To być może najbardziej zaskakująca wolta roku 2026 w polskim życiu publicznym. Przynajmniej na razie. Oto były wysoki rangą urzędnik Ministerstwa Spraw Zagranicznych wziął rozbrat z politycznym oraz medialnym establishmentem – konkretnie: z tym jego segmentem, który stawia na pogłębienie integracji Unii Europejskiej – i nawiązał współpracę z niszowym, marginalnym środowiskiem, stygmatyzowanym w głównym nurcie polskiej debaty publicznej jako tuba opcji prorosyjskiej.
Mowa o dr. hab. Jarosławie Bratkiewiczu. Ten politolog, rosjoznawca, sowietolog (rocznik 1955) pełnił w latach 2007–2015 prominentne funkcje w MSZ: w roku 2007 został dyrektorem Departamentu Wschodniego, a w 2010 – dyrektorem politycznym resortu. To właśnie ów człowiek uchodził za prawą rękę Radosława Sikorskiego w zakresie polityki wschodniej, gdy ten był szefem polskiej dyplomacji w latach 2007–2014. O Bratkiewiczu mówi się wręcz jako o architekcie polskiego „resetu” z Kremlem.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
