiej prawem najwyższym jest Konstytucja RP, a zarządzenia wspomnianych instytucji obowiązują tu tylko w tym zakresie, który przenieśliśmy na nie w podpisanych i ratyfikowanych przez parlament traktatach.
TSUE, co kluczowe, nie odwołuje się do traktatów. Swoje stanowisko opiera na własnym orzecznictwie. Podobnie traktuje to Komisja Europejska. „To, że prawo unijne stoi ponad prawem krajowym jest już oczywiste, wynika to z wielu orzeczeń TSUE” –
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.

