DoRzeczy.pl: W tym roku przypada 80. rocznica młodzieżowych wystąpień antykomunistycznych w Szczecinie, które miały miejsce 13 i 14 kwietnia 1946 roku pod nazwą "Trzymamy straż nad Odrą". Czym był szczeciński kwiecień 1946 roku?
Piotr Semka, publicysta "Do Rzeczy": Wydarzenia szczecińskie prawie w ogóle nie istnieją w świadomości ogólnopolskiej, a były to najbardziej masowe demonstracje tuż po wojnie. Poza tym to była jedyna sytuacja, w której Bolesław Bierut, ówczesny zarządca Polski z ramienia Stalina, zderzył się z protestem młodzieży twarzą w twarz. Skandowanie przez młodzież haseł patriotycznych, zmusiło Bieruta oraz jego ekipę do opuszczenia trybuny. Była to moralne zwycięstwo harcerzy, młodych Ludowców wspierających Stanisława Mikołajczyka i zwykłych szczecinian, którzy dołączyli się do tego protestu.
Czy wydarzenia w Szczecinie przyniosły jakiś realny przełom?
Przyniosły, niestety, przełom in minus. Wydarzenia w Szczecinie miały miejsce na dwa miesiące przed referendum ludowym, które było próbą fałszowania wyborów przed komunistami. To doświadczenie tłumów skandujących "Mikołajczyk", czy haseł "Wszystko biorą do Rosji", a także haseł niepodległościowych, tak przestraszyło Bieruta, że zabronił wszelkich demonstracji, które miały się odbywać 3 maja. Święto konstytucji przedwojennej w 1945 roku próbowano wmontować w system świąt komunistycznych, ale pod wpływem doświadczenia szczecińskiego, Bierut powiedział, że mają być zakazane. Zresztą, właśnie z tego powodu, że były zakazane, doszło w paru miejscach kraju, m.in. w Poznaniu, Gliwicach, Krakowie i Szczecinku, do demonstracji niezależnych, które były potem bardzo brutalnie ścigane przez Urząd Bezpieczeństwa.
17 kwietnia odbędzie się prezentacja publikacji i spotkanie autorskie z Panem i dr. Arturem Kubajem w Szczecinie. Pańska publikacja poświęcona jest tym wydarzeniom.
Wydarzenia szczecińskie trwały dwa dni. Pierwszego dnia miała być taka, jak jedna z wielu, masówek młodzieżowych na Wałach Chrobrego w Szczecinie, ale młodzi wykorzystali to do demonstracji antykomunistycznej. Następnego dnia chciano ukarać harcerzy za te "zbrodnie" wobec Bieruta, zakazując im udział w wielkiej defiladzie, która była na szczecińskiej Alei Wojska Polskiego. Harcerze nie dali się, przełamali kordony, próbowali zatrzymać bojówki komunistyczne. Przełamali je i przemaszerowali na trasie defilady. Co prawda, trybuna opustoszała, bo Bierut kolejny raz ją opuścił, nie chcąc widzieć harcerzy. Kolejne dni to okres, w którym Bierut żąda rozwiązania ZHP. Pragmatycy w ekipie Bieruta wskazywali, że młodzież, jeżeli rozwiąże się ZHP, to po prostu pójdzie do lasu i wzmocni partyzantkę niepodległościową. Dlatego Bierut w końcu zgodził się, ale pod warunkiem znacznej czystki w kadrze instruktorskiej, a kierownictwo ZHP zmuszone było do wiernopoddańczego spotkania z premierem Edwardem Osóbką-Morawskim, na którym obiecano, że zostanie wszczęta praca ideowa, aby takie rzeczy się nie powtarzały.
Jak Pan sam wcześniej zauważył, mało wiemy na temat szczecińskiego kwietnia 1946 roku. Dlaczego?
Dlatego, że wydarzenie odbyło się tuż po wojnie. O ile takie wydarzenia, jak spalenie komitetu w Gdańsku czy w Szczecinie w grudniu 1970 roku, były stosunkowo bliskie, to tutaj już pamiętali je tylko najstarsi szczecinianie. Jednak na szczęście historycy, którzy eksplorują archiwa dawnego Urzędu Bezpieczeństwa i archiwa partyjne, wynaleźli bardzo dużo. Część materiałów i świadectw jest zawartych w książce o tytule "Wygnali Bieruta z trybuny. Szczeciński Kwiecień 1946", której autorami są pan Artur Kubaj ze szczecińskiego IPN i ja. W książce staramy się przedstawić szersze tło ówczesnych wydarzeń i pokazać, jakie powody do wystąpienia mieli ówcześni młodzi harcerze, młodzi działacze i zwykli szczecinianie, bez których młodzież nie poczuła się na tyle pewnie, aby rzucić wyzwanie Bierutowi.
Jakie zatem powody miała szczecińska młodzież, aby wystąpić przeciwko Bolesławowi Bierutowi?
Młodzież najlepiej wyczuwała zakłamanie, takie jak rytualne deklarowanie przyjaźni do Związku Radzieckiego przy kłamstwach, że to Niemcy zamordowali polskich oficerów. Bardzo wielu harcerzy miało bliskich, którzy byli jeszcze ciągle na Syberii. Dopiero po roku 1956 zaczęli wracać. Poza tym aresztowania UB szły także według przedwojennych linii przyjaźni harcerskich oraz linii konspiracji. Bardzo dużo instruktorów harcerskich miało za sobą epizod w Armii Krajowej. Wszyscy ci ludzie byli na celowniku SB. Wreszcie powodem była też ordynarna kampania przeciwko dwóm partiom opozycyjnym – PSL-owi Stanisława Mikołajczyka i Stronnictwu Pracy Karola Popiela. Była akcja podpalania domów działaczy PSL-u, byli oni mordowani, porywani, aresztowani. To wszystko widzieli młodzi ludzie. Mieli więc powody, aby wykrzyczeć to wszystko Bierutowi i zrobili to 13 kwietnia na Wałach Chrobrego w Szczecinie, a następnego dnia harcerze przełamali bariery i przedefilowali na Alei Wojska Polskiego na przekór komunistom.
Piotr Semka zaprasza Państwa na odsłonięcie wystawy plenerowej na szczecińskim Placu Zgody w piątek 17 kwietnia o godzinie 12:00. O godzinie 17:30 w Centrum Instytutu Pamięci Narodowej w budynku Posejdon na Placu Bramy Portowej, odbędzie się prezentacja książki na temat wydarzeń szczecińskiego kwietnia 1946 roku.
Czytaj też:
"Wygnali Bieruta z trybuny". Zapraszamy na prezentację publikacji Piotra Semki i Artura Kubaja
