ETS należy zlikwidować, a nie reformować

ETS należy zlikwidować, a nie reformować

Dodano: 
Widok z Olivia Star, najwyższego wieżowca w Gdańsku na elektrociepłownię
Widok z Olivia Star, najwyższego wieżowca w Gdańsku na elektrociepłownię Źródło: PAP / Andrzej Jackowski
Prof. Ziemowit Malecha II Obecnie w Unii Europejskiej oraz w Polsce trwa ożywiona debata na temat reformy systemu ETS.

Przekroczyliśmy pewną barierę milczenia i wyszliśmy ze strefy tabu – coraz głośniej mówi się o tym, że system wymaga zmian. Jednak samo oferowanie nam „reformy” przypomina dziś próbę leczenia dżumy naparami z rumianku. Czas odłożyć na bok dyplomatyczne uprzejmości i przyjrzeć się temu, co kryje się pod eleganckimi pojęciami „rynkowych mechanizmów redukcji” – mamy bowiem do czynienia z konstruktem, który w swoich fundamentach wykazuje cechy niezwykle kosztownej iluzji finansowej.

Eksport kapitału pod flagą ekologii

Zajrzyjmy w statystyki, bo liczby są genetycznie odporne na propagandę i zawsze mówią prawdę, nawet gdy jest ona niewygodna dla projektantów nowego ładu. Polska rok w rok notuje stratę, która powinna spędzać sen z powiek każdemu politykowi. Mechanizm jest wręcz ujmująco nieskomplikowany: pula uprawnień do emisji CO2, jaką nasz kraj otrzymuje do sprzedaży jest znacząco mniejsza niż realne potrzeby naszej gospodarki. Różnica wynosi kilkadziesiąt milionów ton.

Tą lukę w bilansie nasze firmy i elektrownie muszą łatać na giełdzie. Efekt? W samym tylko 2024 roku z polskiego krwiobiegu gospodarczego za granicę wywędrowało netto ponad 20 miliardów złotych. To nie są wirtualne jednostki – to twarda waluta, która zamiast pracować w kraju, zasila unijne fundusze, tuczy giełdowych spekulantów oraz łata budżety obcych państw. Dla porównania są to środki, które mogłyby sfinansować w naszym kraju budowę nowoczesnych jednostek wytwórczych, modernizację kopalń czy programy zbrojeniowe.

Giełda ETS i cała ta misterna konstrukcja została zaprojektowana tak, by generować zyski dla bliżej nieokreślonych podmiotów kosztem realnej gospodarki i portfeli podatników. Skala tego procederu jest zdumiewająca, dlatego wołania o „reformę” są bezcelowe. Utrzymywanie ETS to zgoda na finansowanie armii urzędników, audytorów i instytucji, które potrafią jedynie niezwykle sprawnie konsumować pieniądze wypracowane przez przemysł.

Co więcej, system ten nie wykazuje przesadnej gorliwości w realizowaniu swojego oficjalnego celu. Emisje w Europie rzeczywiście spadają, ale dzieje się to głównie za sprawą „metody niemieckiej”, czyli zwijania przemysłu. Niemcy emitują mniej, bo produkują mniej, a ich fabryki szukają azylu tam, gdzie energia nie jest towarem luksusowym. W tym samym czasie USA, nie bawiąc się w biurokratyczne giełdy uprawnień, notują podobne spadki emisji, utrzymując przy tym niskie ceny energii.

Spojrzenie cybernetyczne

Patrząc na transformację energetyczną w UE oczami cybernetyki – czyli nauki o sterowaniu – widać wyraźnie, dlaczego obecny system uderza w Polskę. Cybernetyka postrzega państwo jako system autonomiczny, który musi zarządzać swoją energią i informacją, aby przetrwać i zachować niezależność.

Z tej perspektywy system ETS jest kardynalnym błędem sterowania. Wprowadza on do naszej gospodarki ogromną moc jałową – czyli pieniądze i energię, które zamiast budować nowe elektrownie (praca użyteczna), są marnowane na utrzymanie biurokratyczno-spekulacyjnego mechanizmu kontroli.

Z punktu widzenia fizyki i cybernetyki, każdy system, który jest zmuszany do oddawania swoich zasobów na zewnątrz w zamian za samo „pozwolenie na funkcjonowanie”, nieuchronnie traci sprawność oraz sprawczość. To prosta droga do skrócenia czasu egzystencji państwa – gdy koszty przetrwania narzucone z góry przewyższą nasze możliwości wytwórcze, system po prostu przestanie działać.

Właściwy kierunek, wynikający z logiki cybernetycznej, to zwiększanie potencjału energetycznego Polski, a nie jego dławienie przez zewnętrzne programy sterujące, typowe dla cywilizacji bizantyjskiej, gdzie prawo stoi ponad zdrowym rozsądkiem i interesem obywateli. ETS w obecnej formie to mechanizm drenażu, który odbiera nam autonomię – czyli prawo do decydowania o sobie. Jeśli chcemy silnej gospodarki, musimy przestać zasilać system, który zamiast nas rozwijać, stopniowo nas „wygasza”, odbierając energię potrzebną do życia.

Czytaj też:
PiS: Wychodzimy z ETS. Węgiel, atom, OZE jako uzupełnienie
Czytaj też:
Wycofajmy destrukcyjny podatek ETS za ciepło i prąd

Czytaj także