Odchodzi stara gwardia mody. Kilka miesięcy po Giorgiu Armanim zmarł w swoim domu w Rzymie 93-letni Valentino Garavani, ostatni z wielkich krawców XX w., jeden z ostatnich symboli europejskiego szyku. Projektant, który nie zniżył się do dresów i hiphopowych portek. Całe życie działał w górnych partiach mody – jego domeną były stroje wieczorowe. To jemu sfera wysokiej socjety w Europie zawdzięcza wizerunek.
Przez ostatnie półwiecze nie tylko ubierał świat wielkich osobistości, lecz także sam kreował się na osobistość. Miał pałace, ruchomy dwór i własny, charakterystyczny odcień ciemnej czerwieni: „Czerwień Valentino”. No i ten wygląd...
Sądząc po mahoniowej cerze Giorgia Armaniego, Donatelli Versace i Valentina, można przypuścić, że głęboko nienaturalny odcień karnacji jest cechą klanu włoskiej wysokiej mody. Valentino z włosami wymodelowanymi na stojącą sztywno plerezę, otoczony orszakiem ludzi i psów uwielbiał się lansować. Ten wizerunek siebie – osoby z wyższych sfer – stworzył i sprzedał światu, a on go podchwycił. „We Włoszech jest papież – i jest Valentino” – napisał w 2005 r. na profilu projektanta Walter Veltroni, ówczesny burmistrz Rzymu.
Lew salonowy
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
