Chodzi o wydarzenia z początku maja, kiedy polityk miał pojawić się wieczorem w budynku resortu pod wpływem alkoholu, awanturować się z ochroną i naruszyć nietykalność jednego z pracowników.
Jabłoński: Macie ochotę przyjść po pijanemu do jakiegoś ministerstwa?
Postanowienie z 25 czerwca ujawnił w środę poseł PiS Paweł Jabłoński. Z dokumentu wynika, że śledczy badali sprawę pod kątem art. 231 §1 kodeksu karnego (przekroczenie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego) oraz art. 217a §1 k.k. (naruszenie nietykalności cielesnej osoby chronionej), ale uznali, że "brak jest danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia czynu zabronionego".
Jabłoński nie krył oburzenia. – Hej, brygada! Macie ochotę przyjść po pijanemu do jakiegoś ministerstwa, żeby z kolegą/koleżanką skorzystać z "pokoju wypoczynkowego", a przy wejściu trochę poszarpać się z ochroną? Spoko, można, jak najbardziej – oczywiście tylko jeśli akurat jesteście ministrem w rządzie D. Tuska – napisał na platformie X.
Początek afery
Sprawa wyszła na jaw 5 maja, gdy portal Blask Online opisał zdarzenie z poprzedniego dnia. Według tej relacji Marian Zmarzły około godziny 19:30 pojawił się w budynku przy ul. Książęcej w Warszawie, gdzie pomieszczenia zajmuje Ministerstwo Energii. Polityk miał być w towarzystwie kobiety. Jak relacjonowali świadkowie, chwiał się na nogach, mówił niewyraźnie, a od jego oddechu miało być czuć alkohol.
Według portalu problem zaczął się przy wejściu. Ochroniarz nie rozpoznał wiceministra i poprosił go o okazanie dokumentu. To miało wywołać agresję. Zmarzły miał wyzywać ochroniarza, żądać jego nazwiska i grozić, że "wszystkich tu rozliczy". Później, już na piątym piętrze, miał odepchnąć pracownika ochrony i wejść do jednego z pomieszczeń resortu.
Zmarzły: To nieprawda
Jeszcze tego samego dnia wiceminister wydał oświadczenie, w którym zaprzeczył najpoważniejszym zarzutom. – W związku z publikacją portalu Blask Online stanowczo oświadczam, że przedstawione w niej informacje mijają się z prawdą – napisał. Twierdził, że 4 maja przebywał służbowo w kopalni doświadczalnej Barbara w Mikołowie, a wieczór spędził z rodziną.
Przyznał jednocześnie, że doszło do "wymiany zdań" z ochroną, ale – jak podkreślał – była to "zwykła pomyłka" i sytuacja nie miała związku z jego obowiązkami służbowymi. Zmarzły zarzucił też portalowi manipulację, wskazując, że ilustracja do tekstu została wygenerowana przez sztuczną inteligencję.
Rząd nabrał dystansu do sprawy
Minister energii Miłosz Motyka odciął się od medialnych doniesień o "pokoju wypoczynkowym", tłumacząc, że chodzi o zwykły gabinet z zapleczem socjalnym. Kilka tygodni później ton wypowiedzi ministra energii był już inny. Motyka przyznał, że rozmawiał ze Zmarzłym i że jego zachowanie wobec ochroniarza było niewłaściwe. – Taka sytuacja nie powinna mieć miejsca – powiedział. Potwierdził też, że wiceministrowi towarzyszyła "bliska osoba", a nie – jak początkowo pisano – "koleżanka".
Pytany o konsekwencje, przyznał, że formalnie ich nie było. – Po chrześcijańsku zasługuje na drugą szansę. To jest dobry fachowiec – stwierdził.
Czytaj też:
Minister zdrowia ujawniła 128 tys. zł dochodu. Okazuje się, że sprawę bada prokuratura Czytaj też:
Fundusz Sprawiedliwości. Ponad 1 mln zł dla stowarzyszenia posłanki Lewicy
