Zwycięstwo rządzącej partii w wyborach parlamentarnych w Armenii to przede wszystkim pokazanie czerwonej kartki Rosji, która nie zdołała zastraszyć Ormian, a zarazem wybór Europy.
Jest to tym bardziej bolesne dla Kremla, gdyż nie szczędził on środków na agresywną propagandę w Armenii. Nie zmienia to faktu, że przed tym krajem stoi ogrom wyzwań
U mowa Obywatelska, czyli ugrupowanie rządzącego w Armenii od ośmiu lat premiera Nikola Paszyniana, zdobyła 49,87 proc. i 64 miejsca w 105-osobowym parlamencie, do którego weszły też dwa ugrupowania prorosyjskie. Łącznie na partie prorosyjskie głos oddało 37,5 proc. głosujących, a kolejne 4 proc. na rozdrobnioną opozycję antyrosyjską, która uważa, że Paszynian powinien w bardziej zdecydowany sposób odciąć Armenię od Rosji. Resztę otrzymały małe partie, które pozycjonują się między obozem rządzącym a prorosyjską opozycją.
Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy .
© ℗
Materiał chroniony prawem autorskim.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
