Umówiliśmy się dżentelmeńsko, że moje odpowiedzi zostaną opublikowane w całości, o ile zmieszczę się w limicie 800 znaków na pytanie. Pani redaktor odpisywała w lot, bo czas naglił, a terminy goniły. Skoro tak, to usiadłem, poświęciłem swój cenny czas i spisałem co trzeba. Pani tekst przeczytała... i w tym momencie kontakt się urwał. Artykuł, oczywiście pod z góry założoną tezę, ostatecznie ukazał się z komentarzem innego, zapewne bardziej "właściwego" eksperta.
Cóż, żeby moja praca nie poszła na marne, poniżej przytaczam rzeczone pytania oraz moje odpowiedzi:
- Jak z perspektywy roku ocenia Pan skutki decyzji o dalszym funkcjonowaniu elektrowni węglowych w USA? Czy przyniosła ona wymierne korzyści dla gospodarki i bezpieczeństwa energetycznego (również w kontekście wojny z Iranem)?
- Jakie konsekwencje dla amerykańskiego sektora energetycznego może mieć ograniczanie wsparcia dla odnawialnych źródeł energii i blokowanie części inwestycji w OZE?
- Czy obecna polityka energetyczna Donalda Trumpa może wpłynąć na globalną transformację energetyczną oraz strategie klimatyczne innych państw, w tym krajów europejskich?
Ad 1. Decyzja o utrzymaniu pracy elektrowni węglowych w USA jest pragmatyczna i uzasadniona pod kątem dostaw taniej, stabilnej energii elektrycznej, uniezależniającej kraj od czynników zewnętrznych. Działania Donalda Trumpa uratowały 17 GW sterowalnych mocy węglowych. Te bloki, pracując w podstawie systemowej (baseload), generują rocznie tyle prądu, co ok. 150 GW fotowoltaiki lub 45 GW wiatru – ale w sposób przewidywalny, bez obciążania sieci kosztami bilansowania. Przekładając to na nasze realia: przy cenach węgla w Polsce (14 PLN/GJ) koszt paliwa to ok. 150 PLN/MWh. W USA, przy własnym surowcu i zamortyzowanych elektrowniach, prąd z tych źródeł jest zapewne jeszcze tańszy. Taka stabilna baza idealnie zasila boom na centra danych AI działające 24/7. W dobie konfliktu z Iranem własny węgiel zapewnia USA pełną odporność.
Ad 2. Stopowanie offshore jest ekonomicznie i strategicznie uzasadnione. Morskie wiatraki to najdroższe źródło energii, tak samo niestabilne i zależne od pogody jak wiatr na lądzie. W Polsce sam koszt inwestycyjny offshore to ok. 20 mld zł za 1GW, a realnie, patrząc na instalacje w UE, nie dają one znacznie więcej energii niż onshore. Biorąc pod uwagę rzeczywistą produkcję, offshore jest wielokrotnie droższy od węgla i porównywalny z atomem. Kluczowa różnica polega na tym, że energetyka węglowa i jądrowa pracują stabilnie w podstawie i nie wymagają gigantycznych, dodatkowych kosztów systemowych związanych z bilansowaniem sieci, budową magazynów czy utrzymywaniem rezerw. W jednym miksie energetycznym po prostu trudno pogodzić kapryśne, destabilizujące system offshore z atomem lub węglem.
Ad 3. Odejście Trumpa od doktryny kryzysu klimatycznego przywraca racjonalność w energetyce, kluczowej dla przewagi USA. Raport DOE, bazując m.in. na danych IPCC, wykazał, że skutki zmian klimatu nie stanowią zagrożenia dla bezpieczeństwa USA, więc walka z nimi jest nieuzasadniona. Potwierdza to niedawna publikacja w "Science" – aż 96 proc. globalnych polityk klimatycznych z ostatnich 20 lat było nieskutecznych i skrajnie kosztownych. Zredukowano zaledwie ok. 1 Gt CO2, co przy rocznej emisji świata na poziomie 40 Gt jest pomijalne. Jeśli UE chce chronić obywateli i przemysł przed ucieczką do USA, musi porzucić te drogie ideologie. Dotychczasowe unijne polityki nie obniżyły globalnych emisji, za to drastycznie podniosły koszty życia w Europie. Sukces gospodarczy wymaga suwerenności i realizmu.
Czytaj też:
ETS należy zlikwidować, a nie reformować
