W niedzielę rozpoczęło się forum gospodarczo-geopolityczne Polish-Hungarian-American Leadership Summit (PHALS) w Krakowie. Wydarzenie rozwija ideę Polish-American Leadership Summit zorganizowanego w 2018 roku na Florydzie. Wśród uczestników znaleźli się przedstawiciele świata polityki, biznesu oraz goście ze Stanów Zjednoczonych i Węgier. W centrum dyskusji znalazły się kwestie suwerenności, bezpieczeństwa oraz przyszłości współpracy transatlantyckiej.
Forum otwierała sesja powitalna z udziałem m.in. ambasadora Węgier Istvána Íjgyártó, marszałka województwa małopolskiego Łukasza Smółki, twórcy PMPG Polskie Media S.A., wydawcy tygodników "Wprost" i "Do Rzeczy" Michała Lisieckiego i redaktora naczelnego tygodnika "Do Rzeczy" Pawła Lisickiego. Kolejnym punktem programu była dyskusja "Suwerenność czy tożsamość? Polska i Węgry w nowej architekturze Europy", w której wzięli udział węgierski dyplomata i historyk dr Pál Attila Illés oraz redaktor naczelny "Do Rzeczy" Paweł Lisicki.
Polityka międzynarodowa i bezpieczeństwo
Drugi dzień konferencji rozpoczął się panelu "Polityka międzynarodowa i bezpieczeństwo". Wcześniej głos zabrał m.in. redaktor naczelny "Do Rzeczy" Paweł Lisicki, który zwrócił uwagę na napięcia w relacjach między obecnym rządem Polski a władzami Węgier. – Mam wrażenie, że od momentu zmiany władzy w Polsce rząd węgierski stał się chłopcem do bicia. Nie ma dnia, by Donald Tusk albo Radosław Sikorski nie krytykowali Wiktora Orbána – mówił Lisicki. Jak podkreślił, spór ten dotyczy w istocie dwóch fundamentalnych wartości: suwerenności i tożsamości.
– Suwerenność to zdolność podejmowania decyzji o sobie samym. Tożsamość natomiast oznacza oparcie się na tradycji kulturowej, z której czerpiemy siłę do budowania naszej pozycji. Bez suwerenności i tożsamości narody giną – zaznaczył.
Zdaniem Lisickiego znaczenie regionu Europy Środkowej rośnie także z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych. Wskazał on, że w najnowszych dokumentach strategicznych USA region ten jest postrzegany jako obszar o dużym potencjale dla przyszłości relacji transatlantyckich.
Z kolei ambasador Węgier w Polsce István Íjgyártó podkreślił znaczenie współpracy regionalnej oraz dialogu między państwami. –Nasza ambasada od samego początku wspierała pomysł konferencji. Jest to dyskusja, która wypełnia pewne luki i tworzy przestrzeń do uzgadniania ważnych kwestii – powiedział dyplomata. Jak zaznaczył, zarówno dla Polski, jak i dla Węgier kluczowym partnerem strategicznym pozostają Stany Zjednoczone. – Amerykańska obecność ma decydujący wpływ na rozwój tego regionu – podkreślił.
Głos zabrał także Bobbie Vickery, szeryf hrabstwa Calhoun w Teksasie. W swoim wystąpieniu mówił o znaczeniu współpracy gospodarczej oraz relacji międzynarodowych budowanych na fundamencie przyjaźni. – To dla mnie prawdziwy zaszczyt, że mogłem przyjechać do Krakowa. Bez pokoju nie ma nic. Mam nadzieję, że dzięki takim spotkaniom będziemy mogli jeszcze bardziej rozwijać nasze relacje i współpracę gospodarczą – powiedział.
Czy czeka nas III wojna światowa?
Dyskusję panelową rozpoczął Paweł Lisicki, red. naczelny "Do Rzeczy" stawiając pytanie o skalę zagrożeń we współczesnych stosunkach międzynarodowych. – Czy rzeczywiście stoimy dziś u progu III wojny światowej, czy też jest to przesada i zagrożenie globalnym konfliktem jest wyolbrzymione? – pytał moderator.
W odpowiedzi ambasador Węgier István Íjgyártó wyraził przekonanie, że scenariusz wojny nuklearnej jest skrajnie mało prawdopodobny. – W latach 1938–1939 mocarstwa nie dysponowały bronią atomową. Dziś sytuacja jest zupełnie inna. Wojna nuklearna oznaczałaby koniec ludzkości, a żaden odpowiedzialny polityk nie może mieć takiego celu – stwierdził.
Zdaniem dyplomaty świat znajduje się obecnie w fazie licznych konfliktów regionalnych, które nie przeradzają się w globalną konfrontację. – Budowanie psychozy wojennej jest bardzo niebezpieczne. Węgierski rząd jest za pokojem. Widzimy dziś wyraźną przepaść między elitami politycznymi a społeczeństwami – dodał.
Historyk prof. Andrzej Nowak zwrócił zaś uwagę, że współczesny konflikt międzynarodowy ma głębsze korzenie historyczne. – Równie nierealistyczne jak wizja wojny nuklearnej jest twierdzenie, że nie mamy dziś do czynienia z wojną światową. W pewnym sensie trwa ona od 1914 roku. Chodzi o rywalizację między mocarstwami morskimi a kontynentalnymi – powiedział.
Jak podkreślił, współczesna rywalizacja geopolityczna jest kontynuacją wcześniejszych konfliktów, a kluczowym zagrożeniem może być podział świata na strefy wpływów.
Doradca prezydenta RP ds. europejskich dr Jacek Saryusz-Wolski ocenił natomiast, że scenariusz III wojny światowej jest mało prawdopodobny. – Krótka odpowiedź brzmi: nie. Takie alarmistyczne tezy pomagają opracowywać strategie zapobiegawcze, ale nie stoimy dziś na progu globalnego konfliktu – zaznaczył. Jego zdaniem kluczową rolę stabilizującą odgrywają Stany Zjednoczone. – Stany Zjednoczone wzmacniają swoje wpływy i jest to raczej czynnik stabilizujący sytuację międzynarodową – powiedział.
Saryusz-Wolski odniósł się również do koncepcji Międzymorza. – To może być droga do zwiększenia podmiotowości Polski i całego regionu. Europa Środkowo-Wschodnia musi wzmacniać swoją pozycję w sytuacji słabnącej i wewnętrznie podzielonej Unii Europejskiej – ocenił.
Dr Józef Orzeł zwrócił z kolei uwagę na strategiczne cele polityki Stanów Zjednoczonych. – Półkula zachodnia pozostaje strefą wpływów USA. W innych regionach świata Ameryka nie dopuści do powstania nowego hegemona – mówił.
Jak zaznaczył, wycofanie się Stanów Zjednoczonych z Europy byłoby dla nich strategiczną porażką. – Pozostawiłoby to układ Rosja–Niemcy, który mógłby stać się zbyt silnym konkurentem dla interesów amerykańskich – podkreślił.
Orzeł zwrócił także uwagę na rosnącą rolę Chin w globalnej gospodarce. – Chiny rozwijają się dziś szybciej niż Europa Zachodnia, a czasem nawet szybciej niż Stany Zjednoczone. Jako fabryka świata muszą sprzedawać swoje produkty globalnie i nie da się ich zamknąć wyłącznie w popycie wewnętrznym – zauważył.
Czytaj też:
Gorąca debata na PHALS. Lisicki: Dla KE to Ukraina jest członkiem Unii
