Na jednym z ukraińskich portali aukcyjnych pojawił się na sprzedaż polski order Virtuti Militari. To najwyższe odznaczenie wojskowe w Polsce, przyznawane za wyjątkowe męstwo i odwagę na polu walki.
Sprawę nagłośnił działacz Konfederacji Rafał Mekler. "Krzyże są numerowane, więc łatwo można sprawdzić, że krzyż nr 3353 należał do por. Juliusza Heinzela, otrzymał go za konflikt polsko-litewski 1920 roku. Oficer ten w 1939 roku trafił do niewoli sowieckiej, do Starobielska, został zamordowany z innymi oficerami w Charkowie (pozycja 3558 na liście zamordowanych). Na uwagę zasługuje fakt, że sprzedający jest właśnie z Charkowa. Jak wszedł w posiadanie krzyża należącego do zamordowanego i zakopanego pod Charkowem oficera?" – napisał we wtorek w mediach społecznościowych. Kapitan Heinzel spoczywa na otwartym 17 czerwca 2000 r. Cmentarzu Ofiar Totalitaryzmu w Charkowie.
IPN: Order jest falsyfikatem
Rzecznik Instytutu Pamięci Narodowej Rafał Kościański przekazał w rozmowie z Polsat News, że wystawiony na sprzedaż order to falsyfikat. – Zgłosił się do nas przedstawiciel rodziny kapitana Juliusza Heinzla (...). Osoba ta potwierdziła, że oryginał odznaczenia znajduje się w rękach rodziny – powiedział.
– Mamy do czynienia z sytuacją, kiedy prawdopodobnie na portalu internetowym został przedstawiony do sprzedaży order, który jest falsyfikatem, próbą oszustwa związanego z handlem pamiątkami po ofiarach II wojny światowej – wyjaśnił rzecznik IPN.
Wcześniej polska ambasada na Ukrainie zapowiedziała sprawdzenie autentyczności Orderu Wojennego Virtuti Militari, który mógł należeć do zamordowanego przez NKWD kapitana Juliusza Romana Heinzela. "Placówka pozostaje w stałym kontakcie z ukraińskimi służbami oraz właściwymi instytucjami i prowadzi działania, mające na celu wyjaśnienie okoliczności tej sprawy oraz zabezpieczenie odznaczenia. Sprawdzimy jego autentyczność" – poinformował szef ambasady RP w Kijowie Piotr Łukasiewicz.
Czytaj też:
We Lwowie powstała szkoła "Banderowiec". "Fabryka prania mózgu"Czytaj też:
Szkoła "Banderowiec" we Lwowie. Wiceszef MSZ: Zupełnie inne konotacje
